Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zatrudnionemu na podstawie umowy o pracę przysługują cztery dni urlopu na żądanie w roku, które może wykorzystać w razie różnych wypadków losowych. O tym, że zamierzamy wziąć wolne, musimy poinformować pracodawcę najpóźniej w chwili planowanego rozpoczęcia pracy. Jednak nasze prawo do urlopu na żądanie nie ma charakteru bezwzględnego - nie wystarczy więc wysłać informacyjnego SMS-a i wyłączyć telefon. Musimy poczekać na odpowiedź pracodawcy.

Zgodnie z prawem może on nie udzielić nam urlopu na żądanie m.in. w sytuacji, gdy nasze wolne kłóciłoby się z zasadą dbałości o dobro i mienie pracodawcy. A to może być istotny zapis dla wszystkich strajkujących w poniedziałek. Dlaczego?

- Jeśli strajk kobiet będzie się rozszerzał, a o urlop na żądanie będą wnioskowały kolejne pracownice, którejś z kolei pracodawca ma prawo odmówić - jeśli stwierdzi, że zbyt wysoka liczba równoległych absencji będzie już godziła w dobro firmy - wyjaśnia Paweł Śmigielski, prawnik OPZZ. - Pracodawca może też odwołać nas z urlopu na żądanie, o ile zaistniały nowe okoliczności, o których nie wiedział w momencie udzielania wolnego.

Taką okolicznością mogą być choćby inne pracownice, które nie pojawiły się tego dnia w pracy.

Czarny poniedziałek i urlopy na żądanie

Na Facebooku wiele osób otwarcie - pod imieniem i nazwiskiem - pisze, że w poniedziałek zamierza wziąć urlop na żądanie, a więc dzień wolny planuje. Czy to oznacza, że pracodawca może sięgnąć po screeny z Facebooka i odmówić nam wolnego, twierdząc, że powody naszej absencji nie noszą znamion losowości?

- Pracownik nie musi podawać przyczyn, dla których bierze urlop na żądanie. Jeżeli nieobecność w danym dniu nie spowoduje perturbacji w zakładzie pracy, to pracodawca nie ma podstaw, by urlopu nie udzielić. To, co pracownik robi w dniu urlopu, jest jego sprawą osobistą - wyjaśnia Śmigielski.

Dodatkowo prawo nie daje pracodawcy żadnych instrumentów, za pomocą których mógłby sprawdzić powody nieobecności pracownika.

Charakter bezwzględny mają za to dni wolne na dziecko (opieka nad zdrowym dzieckiem), które przysługują każdemu pracującemu na podstawie umowy o pracę i posiadającemu dziecko w wieku poniżej 14. roku życia. Naszego wniosku o udzielenie takiego dnia wolnego pracodawca nie może odrzucić w żadnym wypadku. Niezależnie od liczby dzieci mamy do wykorzystania dwa takie dni rocznie.

Od tych reguł są jednak wyjątki. W edukacji - najbardziej sfeminizowanej branży - urlop na żądanie nie przysługuje nauczycielkom w placówkach, w których przewidziane są ferie zimowe i letnie - dotyczy to większości szkół. Nauczycielkom przysługują za to dwa dni wolne na dziecko.

Jak wziąć zwolnienie w "czarny poniedziałek"

Co jeszcze? Jeśli chcemy wziąć udział np. tylko w manifestacji, możemy wnioskować o zwolnienie z pracy na kilka godzin. Prośbę kierujemy na piśmie. Pracodawca może, ale nie musi się do niej przychylić, a godziny, w których załatwialiśmy sprawy osobiste, trzeba będzie odpracować.

Pośród propozycji uczestniczek poniedziałkowego strajku pojawia się też oddawanie krwi. To nie do końca trafiona propozycja - rozporządzenie ministra pracy i polityki socjalnej z 1996 r. precyzuje, że pracodawca zobowiązany jest zwolnić pracownika będącego krwiodawcą, jednak wyłącznie na czas potrzebny do oddania krwi. Do tego fakt takiej nieobecności trudno uznać za losowy, należy go więc zgłosić pracodawcy z wyprzedzeniem.

Etatowcy i tak są w uprzywilejowanej sytuacji. Co z umowami cywilnoprawnymi? Tutaj wszystko zależy od dobrej woli pracodawcy. Bo choć teoretycznie na umowie-zleceniu zleceniobiorca sam wyznacza miejsce i czas wykonywania zlecenia, może także podzlecić wykonywane przez siebie zadania osobie trzeciej, w praktyce - jeśli takie działanie nie spodoba się pracodawcy - musi liczyć się z tym, że umowa z nim zostanie rozwiązana bez podania przyczyny.

Zapytaliśmy w kilkunastu międzynarodowych korporacjach, jak odnoszą się do poniedziałkowego strajku. Odpowiedziała wyłącznie Ikea:

- Szanujemy poglądy naszych pracownic i pracowników. Każdy ma prawo do wzięcia urlopu na żądanie. Jednocześnie wierzymy w odpowiedzialność pracowników i pracownic i we współpracę wewnątrz zespołów, tak abyśmy mogli zapewnić jak najlepszą obsługę klientów w sklepach - skomentowała Katarzyna Balashov, rzeczniczka Ikei.






Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.