Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W ostatni poniedziałek na polecenie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa Gazprom przykręcił kurek z gazem Białorusi, aby wyegzekwować ok. 190 mln dol. długów za gaz. W odpowiedzi wicepremier Białorusi Uadzimir Siemaszko stwierdził, że Mińsk może ten dług spłacić w ciągu dwóch tygodni. Jednak Rosjanie nie chcieli czekać i we wtorek rano jeszcze bardziej przykręcili kurek. Kilka godzin później prezydent Białorusi Alaksander Łukaszenka powiedział, że Mińsk pożyczył pieniądze na spłatę tego długu od "dobrego przyjaciela".

- Obcy dali nam te pieniądze w ciągu dnia, a Rosja nie może poczekać - narzekał wtedy Łukaszenka. Twierdził, że Mińsk nie mógł wziąć pieniędzy dla Gazpromu z rezerw walutowych, żeby nie zachwiać kursem waluty i tych wydatków nie przewidziano także w budżecie Białorusi na 2010 r.

Dopiero w sobotę wieczorem w wywiadzie wyemitowanym w białoruskiej telewizji Łukaszenka ujawnił, że tym tajemniczym "dobrym przyjacielem" jest prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew.

- Prosiliśmy Rosjan, naszych sojuszników, najbliższych nam ludzi, aby odroczyli spłatę długu o dwa tygodnie. Odpowiedzieli: nie będziemy czekać nawet dnia. Wtedy zwróciłem się do prezydenta Azerbejdżanu i nie minęła nawet doba, a pożyczył 200 mln dol. Zapłaciliśmy Gazpromowi 187 mln dol. i w pełni się rozliczyliśmy - powiedział Łukaszenka.

Rosyjskie gazety spekulowały, że Łukaszence pieniądze pożyczył Kurmanbek Bakijew, były prezydent Kirgizji, który został obalony w kwietniu i dostał azyl od Białorusi. Bakijew zaprzeczał tym sugestiom, w których brzmiała insynuacja, że obalony prezydent Kirgizji wywiózł z kraju fortunę.

Oskarżeniami Gazpromu o długi Mińsk odpłacił się pięknym za nadobne. Trzy dni przez zakręceniem kurka przez Rosjan rząd Białorusi ujawnił, że Gazprom od listopada zeszłego roku nie płacił za tranzyt gazu przez Białoruś i zgromadził w ten sposób 260 mln dol. długu. Z tych należności Rosjanie w ostatni czwartek spłacili tylko 228 mln dol. Negocjacje o uregulowaniu reszty rosyjskiego zadłużenia zaczną się w poniedziałek.

Białoruski prezydent zapowiedział, że Mińsk będzie szukać alternatywnych źródeł gazu i wskazywał na dostawy skroplonego gazu z Kataru. Łukaszenka przypomniał, że obecnie wiele państw Europy korzysta na bezpośrednich dostawach skroplonego gazu. - W Europie płacą 174-176 dol. za gaz z Kataru i Norwegii. A nam [Gazprom] chce w przyszłym roku podnieść cenę gazu do 230 dol. - mówił prezydent Białorusi.

Mińsk zapowiada, że chciałby sprowadzać skroplony gaz za pośrednictwem gazoportu planowanego przez Litwę w Kłajpedzie. W zeszłym tygodniu rozmawiali o tym ministrowie energetyki Białorusi i Litwy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.