Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od kilkunastu dni prezydent Aleksander Łukaszenka i jego urzędnicy ostro krytykują Rosjan za zamknięcie swojego rynku dla białoruskiego nabiału. Szacuje się, że na tak zwanej "mlecznej wojnie" białoruscy eksporterzy tracą miliony dolarów.

Zdaniem doradcy ekonomicznego rosyjskiej ambasady w Mińsku Andrieja Kuzniecowa - przy przedłużającym się konflikcie Białoruś może mieć poważne problemy ze zbytem mięsa, ryb i innych produktów spożywczych, a także z otrzymywaniem gazu po preferencyjnych cenach. Niezależni eksperci twierdzą, że Rosja będzie w ten sposób chciała chronić swój rynek przed zalewem tanich produktów z Białorusi. W konsekwencji kryzys eksportu dotknie również białoruskie przedsiębiorstwa produkujące traktory, maszyny rolnicze i wagony.

Najgroźniej dla Mińska brzmią jednak zapowiedzi podwyższenia cen gazu i ściągnięcia długów za dotychczasowe dostawy błękitnego paliwa. - "Rosja miała uchronić Białoruś przed ekonomicznym kryzysem, a może okazać się, że pogrążyła swojego najwierniejszego sojusznika" - twierdzą eksperci.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.