Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W skrócie, jak pisze "DGP" , niemiecki system wygląda tak: po skończeniu podstawówki i jednego z czterech typów szkół średnich w wieku 16 lat można wybrać dwu- lub trzyipółletnią szkołę zawodową. Uczeń spędza w zawodówce dwa dni w tygodniu, a pozostałe na płatnych (500-900 euro miesięcznie) praktykach w firmie.

W szkoleniach młodych uczestniczy ponad 450 tys. firm - od małych, rodzinnych po wielkie korporacje. Co ważne, uczeń sam musi sobie znaleźć przedsiębiorcę-pracodawcę, który przyjmie go na praktykę. Już na wstępie uczy się zaradności. Niemcy stosują ten system od lat 30. ubiegłego wieku, cały czas go modyfikując.

Niemcy eksportują zawodówki

Berlin chce, by jego model kształcenia zawodowego był kopiowany w Europie. W Niemczech bowiem nasila się kryzys demograficzny - w zawodówkach jest coraz mniej uczniów. Wprowadzenie niemieckiego systemu na innych rynkach miałoby więc na celu przygotowanie kadr dla niemieckiego przemysłu posiadającego filie za granicą lub zasilenie firm w samych Niemczech. Niemniej jest to też system - jak zauważa pytany przez "DGP" Jerzy Bartkowiak ze Związku Rzemiosła Polskiego - który rzeczywiście kształci dobrze przygotowanych do pracy młodych ludzi. Warto z niego skorzystać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.