Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wydawałoby się, że nie ma miasta bardziej przyjaznego rowerzystom niż Amsterdam (no, może poza Kopenhagą). A jednak władze miejskie nie spoczywają na laurach. Jeszcze w tym roku ma się skończyć budowa 40 tys. dodatkowych miejsc parkingowych dla rowerów. Inwestycje realizowane są zgodnie z przyjętym w 2012 r. tzw. Meerjarenplan Fiets (długoterminowym planem rowerowym). Aby rozładować korki, jakie tworzą się przy wielu rowerowych skrzyżowaniach, wprowadzane są zielone fale - nowe zasady organizacji ruchu, dzięki którym rowerzyści czekający na zmianę świateł zyskują więcej miejsca. Władze zabrały się również do systemowej utylizacji porzucanych rowerów, które są tutaj plagą. Miasto szacuje, że coraz powszechniejsze korzystanie z roweru jako podstawowego środka transportu (w ciągu ostatnich 20 lat wzrost o ponad 40 proc.) pozwala mu zaoszczędzić ok. 20 milionów euro na publicznym transporcie i drugie tyle na infrastrukturze samochodowej.

Jeśli zaś o tę chodzi, to auta podpięte do stacji ładujących na amsterdamskich ulicach stają się coraz częstszym widokiem, choć nie tak powszechnym jak parkomaty. Ale miasto, w którym dziś ruch samochodowy stanowi 44 proc. transportu drogowego, chce być europejskim liderem w likwidacji emisji spalin. Holendrzy wprowadzają regulacje, zgodnie z którymi w całym kraju od 2025 r. nie będzie można kupować nowych aut poza elektrycznymi. Pozostałe pojazdy, napędzane różnego rodzaju paliwem, będą mogły nadal jeździć po holenderskich drogach, aż dokonają żywota.

Olivier Schneider, prezes Francuskiej Organizacji Użytkowników Rowerów, uważa, że Holendrom uda się osiągnąć cel. - Gorzej, że auta elektryczne zaśmiecają przestrzeń publiczną nie mniej niż zwykłe - mówi. - Wolałbym nieco mniej samochodów, czyli tylko te, które są rzeczywiście potrzebne. Bo inaczej uruchamia się myślenie: mam ekoauto, więc mogę zeń korzystać, ile chcę.

Odmienną mentalność - już teraz - reprezentują berlińczycy. Z badania Politechniki Drezdeńskiej na zlecenie berlińskiego Senatu wynika, że w Berlinie aż 52,6 proc. mieszkańców nie ma samochodu - nie dlatego, że ich nie stać, tylko dlatego, że go nie potrzebują. Ponad 12 proc. wszystkich podróży po mieście odbywa się rowerem (w Warszawie 3,8 proc.), a dwie trzecie - komunikacją publiczną lub pieszo. Rowery rzadko się wypożycza, bo prawie każdy ma swój - w przeciwieństwie do samochodów. Kwitnie car-sharing jako metoda na oszczędność miejskiej przestrzeni, ale też domowego budżetu. Od stycznia 2008 r. w centrum Berlina obowiązuje strefa ograniczonej emisji - w obręb pierścienia S-Bahn mogą wjeżdżać jedynie pojazdy spełniające odpowiednie normy; ten, kto się nie podporządkuje, płaci 40 euro. Wprowadzano ją stopniowo, poprzez system kolorowych naklejek, które umieszcza na szybie każdy posiadacz auta, informując, do jakiej kategorii emisyjnej należy pojazd. Dziś do strefy mogą wjechać tylko te z zieloną naklejką.

Również we Francji wprowadza się strefy ograniczonego wjazdu tylko dla ekoaut. - Minusem tego rozwiązania jest stosowanie go wyłącznie w obszarach ścisłego centrum. Tak jakby mieszkańcy innych dzielnic nie mieli prawa do czystego powietrza - komentuje Olivier Schneider. Jego zdaniem w Polsce, zanim zaczniemy rozmawiać o podobnych opcjach, trzeba jak najszybciej powstrzymać suburbanizację, czyli niekontrolowany rozrost podmiejskich osiedli. - Inaczej auta będą nadal niezbędne, a wątpię, by wszystkich Polaków było stać na szybką zmianę samochodu na elektryczny. Na przedmieściach rower może stanowić alternatywę tylko w połączeniu z dobrze rozwiniętym transportem zbiorowym - dodaje ekspert.

Władze Berlina, podobnie jak Sztokholmu, zrozumiały to dawno, dlatego oprócz słonych opłat za zanieczyszczanie powietrza w centrum i wysokich podatków od paliwa oferują kierowcom również marchewkę w postaci świetnie rozwiniętej sieci publicznego transportu.

* Beata Chomątowska, ur. w 1976 r., pisarka, dziennikarka, aktywistka miejska. W książce "Lachert i Szanajca. Architekci awangardy" pisała o jednym z najbardziej twórczych tandemów dwudziestolecia. W "Pałacu. Biografii intymnej" - o świętującym w zeszłym roku 60. urodziny Pałacu Kultury i Nauki.




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.