Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Kierowcy podjechali oflagowanymi TIRami na stacje benzynowe. Płacą w kasach bilonem, piją kawę i spożywają gorące posiłki. Rozdają petycję z czterema postulatami prosząc innych kierowców i przechodniów o poparcie protestu. Twierdzą, że ich zadaniem nie jest blokada stacji ale zwrócenie uwagi na problemy przewoźników. Przewoźnicy żądają wprowadzenia systemu opłat elektronicznych dopiero w połowie roku. Twierdzą, że system nie jest dopracowany. Na wyznaczonych 90 punktach muszą czekać w długich kolejkach na wypożyczenie urządzenia GPS. Za przejechane kilometry mogą płacić jedynie gotówką. Przewoźnicy protestują również przeciw wysokim stawkam opłat, które sięgają od 5 do 20 centów za kilometr.

Żądają ich obniżenia o 60 procent. Chcą aby koszt instalacji urządzenia GPS był niższy aniżeli 130 euro. Twierdzą, że wprowadzenie opłat elektroniczych doprowadzi ich do bankructwa a transport przejmą Polacy, Węgrzy i Rumuni.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.