Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Punkt BelTollu, gdzie można zapłacić za przejazd autostradami na Białorusi, jest na pierwszej stacji benzynowej, zaraz za przejściem granicznym w Bobrownikach. Płaci się z góry. Pani z punktu za podróż do Witebska ponad 600 kilometrów policzyła mi półtora miliona białoruskich rubli (ok. 70 euro), w tym 20 to kaucja za czytnik, który zgodnie z instrukcją montuję na przedniej szybie pod lusterkiem. Wszystkie rozliczne bumagi: umowy, ubezpieczenie, deklaracje, paragony itd. pakuję w teczkę i ruszam w trasę. Droga przypomina raczej naszą krajówkę z Białegostoku do Lublina, a nie autostradę, ale innej nie ma. Dalej, do Mińska prowadzi już "Olimpijka", wybudowana w 1980 roku z okazji XXII Letnich Igrzysk Olimpijskich, zbojkotowanych przez większość krajów zachodnich.

Ze strony ambasady Republiki Białoruś:

" PO CO JECHAĆ NA BIAŁORUŚ?

PO WRAŻENIA. Nietknięte zakątki przyrody, tysiące jezior i rzek, unikalne krajobrazy, rezerwaty naturalne, w których zachowały się zanikające gatunki flory i fauny. To wszystko można spotkać w białoruskich zakaźnikach i kompleksach przyrodniczych, każdy z których jest niezapomniany i jedyny w swoim rodzaju. I nie tylko zobaczyć".

Zobaczyłem ich jeszcze przed rondem. Zatrzymywali wszystkich. Inspekcja drogowa w śmiesznych czapkach, jak wszyscy mundurowi na Białorusi.

- Dobryj dzien. Dokumenty - wyglądali jak Flip i Flap, z tą różnicą, że ten grubszy zamiast charakterystycznego wąsika nosi bródkę a la Dzierżyński. Zapraszają do swojego samochodu i wyświetlają film. Flip robi za lektora: - Ponimajetie po ruski? Smatritie. Wot eto pierwyj raz, eta wtaroj. Znaczyt dwiesti jewro - tłumaczy. Za każdą bramkę po stówce, uściśla jeszcze.

- O i jeszcze za 2014 rok też 200 euro - ucieszył się. - Razem 400.

- 400 euro? - nie zrozumiałem.

Byli na to przygotowani. Działają na zasadzie: nie wdawać się w dyskusję, pobierać kasę. Dokumenty już są skanowane, mandaty drukowane, a z małej szufladki wydobyty został czytnik do kart kredytowych.

Łapię za teczkę z dokumentami, choć już czuję, że wpadłem w jakąś kafkowską dziurę. Wyszarpuję bumagi: - O, tu umowa z BelTollem, tu potwierdzenie wpłaty za przejazd z góry, zaproszenie, paszport

Flap nie ma zamiaru ich oglądać. Z powagą wskazuje ustrojstwo pod lusterkiem.

- Nie działa, mandat się należy, kłóć się pan dalej z BelTollem.

- A jak nie zapłacę? - stawiam się jednak.

To rekwirują prawo jazdy i dowód rejestracyjny. I idi pan pieszkom.

Ze strony ambasady Republiki Białoruś

" PO CO JECHAĆ NA BIAŁORUŚ?

PO AUTENTYCZNOŚĆ. Białoruskie odległe prowincje warto zwiedzić osobom, które lubią wypoczynek klasy "LUX", a także tym, którzy chcą mieszkać w warunkach spartańskich, lecz autentycznych. Do zaoferowania są rozrywki: wycieczka na pasiekę, mistrzowska klasa z piekarnictwa, produkcja walonków i miótł, a także wyjazdy konne, strzelanie z kuszy i łuku, wycieczki wioślarskie".

Z pierwszą reklamacją jadę do punktu BelTollu w Witebsku. Znajduję go na obrzeżach miasta, w obskurnym, śmierdzącym farbą olejną budynku. Na końcu korytarza drzwi z charakterystycznym logo. W okienku blondynka z agresywnym makijażem i paznokciami w kolorze gwiazdy czerwonej. Na kwiecistą bluzkę ma narzuconą żółtą, firmową kamizelkę.

Pokazuję urządzenie, rachunki za przejazd, na końcu... mandaty.

- Chyba urządzenie zepsute - zagajam.

- Reklamacje w Mińsku przyjmują - słyszę.

- To poproszę sprawne urządzenie, żeby do Mińska dojechać - nalegam.

Znużona bierze ustrojstwo. Po pięciu minutach stwierdza: - Niet prablema. Wsjo charaszo.

- To skąd mandat 400 euro?

- Ja nie znaju.

- To jak mam wrócić? Innej drogi niż płatna nie ma - nerwowy się robię.

- Rękę z czytnikiem można przez okno wystawić - radzi zupełnie serio.

- O żesz - nie powstrzymałem się, ale mój towarzysz trąca mnie i pokazuje kartkę przyklejoną do ściany: "Uprasza się o grzeczne odnoszenie się do obsługi punktu. W przypadku naruszenia regulaminu grożą wysokie kary". Regulaminu nie ma. Ale jest dopisek mniejszą czcionką: "Uwaga! Pomieszczenie monitorowane".

Około północy trafiam do kolejnego punktu BelTollu w miejscowości Lepel. Chcę wymienić urządzenie, żeby bez mandatów wrócić do Mińska. Już wiem, że potrzebuję czytnik "wzmocniony", że coś z szybą mojego auta nie tak, że chyba nie przepuszcza sygnału.

- Dobry wieczór, chciałbym wymienić czytnik - zaczynam.

- Chcecie zdać? - za wysokim kontuarem starsza kobieta. Nad nią, w okiennej wnęce Aleksander Grigoriewicz Łukaszenka.

- Nie. Chcę wymienić, żeby działało.

Po drugiej stronie niezrozumienie, zdziwienie. Pokazuję mandaty. Zza lady słyszę: - No da.

Piętnaście minut poszukiwań, cztery telefony i dwa pudełka lądują na blacie: ustrojstwo dla tirów i wozów pancernych. Powinno zadziałać. Teraz trzeba urządzenie wprowadzić do systemu. Pani upewnia się, że nie kieruję ciężarówką ani czołgiem. Po kolejnym kwadransie purpurowieje. Westchnięcie i... łzy w oczach. Nie może zarejestrować urządzenia dla tirów w osobowym samochodzie. Wychodzę na papierosa. Mija godzina, druga. Tworzy się kolejka. Tirowcy klną, mimo pisemnego ostrzeżenia o karach za niewłaściwe odnoszenie się.

- Technicy w Mińsku pracują - zapłakana pani chowa się za komputerem.

- Job twoju mać. Panie, tak się pracuje na państwo! - narzekają tirowcy. Jeden to Polak. - Jakby u nas taki system wprowadzili, to plan Morawieckiego w pięć lat byśmy mieli, a emerytury po 50. Ile to razy mi się te ich punkty w szczerym polu skończyły i nie ma gdzie dokupić. Co robić, jedzie człowiek dalej i tylko słyszy: "pik" przy każdej bramce. Kolejna stówka nabita. Całe szczęście szef płaci.

Około trzeciej w nocy sukces.

- Tylko słuchajcie, czy będzie pik, pik. Jak nie, to dalej jechać nie wolno - mówi z ulgą pani na pożegnanie.

Montuję jedną część urządzenia taśmą dwustronną na dachu, drugą przy desce rozdzielczej. Po kilkudziesięciu kilometrach pojawia się stalowa konstrukcja. Przed bramką zwalniam do 10 km na godz. Ściszam radio, wstrzymuję oddech. Rozlega się ciche: "pik".

Ze strony ambasady Republiki Białoruś

" PO CO JECHAĆ NA BIAŁORUŚ?

PO CUDA. Na Białorusi są przynajmniej pięć siedzib, gospodarzami których są postacie sylwestrowe. Zwiedzić białoruską siedzibę Dziadka Mróza można w zimie i w lecie. Można skorzystać z okazji zapoznania się z jego białoruskim przodkiem Ziuzią Pooziorskim, a także odwiedzić muzeum lasu, wycieczkę do którego przeprowadza Leszy. Na Białorusi troskliwie zachowywane są bajki i ich bohaterzy. Kiedy dziecko dorośnie, zaznajomienie z przyrodą może stać się dla niego prawdziwym cudem".

Gdyby mnie nie zaprowadzono, to w Mińsku nie znalazłbym punktu, w którym składa się reklamacje. Zresztą "systemie" o to właśnie chodzi. Biuro na obrzeżach, schowane między innymi budynkami. Znowu do wypełnienia stosy bumag cyrylicą. Bez tubylca bez szans. Umawiamy się na następny dzień na badanie techniczne... szyby. Badanie rozpoczyna sesja fotograficzna auta. Uczestniczą w nim trzej technicy. Potwierdzają podejrzenie, że szyba metalizowana jest, dlatego urządzenie nie działało. Nie wiedziałem. Ten na miejscu pasażera chwyta w dłonie mały odbiornik i przesuwa go po całej powierzchni szyby. Drugi, na zewnątrz robi przysiady, podnosząc kamerę w górę i w dół. Trzecia osoba bacznie obserwuje całą operację z boku.

- Wot jest! - ten w środku wskazuje z triumfem mały prostokąt w miejscu mocowania lusterka. - Zdieś nada - pokazuje palcem. Badanie skończone.

Protokół z badania technicznego jest dostępny tylko dla urzędników, nie mogę go przeczytać. W pokoju nr 12 składam reklamację. Odpowiedzi można się spodziewać za dwa tygodnie. Przychodzi po tygodniu. Konkluzja: "Wasza kierowco wina". Czytać umowy i instrukcje, rosyjski trzeba znać! To nic, że nie ma tam słowa o metalizowanych szybach. Nie ma znaczenia, że kierowca nie musi wiedzieć, że szyba w jego aucie jest jakaś inna. Nieważne, że za przejazd zapłacił z góry. Cóż z tego, że sprzedający w BelTollu dokładnie wiedzą, w których markach takie szyby mogą być i mogliby ostrzec. Ale po co, skoro inspekcja drogowa złapie frajera i skosi go na grube "jewro". Dzięki temu wszyscy są syci, na dodatek w zgodzie z przepisami.

Ze strony ambasady Republiki Białoruś

" PO CO JECHAĆ NA BIAŁORUŚ?

PO PAMIĘĆ. Obcokrajowcy przyjeżdżają tutaj, aby na własne oczy zobaczyć miejsca, gdzie odbywały się znakomite walki, w których uczestniczyli ich przodkowie. Na miejscach bitw zakładane są pomniki historyczne i znaki pamiątkowe: ku czci żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej, wojny 1812 roku, a także ku pamięci o zwycięzcach Francuzów i Szwedów, walkach dalekiego średniowiecza".

System BelToll wprowadzono w 2013 roku, nie w średniowieczu. Objął obcokrajowców i tirowców. Wkrótce potem w białoruskim Radiu Racja Dariusz Daniluk, ekspert w dziedzinie ekonomii, mówił o utrudnieniach na białoruskich drogach.

- Podróżni z zagranicy otrzymują informacje o nałożonych karach z dużym opóźnieniem. Często nie wiedzą, dlaczego zostali ukarani. Niektórzy kierowcy dowiadują się już na granicy w drodze powrotnej, że mają do zapłacenia od kilkuset do kilku tysięcy euro kar - ostrzegał.

System nie dotyczy Białorusinów, Rosjan i mieszkańców Donbasu. Parkingi inspekcji drogowej pełne są jednak zatrzymanych samochodów - głównie ukraińskich, ale zdarzają się też mołdawskie i rumuńskie. Tutaj "systema" działa tak: delikwent wjeżdża na teren Białorusi, nie kupuje urządzenia (albo ono nie działa), mija kolejne bramki (każda za 100 euro), nie słyszy magicznego "pik". Po przejechaniu Białorusi wzdłuż tam i z powrotem mandaty sięgają kilku tysięcy euro. Przy kilkunastoletnim aucie rachunek jest prosty. Przejście graniczne obcokrajowiec pokonuje pieszo. Samochody przejmuje inspekcja drogowa i wystawia na aukcję. Mandat na samochodzie wisi dalej. A kupujący nie zawsze zdają sobie z tego sprawę.

Tutaj zaczynają się dopiero opowieści o dzikim wschodzie, przekazywane przez kierowców w kolejkach i przez CB radio. O tym, jak jakiś gość po kupnie samochodu na aukcji nie przerejestrował go, tylko jeździł dalej na ukraińskich blachach. Kiedy wyjechał na odcinek płatny, zaraz dorwała go inspekcja drogowa. Okazało się, że mandat na aucie wynosi 3500 euro. Podobnych historii pełno jest na forach internetowych.

Na pytanie, jaka kwota z BelTollu wpływa do budżetu Republiki Białoruś, odpowiedzi uzyskać nie sposób. Nie wiadomo, ilu cudzoziemców przejechało się na autostradzie i za jakie pieniądze. Tajne. Wot, takaja systema.

Ze strony ambasady Republiki Białoruś

" WYCIECZKA NA BIAŁORUŚ. INSTRUKCJA DLA POCZĄTKUJĄCYCH TURYSTÓW:

1. Określić pożądany wypoczynek i ustalić trasę.

2. Wybrać środek lokomocji stosując części "Białoruś: dolecieć lub dojechać", "Wędrówka drogami Białorusi", po czym zamówić bilety.

3. Otrzymać wizę ()

4. Spakować walizki po sprawdzeniu spisu rzeczy, które można przewozić przez białoruski urząd celny, uwzględnić rzeczy, których nie można brać ze sobą

5. Pozostawić miejsca na upominki.

6. Wybrać się w niezapomnianą podróż.

7. Wrócić do domu z jaskrawymi wrażeniami i żądaniem zwiedzenia Białorusi jeszcze niejeden raz".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.