Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Półtora roku temu trzeba było usiąść do stołu i powiedzieć: wy Grecy musicie zrobić drastyczne reformy, obciąć wydatki, sprywatyzować, podnieść podatki. Natomiast my w zamian za to darujemy wam połowę albo więcej długu. I gdyby tak zrobiono półtora roku temu, dzisiaj Grecja byłaby stabilnym krajem, robiącym głębokie reformy, z perspektywą wyjścia z tego problemu - mówił ekonomista tłumacząc, że pieniądze przeznaczane na pomoc finansową trafiają do Grecji tylko na chwilę. - Potem Grecja z tych pieniędzy spłaca długi zaciągnięte w niemieckich i francuskich bankach. Wymyślono taki system, który powoduje, że Grecy krwawią, muszą ciąć wydatki, podatnicy europejscy tracą, bo przekazują pieniądze Grecji, a zyskują bankierzy, którzy na czas odzyskują kredyty, których udzielili bezmyślnie często Grecji. I ten system właśnie się załamał. Grecy zrozumieli (naród na razie, parlament ciągle gra w te grę), że dalej tak być nie może, bo jeżeli kraj ponosi poważne wyrzeczenia, a dług zamiast spadać szybko, narasta, bo przecież było 120 proc. PKB, a dzisiaj jest 160, to jaka rodzina wytrzyma taką sytuacje, jaki kraj ją wytrzyma? Nie wytrzyma i to się zaraz załamie. Kupiliśmy sobie jeszcze troszkę czasu tymi decyzjami parlamentu greckiego - powiedział Rybiński ma antenie Polsat News.

- Jak będą wchodziły w życie te decyzje - cięcia wydatków i podwyżki podatków, to zobaczymy na ulicach takie zamieszki, jakich jeszcze w Grecji nie było. Tam będzie wojna domowa nawet. To będzie też polski problem, bo to niestety wydarzy się najprawdopodobniej w najbliższych 6 miesiącach. Myślę, że może dojść do bardzo drastycznych sytuacji - powiedział.

Rybiński uważa, że Grecy nie zaakceptują, by przyjechali do nich obcokrajowcy sprzedawać ich majątek narodowy. - Tam dojdzie do dramatycznych zdarzeń, ale tego można było uniknąć mądrymi decyzjami półtora roku temu. Teraz jeszcze można próbować to naprawić, ale nie ma tej woli. Ja widzę, że bankierzy, finansjera europejska de facto rządzi w Europie, a nie demokracja. I to jsię źle skończ" - mówił w Polsat News były wiceprezes NBP.

Ekonomista przewiduje także, że Grecja może wrócić do swojej waluty - drachmy. - To jest scenariusz, który był jeszcze nie do pomyślenia parę lat temu, ale obecnie bardzo wielu bardzo poważnych ludzi o tym dyskutuje. Grecja to kraj, który nie powinien być przyjęty do strefy euro, bo został przyjęty przez to, że fałszował statystyki. Być może za parę lat dla tego kraju drachma to będzie jedyne wyjście, żeby odzyskać konkurencyjność - mówił Rybiński. Według niego nie ma kraju, który może wytrzymać recesję przez 5-10 lat. - Jeżeli zrobimy głębokie reformy i będziemy bardzo konkurencyjni, to wchodząc do strefy euro Polska może stać się takimi drugimi Niemcami, krajem bardzo konkurencyjnym, bardzo stabilnym. Jeżeli reform nie zrobimy i wejdziemy do euro, to możemy stać się kolejną Portugalią lub Grecją, czyli to bardziej od nas zależy niż od tego, co się stanie w strefie euro. Na szczęście Polska może poczekać - stwierdził prof.Rybiński. Jego zdaniem "decyzja o wejściu do euro to jest koniec dekady. Do tego czasu w strefie euro wszystko się ułoży" - uspokajał prof. Rybiński

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.