Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak wynika z informacji "Dziennika Gazety Prawnej", LOT chce sam obsługiwać połączenia krajowe. Szefowie firmy mieli uznać, że swoimi Embraerami zrobią to taniej niż dominujący dziś na kierunkach krajowych Eurolot, który lata Bombardierami. Gdyby faktycznie doszło do zmiany przewoźnika, dla Eurolotu oznaczałoby to prawdziwą katastrofę, bo - jak wylicza "DGP" - wykonuje on aż 90 proc. swoich połączeń właśnie na rzecz LOT-u na trasach krajowych.

Skąd ten konflikt? "W branży coraz głośniej mówi się o konflikcie personalnym obydwu prezesów, który rzutuje podobno na wzajemnych stosunkach pomiędzy firmami. Sebastian Mikosz po raz pierwszy w fotelu prezesa LOT zasiadał w latach 2009-2010, a z ramienia skarbu państwa nadzór nad jego działalnością sprawował Mariusz Dąbrowski, obecny prezes Eurolotu. Ci, którzy pamiętają posiedzenia rady nadzorczej z tamtego okresu, twierdzą, że Dąbrowski często torpedował pomysły Mikosza. Teraz Mikosz jako prezes znacznie potężniejszej linii ma szansę na rewanż" - czytamy w "DGP".

Tymczasem, zdaniem cytowanego przez "DGP" Zbigniewa Sałka z Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk, obie linie powinny ściśle ze sobą współpracować. Tym bardziej że zarówno LOT, jak i Eurolot od lat przynoszą straty.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.