Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Na 59-letnim Allenie Stanfordzie ciążą zarzuty prania pieniędzy, utrudniania śledztwa i malwersacji finansowych sięgających 7 mld dol. Na "ofertę" Stanforda, będącą w istocie klasyczną piramidą finansową, w ciągu 10 lat dało się nabrać 50 tys. klientów ze 140 krajów.

Śledztwo przeciw Teksańczykowi amerykański nadzór finansowy prowadził od pół roku. W końcu 18 czerwca Stanford został zatrzymany, a prokuratura postawiła mu zarzuty. Od tego czasu miliarder przebywa w areszcie. Śledztwo w jego sprawie może potrwać do końca roku.

Wczoraj sąd okręgowy cofnął decyzję wydaną przez sąd niższej instancji o wpłaceniu przez Stanforda 500 tys. dol. grzywny i warunkowym opuszczeniu aresztu. - Nie ma takich okoliczności, które dawały podstawę do zwolnienia za kaucją. Oskarżony może próbować ucieczki - mówił sędzia David Hittner.

Decyzja sądu jest zgodna z tym, o co wnioskowali prokuratorzy. Twierdzili, oni że istnieje dużo prawdopodobieństwo ucieczki oskarżonego. Stanford jest obywatelem raju podatkowego Antiga i Barbuda. - Ma też mnóstwo bogatych znajomych rozsianych po całym świecie. Na pewno ma ukryte pieniądze - argumentowali prokuratorzy.

Adwokaci już zapowiedzieli, że złożą odwołanie od decyzji sędziego. Będą walczyć o swojego klienta, bo po zsumowaniu kar za zarzuty grozi mu 250 lat więzienia.

W poniedziałek nowojorski sąd skazał innego aferzystę Bernarda Madoffa na 150 lat więzienia. Madoff w ciągu 50 lat oszukał tysiące klientów na łączną kwotę 65 mld dol.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.