Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Kierowcy przyłapani w tym czasie na zbyt szybkiej jeździe mogą powołać się na wyrok Sądu Najwyższego (sygn. II KK 334/08) w sprawie jednego z kierowców, który w 2004 r. przekroczył prędkość. Według dziennika "Rzeczpospolita" sądy pierwszej instancji orzekły winę oskarżonego, ale rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski wniósł kasację. Okazało się bowiem, że 22 marca Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Straż Miejsca nie ma uprawnień do używania fotoradarów, bo nie przewiduje tego ustawa. Sędzia Józef Szewczyk pisał w uzasadnieniu, że "skoro brak było normy ustawowej, na podstawie której strażnicy gminni byliby upoważnieni do sprawowania kontroli drogowej w zakresie stwierdzania przekraczania przez kierujących pojazdami dozwolonej prędkości, to nie posiadali też oni uprawnienia oskarżyciela publicznego".

Był to urzędniczy błąd, powstały przy konstruowaniu ustawy. Obowiązujące od 15 stycznia 2004 r. przepisy poprawiono dopiero 24 lipca 2007. Wszyscy kierowcy, którzy w tym czasie zostali złapani na fotoradar ustawiony przez Straż Miejską i mieli rozprawę w sądzie mogą złożyć wniosek nawet za kilka lat. Efektem wznowienia będzie umorzenie sprawy. Obwinionym przysługuje też odszkodowanie i zadośćuczynienie, które zapłacić będzie musiał Skarb Państwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.