Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Lepiej teraz nie mieć akcji, albo nawet mieć je na krótko" powiedział w wywiadzie dla "Parkietu" Robert Nejman, jeden z najlepszych zarządzających w Polsce. Według niego sytuacja na giełdzie wyklaruje się zapewne w najbliższych miesiącach, gdy zobaczymy reakcje na ostatnie wiosenne wzrosty. Nawiązując do doświadczeń japońskiej giełdy stwierdził, że na hossę możemy czekać jeszcze nawet 20 lat.

Sektor bankowy w USA, który jest źródłem kryzysu, na razie jest "pod kroplówką", tak jak gospodarka amerykańska. Do pełnego uleczenia jest jeszcze daleko. Taki stan rzeczy jest wynikiem złej polityki pomocy dla banków. Według Nejmana programy pomocowe są zbyt drogie, a wspieranie upadających instytucji przeprowadzane było zbyt chaotycznie. "Pieniądze rzucano na oślep. Część została po prostu ukradziona, część zmarnowana" - mówi finansista. Według niego Amerykanie powinni pozwolić na bankructwa dużych instytucji, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na spłatę długów bankrutów - przekonuje w rozmowie z "Parkietem" Robert Nejman.

Najmana niepokoi, że uzdrawianie gospodarki USA administracja rządowa powierzyła ludziom, którzy doprowadzili do jej załamania: "Paulson, Summers, Geithner - to są ludzie, którzy wcześniej stali po stronie biznesu."

Przestrzega przed przegapieniem przez Fed właściwego momentu na zapobieżenie wybuchowi inflacji. Dodaje, że baza monetarna M1 (jedna z miar ilości pieniądza w gospodarce - red.) wzrosła w ciągu ostatniego roku dwukrotnie.

Światową gospodarkę z kryzysu zaś może wyciągnąć Azja, ale nie w najbliższym czasie, a w ciągu 10 lat.

Nejman przyznaje, że Polski kryzys nie dotknął aż tak dotkliwie m.in. dzięki temu, że nie zdążyliśmy przyjąć euro i nie należymy do ERM2. Kraje nadbałtyckie z ERM2 zamiast odczuwać pozytywy korzystania z europejskiej waluty, doświadczają jedynie wad, wynikających ze sztywnego kursu.

Biznesmen ma nadzieję jednak, że kryzys będzie lekcją dla wszystkich, bo pokazał, że nie można na siłę ratować tych, którzy popadli w kłopoty z własnej winy, głupoty lub chciwości.



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.