Wczoraj w "Gazecie" opisaliśmy historię pani Zofii, emerytki, która ma sześć pożyczek, a miesięczna rata dwukrotnie przekracza wysokość emerytury. Najpierw brała kredyty, bo banki ją do tego namawiały, a potem, żeby mieć na spłatę rosnących rat. W końcu wpadła w spiralę zadłużenia. Myślała o samobójstwie, bo miała nadzieję, że długi umrą wraz z nią. Na szczęście uznała, że lepszym pomysłem jest sprzedaż kawałka ziemi i spłata pożyczek. Szuka więc chętnych na działkę, ale banki nie dają jej spokoju. Wydzwaniają i grożą komornikiem. Groźba jest całkiem realna.
Pozostało 95% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.