Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ostatnie dni debaty przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (które w Holandii odbywają się dzisiaj) zdominowała dyskusja na temat emigrantów, a zwłaszcza Polaków. W ostatnim czasie Holendrzy coraz głośniej narzekają, że ludzie z Europy Środkowo-Wschodniej zabierają im miejsca pracy.

Co prawda w Holandii poziom bezrobocia zalicza się do najniższych w całej UE (w I kwartale 2009 bez pracy pozostawało 4,4 proc. mieszkańców tego kraju), ale szybko wzrasta. Bezrobotnych przybywa wśród młodych Holendrów, którzy nie ukończyli 25. roku życia.

Nawet rywalizujące ze sobą dwa ugrupowania polityczne Partia Socjalistyczna (SP) i ultranacjonalistyczna Partia na Rzecz Wolności (PVV) zgodziły się co do tego, że pracownicy z Europy Środkowo-Wschodniej ponoszą winę za problemy, które ich rodacy mają obecnie ze znalezieniem pracy.

Socjalistów skrytykował Hans van Baalen z liberalnej Partii Ludowej na Rzecz Wolności i Demokracji (VVD).

- Kiedyś mówili o międzynarodowej solidarności, dzisiaj chcą zamykać granice. Wolę sytuację, w której Polak pracuje w Holandii, niż gdyby to miejsce pracy miało zostać przeniesione z Holandii do Polski - powiedział Van Baalen. Jego zdaniem, wolny przepływ pracowników wyszedł Holendrom na dobre.

W ostatnich dniach przed wyborami PVV przystąpiło do ataku. Kandydat tej partii, sprzeciwiający się m.in. wstąpieniu Turcji do Unii Europejskiej, powiedział m.in., że "Turcy, podobnie jak wcześniej Polacy, zabiorą nam miejsca pracy".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.