Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W naszym zeszłotygodniowym (4 czerwca) rankingu największych graczy na polskim rynku budowlanych zamówień publicznych jego firma zajęła szóste miejsce. To oczywiście zamówienia niezbyt duże, bo o wartości nieprzekraczającej progów unijnych (5 mln euro). Konrada Sobeckiego można by więc określić mianem mistrza wagi średniej. W ciężkiej i superciężkiej walczą potężne, często międzynarodowe koncerny.

W młodości uprawiał lekką atletykę, koszykówkę i tenis stołowy. W trakcie nauki w policealnym studium menedżerskim zaczął rozglądać się za pracą w branży sportowej. Przez siedem lat kierował warszawskim oddziałem spółki zajmującej się budową obiektów sportowych. W latach 90. powstawało ich niewiele, głównie korty tenisowe, boiska. W 1999 r. Sobecki postanowił założyć firmę. Już po trzech latach zarobił pierwszy milion. Przyznaje jednak, że miał ułatwiony start, gdyż pracownię projektową zapewniło mu dwóch wspólników (mieli w sumie połowę udziałów). Rok temu doszedł fundusz, który ma pomóc we wprowadzeniu spółki na giełdę. - Czekamy już tylko, aż koniunktura na giełdzie się poprawi - mówi Sobecki.

W mediach jego nazwisko pojawia się od dwóch lat. Z pasją opowiada o nowinkach technicznych w swojej branży. O tym na przykład, że fotokomórka to przeżytek. W bieżni montuje się teraz specjalne przewody indukcyjne, które współpracują z chipami umieszczonymi w numerach startowych zawodników. System ten umożliwia pomiar z dokładnością do jednej tysięcznej sekundy! To w Polsce, w czasie zawodów na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy, odbyła się światowa prapremiera tego systemu. Dopiero w drugiej kolejności zastosowano go w czasie olimpiady w Pekinie.

Modernizacja bydgoskiego stadionu, na którym Tamex wykonał także supernowoczesną bieżnię, stała się wizytówką firmy. Jej inną specjalnością są "orliki", boiska dla dzieci budowane w ramach rządowo-samorządowego programu. Z rankingu, który przygotował dla nas Urząd Zamówień Publicznych, wynika, że w 2008 r. Tamex wygrał aż 40 przetargów o łącznej wartości prawie 61 mln zł. Większość to "orliki".

O Sobeckim w superlatywach wypowiada się Marek Zdziebłowski, prezes Polskiego Klubu Infrastruktury Sportowej, którego Tamex jest członkiem. - Ma nos do interesów i dużo szczęścia - mówi Zdziebłowski. - Często rozmawiam z samorządowcami i jeszcze nigdy nie spotkałem się z zarzutami pod adresem tej firmy, że jest nieterminowa albo wciska kiepskie rozwiązania.

Ostatnio Marcin Drogorób z Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu, który koordynuje program "Moje boisko - Orlik 2012" w województwie kujawsko-pomorskim, zarzucił wykonawcom "orlików" "zmowę cenową lub co najmniej sprytne wykorzystywanie sytuacji na rynku". Czy był wśród nich Tamex? - Nie chcę wymieniać firm, bo nikogo za rękę nie złapałem. Jednak akurat firmy Tamex Obiekty Sportowe o takie praktyki nie podejrzewam. Jest znana z tego, że stawia na jakość - powiedział nam Drogorób.

A luksusowymi samochodami Sobecki nie chce się chwalić. W końcu jednak przyznaje, że ma m.in. Porsche 911 Turbo, BMW M3 oraz BMW serii 7. - Lubię szybką sportową jazdę - mówi 38-letni przedsiębiorca. - Ale nie po drogach czy autostradach. Korzystam z torów wyścigowych - zastrzega. Największa prędkość, jaką osiągnął? - Czy ja wiem, 300 kilometrów na godzinę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.