Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Moskwa próbuje wymusić na Warszawie zgodę na związanie się długoterminowym kontraktem, który uzależniałby nasz kraj od Gazpromu aż do roku 2035. Dodatkowo rosyjski monopolista chce przejąć kontrolę nad tranzytem gazu przez Polskę do Europy Zachodniej - zaznacza dziennik. Jednak - jak ustaliła gazeta - nasz rząd ma w razie niepowodzenia rozmów z Gazpromem przygotowany plan awaryjny.

Zakłada on kupowanie surowca za pośrednictwem którejś z dużych firm gazowych z Europy Zachodniej. Gaz miałby być pompowany ze wschodu na punkt zdawczo-odbiorczy w Drozdowicach na granicy z Ukrainą, ale Warszawa zawierałaby umowę nie z Gazpromem, ale z niemieckim Ruhrgas lub francuską firmą GDFSuez. Pośrednik byłby zobowiązany dogadać się z Rosjanami i dostarczyć surowiec do Drozdowicz.

Polscy negocjatorzy, z którymi rozmawiał dziennik podkreślają, że przede wszystkim chcą osiągnąć porozumienie z Rosjanami. Ale jeśli nie znajdziemy rozwiązania korzystnego dla obu stron, uruchomimy scenariusz alternatywny - powiedział "Polsce" Maciej Woźniak, główny doradca premiera do spraw bezpieczeństwa energetycznego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.