Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Warszawa, 30.05.2017 (ISBnews/ FxCuffs) - Ostatnie dni na krajowym rynku walutowym przyniosły wyhamowanie, trwającej już od grudnia, aprecjacji złotego, a następnie lekką realizację zysków, co koreluje z podobną korektą na EUR/USD. Wtorkowy poranek doskonale wpisuje się w ten obraz rynku. O godzinie 09:04 złoty traci do euro i za wspólną walutę trzeba zapłacić 4,1860 zł, czyli o 0,8 gr więcej niż w poniedziałek na zamknięciu. Dolar podrożał o 1,3 gr do 3,76 zł, a szwajcarski frank o 1,1 gr do 3,84 zł.

Osłabieniu złotego towarzyszy, a w zasadzie za nim stoi, 4. kolejny dzień spadku notowań EUR/USD, które cofnęły się do 1,1134 dolara z półrocznego maksimum na poziomie 1,1267 dolara wyznaczonego w poprzednim tygodniu. To cofnięcie euro to z jednej strony zwykła korekta, po tym jak w miesiąc jego notowania wzrosły o prawie 7 "figur". Z drugiej, to reakcja na wczorajsze słowa Mario Draghiego o konieczności dalszego utrzymywania przez Europejski Bank Centralny (ECB) ultraluźnej polityki monetarnej, zamieszania wokół kolejnej transzy pomocy finansowej dla Grecji, czy też zbliżającego się terminu czerwcowego posiedzenia Fed, podczas którego prawdopodobnie zapadnie decyzja o kolejnej podwyżce stóp procentowych w USA (rynek terminowy wycenia to prawdopodobieństwo powyżej 80 proc.).

Niezmiennie złotego natomiast wspierają pozytywne sygnały płynące z rodzimej gospodarki, a także utrzymujący się duży popyt na polskie obligacje (rano rentowność 10-letnich obligacji spadła do 3,251 proc. i była najniższa od listopada 2016).

Korekcyjne nastroje na złotym mogą dziś dominować przez cały dzień. Aczkolwiek nie należy oczekiwać jego istotnie silniejszej wyprzedaży. Brakować do tego będzie argumentów. Takim pretekstem nie będzie dalsze osunięcie EUR/USD, czy licznie dziś publikowane dane makroekonomiczne z Europy i USA (m.in. koniunktura gospodarcza w Strefie Euro, inflacja konsumencka w Niemczech, dochody i wydatki Amerykanów, a także indeksy S&P/Case-Shiller i zaufania konsumentów w USA). Inwestorzy również nie będą sprzedawać złotego przed jutrzejszą publikacją szczegółowych danych o polskim Produkcie Krajowym Brutto (PKB) za I kwartał i wstępnych szacunków majowej inflacji, a także przed czwartkową publikacją indeksu PMI dla sektora przemysłowego. We wszystkich tych przypadkach bowiem należy oczekiwać dobrych danych.

Sytuacja na wykresach EUR/PLN, USD/PLN i CHF/PLN, które to od grudnia znajdują się w trendach spadkowych, wskazuje na duże wyprzedanie. Doskonale obrazuje to chociażby seria 6. kolejnych spadkowych miesięcy na EUR/PLN, co jest pierwszą taką serią od 2008 roku. Wówczas kończyła ona długi okres przeceny euro w relacji do złotego i zwiastowała zmianę trendu. Dlatego też obecnie, pomimo że utrzymują się czynniki wspierające złotego, to w dużej mierze są one już zawarte w cenach, a wobec braku nowego paliwa do jego umocnienia, z każdym dniem rośnie ryzyko dłuższej niż tylko kilkudniowej korekty. Potrzebny jest tylko wiarygodny pretekst do realizacji zysków.

Marcin Kiepas

główny analityk Fundacji FxCuffs

(ISBnews/ FxCuffs)

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem