Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Jeśli nie będziemy oszczędzać to w przyszłym roku deficyt czeskiego budżetu będzie porównywalny w węgierskim - ostrzegł Edurad Janota. Jeśli obecny trend wydatków będzie kontynuowany to w przyszłym roku zadłużenie Czech wzrośnie do poziomu 7 procent PKB co odpowiada 256 miliardom koron, czyli 10 miliardom euro. W końcu lipca zadłużenie pobiło dotychczasowe rekordy przekraczając 200 miliardów koron. Wcześniejsze prognozy ministerstwa finansów mówiły o 166 mld koron. W drugim kwartale czeska gospodarka skurczyła się o 4,9 procenta w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Minister ostrzegł, że tymczasowy rząd premiera Jana Fischera powinien bardziej radykalnie zmniejszyć wydatki w ustawie budżetowej na 2010 rok. Chodzi zarówno o zmniejszenie ulg podatkowych dla przedsiębiorców jak i podniesienie podatków.

Czeskie media przypominają jednak, że "czarny scenariusz" ministra finansów może nie spotkać się z aprobatą deputowanych podczas zatwierdzania ustawy budżetowej. W październiku odbędą się bowiem w Czechach przedterminowe wybory parlamentarne i polityka "zaciskania pasa" nie będzie tematem numer jeden dla żadnego z liczących się polityków.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.