Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Był 17 marca, gdy minister gospodarki Niemiec Karl-Theodor zu Guttenberg kończył rozmowy z urzędnikami prezydenta Obamy o przyszłości Opla. Zaraz potem świat obiega sensacja, że General Motors zamierza sprzedać większość akcji Opla.

Dziwnym zrządzeniem losu także 17 marca, tyle że 1929 r., GM kupił od braci von Opel 80 proc. ich firmy, największego producenta aut w Niemczech. W 1931 r. GM został jedynym właścicielem Opla. Pieniądze i technologie zza Atlantyku pozwoliły Oplowi przetrwać recesję po krachu z 1929 r.

Teraz światem także szarpie Wielki Kryzys. Tyle że GM nie ma już takiej fury dolarów jak 80 lat temu. 1 czerwca zbankrutował obciążony długami o 100 mld dol. przekraczającymi wartość jego majątku. Dzień wcześniej rząd Niemiec postanowił, że kontrolę nad Oplem przejmie konsorcjum zawiązane przez austriacko-kanadyjską firmę Magna International i największy rosyjski bank Sbierbank wraz z rosyjskim koncernem samochodowym GAZ.

Ta transakcja będzie ukoronowaniem zdumiewającej kariery Franka Stronacha, głównego akcjonariusza Magny - emigranta z Austrii, który za Atlantykiem zbił wielką fortunę. Jeszcze szybciej majątku dorobił się właściciel GAZ-a Oleg Deripaska. W 2008 r. magazyn "Forbes" uznał go za najbogatszego Rosjanina i jednego z 10 najmożniejszych ludzi świata.

Kanada pachnąca pieniędzmi

Frank Stronach - a właściwie Franz Strohsack - urodził się w 1932 r. w małym miasteczku w Austrii. Swojemu biografowi Martinowi O'Malley opowiadał, że po hitlerowskiej aneksji kraju na bakcyl brunatnej ideologii uodporniły go lewicowe poglądy ojca. Jak zażarty komunista przetrwał w nazistowskiej Austrii - nie wiadomo.

Zaraz po wojnie 14-letni Stronach kształci się na ślusarza. Mając 22 lata, wyrusza za Atlantyk. Ponoć przypływa do Kanady z 40 dolarami w kieszeni. Szybko zmienia nazwisko na Frank Stronach. Chwyta się różnych zajęć (zbiera piłki na polach golfowych, zmywa talerze w szpitalach, pracuje w zakładach lotniczych), by po dwóch latach wynająć garaż pod Toronto. Wraz z drugim austriackim emigrantem otwiera w nim warsztat ślusarski.

W latach 60. menedżer kanadyjskiej filii GM (Niemiec z pochodzenia) zamawia u Stronacha elementy samochodowych osłon przeciwsłonecznych za 30 tys. dolarów. Po tym zleceniem sypią się następne. Stronach zyskuje reputację i środki, by w 1969 r. przejąć znaną, lecz nieco podupadłą kanadyjską spółkę giełdową Magna Electronics.

To przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Szukając oszczędności, amerykańskie koncerny przenoszą produkcję do Kanady. Nowe fabryki potrzebują kooperantów, takich właśnie jak Magna. Potem koncerny zaczynają powierzać kooperantom projektowanie części do aut. Magna podejmuje i to wyzwanie. W efekcie staje się drugim po Delphi producentem część samochodowych w Ameryce Północnej. Mniej więcej wtedy Stronach daje się poznać z awersji wobec związkowców.

W Kanadzie walczy zaś z akcjonariuszami. Niezadowolonym zwykł mówić: "Jak komuś restauracja się nie podoba, nie musi w niej jadać".

W połowie lat 80. przedsiębiorca zaczyna inwestować w rodzimej Austrii, gdzie ma licznych politycznych sojuszników. W radzie Magna International zasiada Franz Vranitzky, b. kanclerz Austrii. Dla Stronach pracowali też Karl-Heinz Grasser, który z nominacji nacjonalistycznej partii Jörga Heidera był ministrem finansów Austrii, oraz Andreas Rudas - prominentny polityki austriackiej socjaldemokracji.

Również w Kanadzie Stronach ma politycznych sojuszników. W 1988 r. bez sukcesu kandyduje do parlamentu Kanady. Więcej sukcesów odnosi w polityce jego córka Belinda Stronach, która od 2004 do 2008 r. zasiada w izbie niższej kanadyjskiego parlamentu. Starcia z adwersarzami odreagowuje bujnym życiem towarzyskim. "Nie jestem kobietą, która w piątek wieczorem zostaje w domu robić na drutach" - przyznaje. Nic dziwnego, że jej liczne kontakty z Billem Clintonem zostają odnotowane i odpowiednio skomentowane przez kanadyjskie bulwarówki.

Stronach zaś nabiera ochoty, by zamiast części produkować wreszcie całe auta. W 1998 r. przejmuje austriacki koncern Steyr Daimler Puch i montuje w nich chryslery oraz specjalne wersje mercedesów, saabów i bmw.

Dwa lata temu udowadnia, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy niemiecki Daimler postanawia sprzedać swoją amerykańską spółkę Chrysler, do przetargu staje Magna licząca na poparcie oligarchy Olega Deripaski (za 1,5 mld dol. Stronach sprzedał mu połowę udziałów w spółce kontrolującej kanadyjski koncern). Jednak Magna przegrywa rywalizację o Chryslera. A jesienią 2008 r. kryzys skłania Deripaskę do rezygnacji z akcji Magna, które - jak się okazało - kupił na kredyt.

Czy król aluminium kieruje GAZ-em

Dlaczego Stronach chciał przejąć amerykańskiego Chryslera wraz z Deripaską? Bo liczył, że sprzedaż aut na chłonnym rosyjskim rynku zapewni mu zyski niezbędne do utrzymania i rozwoju koncernu. Z tego też powodu dąży teraz do odnowienia biznesowego sojuszu przy próbie przejęcia Opla.

Oleg Deripaska jest jednym z niewielu oligarchów, którzy fortunę zdobytą za prezydenta Borysa Jelcyna pomnożyli za rządów Władimira Putina. Urodził się w 1968 r. Swoje pierwsze pieniądze zarobione na handlu aluminium inwestuje w koncern RusAl, drugi co do wielkości w tej branży na świecie. W 2003 r. odkupuje po 25 proc. akcji RusAl od Romana Abramowicza i Borysa Bieriezowskiego. Dwa lata temu RusAl przejmuje konkurencyjny rosyjski koncern SUAL i staje się "aluminiowym" monopolistą w Rosji.

Tak jak innym rosyjskim oligarchom Deripasce pomagają znajomości (był zięciem Jelcyna i ponoć osobistym przyjacielem Putina, a od 2000 r. jednym z jego bliższych współpracowników jest Walerij Pieczenkin, były pracownik KGB i szef kontrwywiadu Federalnej Służby Bezpieczeństwa).

Pieniądze z aluminium Deripaska inwestuje w budownictwo i motoryzację. Przejmuje koncern GAZ, który powstał w 1929 r., by na licencji Forda produkować samochody i silniki do czołgów (po wojnie z taśm GAZ-a zjeżdżały pobiedy, a potem wołgi).

Kryzys mocno nadwątlił imperium Deripaski. Forbes szacuje, że w ciągu roku majątek oligarchy stopniał sześciokrotnie, do skromnych 3,5 mld dol. W kłopotach tonie też GAZ, który zwolnił już kilka tysięcy pracowników i sądzi się z dostawcami żądającymi spłaty 1,4 mld dol. zaległych długów. Rosyjski Sbierbank nie kryje, że tylko pośredniczy w zakupie akcji Opla dla rodzimego inwestora branżowego. Jeśli GAZ zacznie produkować ople i dostanie rządową pomoc, to wyjdzie z kryzysu wzmocniony. A wówczas niewykluczone, że przejmie wyłączną kontrolę nad Oplem.

Jest tylko zagadką, czy do tego czasu Deripaska zachowa miejsce za kierownicą GAZ-a. Nazajutrz po ogłoszeniu nowego inwestora dla Opla Putin pojawił się publicznie za kierownicą zabytkowej Wołgi, dając do zrozumienia, kto w istocie rządzi GAZ-em. W Berlinie muszą sobie łamać głowę, czy Putin nie zamierza pokierować i Oplem.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.