Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jeśli chodzi o szybkość wydawania pieniędzy z regionalnych programów operacyjnych, peleton województw podzielił się na trzy grupy. - Liderami są: opolskie, lubelskie, śląskie, małopolskie i kujawsko-pomorskie - wylicza wiceminister rozwoju regionalnego Krzysztof Hetman. Pierwsze z nich zdołało już wydać 38 proc. pieniędzy, jakie zaplanowało na ten rok.

Potem cztery kolejne województwa (mazowieckie, pomorskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie), które wydały po blisko 5 proc. Stawkę zamykają maruderzy: zachodniopomorskie, wielkopolskie, podkarpackie, podlaskie, lubuskie, łódzkie i dolnośląskie. Najlepsze z nich wydało 3 proc. W tym podziale nie ma żadnych regularności: małe i niezamożne woj. opolskie jest liderem, potężny Śląsk - blisko, ale już bogata i duża Wielkopolska - na szarym końcu.

Opolskie dzieli (i rządzi)

Opolskie to przykład, że jak się chce, to można. Wydało już 65,5 mln zł, czyli 38 proc. swojego rocznego celu (174 mln zł). - To wynik dobrej współpracy z samorządami, licznych spotkań i konsultacji we wszystkich powiatach województwa - mówi marszałek Józef Sebesta. I częściowo wynik zmian w Opolskim Centrum Rozwoju Gospodarki (instytucji odpowiedzialnej za wydanie funduszy).

Gdy pod koniec 2008 r. marszałek zorientował się, że wydawanie pieniędzy słabo idzie, zarządził kontrolę. W marcu z pracą pożegnał się dyrektor centrum i jego zastępca, a do OCRG przesunięto ludzi z urzędu marszałkowskiego. - Gdy była taka potrzeba, pracowali i w weekendy, żeby opóźnienie nadrobić - mówi Sebesta.

- Jesteśmy liderem, ale nie ma się czym emocjonować, bo to tylko etap w wyścigu. Liczy się to, kto będzie pierwszy na mecie - dodaje. - We wszystkich programach unijnych w gospodarkę Opolszczyzny wpompujemy w tym roku 650 mln zł, licząc z pieniędzmi "udziałowymi" samorządu województwa, samorządów lokalnych, budżetu państwa, prywatnych przedsiębiorców. Te pieniądze to koło zamachowe, które pomoże Opolszczyźnie w kryzysie - mówi.

Warto się starać o to, by dobrze wydać unijne euro. Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska obiecała, że pięć województw, które najlepiej poradzi sobie z dotacjami w 2009 r., dostanie nagrodę - dodatkowe 100 mln euro!

Bo urzędnicy się uczą, a droga nierozliczona...

- Jeśli w jakimś województwie ten sam system przerabiania umów na konkretne wydatki działa dobrze, a w innym źle, to znaczy, że zawodzą ludzie - mówi Krzysztof Hetman. Ale zastrzega: - Urzędy marszałkowskie wciąż się uczą. Do urzędników powoli dociera świadomość, jaka odpowiedzialność na nich ciąży. I trzy razy się zastanowią, zanim parafują dokument.

Jak tłumaczą się samorządy, którym nie idzie tak dobrze jak na Opolszczyźnie?

- Nie chcę się usprawiedliwiać, ale gdyby Łódź rozliczyła się z inwestycji związanej z budową ul. Śląskiej, którą już realizuje, zajęlibyśmy drugie miejsce - twierdzi marszałek województwa łódzkiego Włodzimierz Fisiak (2 proc. realizacji celu rocznego). - Inny przykład: kończy się budowa hali wielofunkcyjnej przy al. Unii. Kiedy trafią do nas wszystkie niezbędne dokumenty, będziemy mogli rozliczyć kolejne 90 mln zł. To już nas postawi w statystykach na podium. Wkrótce dogonimy inne samorządy - zapewnia Fisiak.

Łódzki samorząd próbuje przyspieszać. Doszło do tego, że przy wyborze projektu kluczowa staje się data realizacji inwestycji. Przekonało się o tym np. Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, które napisało ciekawy wniosek o 5 mln zł na dofinansowanie inwestycji związanych z edukacją. Ale dotacji na razie nie dostało. - Ze względu na trudną sytuację gospodarczą wybrane zostały te wnioski, które najszybciej doczekają się realizacji. Zależało nam, by jak najwięcej pieniędzy zasiliło łódzki rynek - tłumaczy Marcin Nowicki, rzecznik marszałka województwa.

Inne wytłumaczenie mają w Wielkopolsce (1 proc. realizacji celu rocznego). - Wielkopolska stosuje na szeroką skalę mechanizm preselekcji, który jest znacznym ułatwieniem dla beneficjentów. Na etapie składania wniosku o dotację, po wstępnym wyborze do dofinansowania, nie wymagamy pełnej dokumentacji (np. projektów budowlanych, pozwoleń na budowę itp.) - mówi Leszek Wojtasiak, wicemarszałek województwa wielkopolskiego. - Dla beneficjentów to duże ułatwienie, ale w statystykach ministerstwa takie zatwierdzone wstępnie projekty nie są zaliczane do statystyk. Wypadamy więc automatycznie gorzej na tle innych województw - wyjaśnia.

Zdaniem wicemarszałek Elżbiety Polak odpowiedzialnej za wdrażanie RPO w woj. lubuskim ranking ministerstwa jest krzywdzący. - To manipulowanie cyframi! Skoro mazowieckie, które ma największą alokację, zaplanowało tylko 104 mln zł, a my 314 mln zł, to wiadomo, że nasz wskaźnik wykonania będzie niższy - tłumaczy.

Biegniemy, ale to nie sprint, tylko maraton

Ale są województwa, które nie wymyślają skomplikowanych usprawiedliwień, tylko uczciwie przyznają, że mają kłopoty. I że próbują nadgonić stracony czas: - Mamy zapóźnienia w regionie praktycznie ze wszystkim. Na liście kluczowych projektów mamy duże i trudne inwestycje. Przykładem jest lotnisko w Szymanach, które miało problem z procedurami związanymi z przejęciem powojskowych terenów - mówi Urszula Pasławska, wicemarszałek województwa warmińsko-mazurskiego (5 proc. zrealizowanego celu). - Ale nadrabiamy zaległości i odsetek wykorzystanych funduszy będzie rósł.

Podobne słowa padają w Szczecinie. - Robimy, gonimy, nadrabiamy stracony czas - zarzeka się Władysław Husejko, marszałek zachodniopomorskiego, które w tabeli MRR jest na szarym końcu. Według Husejki województwo miało problemy ze skompletowaniem kadry urzędników obsługujących eurofundusze.

Zapóźnienie nadrabia też województwo świętokrzyskie (9 proc. realizacji celu). - Wystarczy jedna duża partia faktur, żeby przewrócić statystykę. Wczoraj Marcin Perz, członek zarządu województwa odpowiedzialny za środki unijne, zawiózł do Warszawy całe pudło faktur z poświadczonymi kwalifikowanymi wydatkami. Pierwotnie zawoziliśmy te dokumenty w cyklu kwartalnym, ale teraz zamierzamy to robić co miesiąc, bo widać że jest rywalizacja o miejsce liderów - mówi "Gazecie" Adam Jarubas, marszałek województwa świętokrzyskiego.

Jarubas, podobnie jak przedstawiciele innych województw, wskazuje skomplikowane przepisy środowiskowe jako jeden z powodów opóźnień w wydawaniu dotacji. - Jesteśmy na drugim miejscu po Podkarpaciu pod względem powierzchni nowych obszarów chronionych - podkreśla Jarubas.

Chyba najbardziej zdumiewające podejście do unijnych środków ma województwo podkarpackie (jedyne w Polsce, gdzie rządzi PiS). Tłumaczy, że choć zrealizowało zaledwie 2 proc. rocznego planu... to i inne województwa nie mają się czym chwalić. - Powiedzmy sobie szczerze: czy dziś ktoś ma kilka milionów złotych zatwierdzonych wydatków, czy kilkadziesiąt milionów, to w porównaniu z kwotą, którą Polska ma w tym roku zrealizować z unijnych programów to są ułamki procent. Wszystkie programy idą źle - mówi Marta Matczyńska, dyrektorka departamentu rozwoju regionalnego w Podkarpackim Urzędzie Marszałkowskim. I tłumaczy: opóźnienia w Podkarpackiem są, bo zwycięzcy konkursów (np. na drogi) muszą uzupełniać dokumenty środowiskowe. - Zajmuje to kilka miesięcy. Worek z płatnościami rozwiąże się na przełomie III i IV kwartału. Ale to będzie się liczyć na 2010 r. - przewiduje Matczyńska. Tłumaczy też, że Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wciąż nie wydało kilku rozporządzeń, co hamuje ogłaszanie kolejnych konkursów.

- Brakujące rozporządzenia blokują mniej niż 40 proc. funduszy, a zresztą wcale nie są potrzebne, żeby uruchomić konkursy na dotację - odpowiada MRR.

- Inne województwa są z przodu, bo mają duże projekty kluczowe, które były przygotowane wcześniej. A u nas takie nie są przygotowane, ja nic na to nie poradzę - tłumaczy się marszałek podkarpacki Zygmunt Cholewiński. I dodaje: - Ale to nie jest bieg krótkodystansowy. To maraton, który potrwa do 2013 r. Wkrótce trochę nadrobimy.

Podkarpacie już zgłosiło ministerstwu, że nie zrealizuje swojego planu. Poprosiło o jego zmniejszenie z 406 mln zł na 176 mln. Więcej pieniędzy wyda w kolejnych latach.

Wydaje nam się, że wydamy

Powodów do obaw nie widzi natomiast Małopolska (wykonane 14 proc. celu). - Wysokość płatności na koniec maja przekroczy 100 mln zł - zapewnia Marek Sowa, członek zarządu województwa.

Samorządowcy z piątego na liście woj. kujawsko-pomorskiego (10 proc. realizacji wydatków) też nie mają sobie nic do zarzucenia. Bo - jak tłumaczy Kamila Radziecka, dyrektor departamentu wdrażania RPO w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Marszałkowskim - region postawił sobie ambitny cel wydatków (aż 329 mln zł, trzy raz więcej niż np. Mazowsze). - A ponieważ określiliśmy ten cel bardzo ambitnie, siłą rzeczy jest osiągnięty w mniejszym stopniu niż w tych województwach, które zaplanowały do wydania o wiele niższe kwoty - tłumaczy.

Spokojny jest też Śląsk (16 proc. celu). Tamtejszy urząd marszałkowski postanowił już w lutym, że z powodu kryzysu gospodarczego musi przyśpieszyć wydawanie unijnych dotacji. Uproszczono m.in. procedury weryfikacji i oceny formalnej wniosków, termin weryfikacji skrócono z 70 do 50 dni.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego bierze wyjaśnienia samorządów za dobrą monetę. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której planowana kwota wydatków we wszystkich regionach [6,6 mld zł do końca 2009 r.] nie zostanie wykonana. Nawet jeśli niektóre województwa nie wykonają planów w 100 proc., to liczę na prymusów, którzy próg przekroczą - przekonuje wiceminister Hetman.

- Większość regionów sobie nie poradzi - odpowiada Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju regionalnego w rządzie PiS - Nie wierzę, że te cele będą zrealizowane.

Za półtora roku wybory samorządowe. Może perspektywa tej weryfikacji dokonań doda lokalnym politykom kopa w wydawaniu funduszy?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.