Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Tym, co naprawdę wzburzyło nawet flegmatyczną kanadyjską opinię publiczną, była oszacowana przy okazji łączna kwota, jaką kanadyjskie firmy i osoby fizyczne trzymają za granicą. Oficjalnie jest to 199 mld dol. W praktyce zapewne kilka razy tyle. Dla społeczeństwa są to pieniądze gorzej niż ukradzione - można powiedzieć, że zostały one wyrzucone w błoto.

Wzburzenie nie bierze się ze zwykłej troski o unikanie podatków, pranie brudnych pieniędzy i ukrywanie profitów z łapówek. Ostatecznie działania z użyciem zamorskich "rajów" określane delikatnie jako "optymalizacja podatkowa" są w Kanadzie i innych krajach legalne. Dla przeciętnego mieszkańca Toronto czy Vancouver brudne pieniądze z handlu bronią czy narkotykami są czymś znanym tylko z serialu "Breaking Bad". A już to, że politycy, przedstawiciele drugiego najstarszego zawodu świata, dają się korumpować, odruchowo kwituje się ziewnięciem. Panamski wyciek uzmysłowił jednak opinii publicznej, że wraz z podziałem społeczności na tych, którzy zagarnęli niemal wszystko, i tych, których pozostawiono w roli wiecznych płatników i dłużników, na swój sposób skończyła się demokracja.

W tradycyjnie pojmowanej demokracji obywatele wspólnie określają sposób podziału dóbr oraz wysokość danin. Obecnie jednak milionerzy i miliarderzy są w stanie dostosowywać prawo do swoich potrzeb. Dzięki korzystnym dla siebie ustawom pomnażają zyski i przekazują je poza zasięg fiskusa, gdzie pieniądze nie będą służyć ogółowi. Pozostałe 99 proc. podatników podlega tradycyjnym regułom gry: pracują, płacą podatki, spłacają kredyty.

Na początku XX wieku niemiecki socjolog Georg Simmel w "Filozofii pieniądza" dowodził, że pieniądz upraszcza ludzką rzeczywistość. W zamierzchłych czasach, pisze Simmel, wartość rzeczy określało to, czy trudno ją zdobyć, czy da się ją wymienić na coś u innych ludzi. Pieniądz zmienił to wszystko i wyrównał - pisze Simmel. Socjolog dopatrywał się w tym wartości pozytywnej, ale pod pewnymi warunkami. Mianowicie, za sprawą pieniądza każdy z nas uczestniczy w wielkim społecznym procesie wymiany. Stajemy się w ten sposób jeszcze bardziej "zwierzętami społecznymi". Czego jednak Simmel nie przewidział, to wykształcenia się w XXI wieku nowego społeczeństwa kastowego, w którym górny, najbogatszy jeden procent odmawia uczestnictwa we wspólnocie. Górny procent zabiera klocki - wszystkie klocki - i odpływa najspokojniej w świecie do Panamy, pod palmy. My zostajemy tam, gdzie przedtem, jeśli bogatsi, to najwyżej o doświadczenie.

* Piotr Siemion ur. w 1961 r., prozaik, tłumacz, publicysta. Jest autorem powieści: "Niskie łąki" (2000) i "Finimondo" (2004). W 2015 r. ukazał się jego "Dziennik roku węża". Z wykształcenia prawnik. Dwanaście lat spędził na emigracji w USA i Kanadzie.




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.