Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Warszawa, 29.08.2017 (ISBnews) - Część z bardzo dużych napływów nowych środków do światowych i europejskich pasywnie zarządzanych funduszy typu ETF trafia na GPW, co wywołuje przede wszystkim stałą presję na wzrost dużych spółek z WIG20. Tymczasem widać dużo atrakcyjnie wycenianych akcji w takich branżach, jak przemysł, produkcja czy branża spożywcza. Z kolei w branży technologicznej widać "bańkę innowacji", szczególnie wśród producentów gier czy startupów medycznych, poinformował ISBnews zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość FIZ Piotr Żółkiewicz.

"Obecnie wskaźnik P/E (cena do zysku) dla większości polskich indeksów waha się w przedziale 14-15. Oznacza to, iż 'kupując indeks', zyskujemy corocznie około 7-proc. stopę zwrotu - i to przy konserwatywnym założeniu, że zyski spółek nie wzrosną w kolejnych latach. W USA wskaźnik P/E dla indeksu S&P 500 wynosi ok. 23, ale prognozowany na czwarty kwartał 2017 r. to już około 18 - i jest to tylko trochę wyżej niż historyczna średnia. Wszyscy zapominają jednak, iż analizowanie wskaźników giełdowych w oderwaniu od poziomu stóp procentowych nie ma sensu. A stopy obecnie są rekordowo niskie. Jeśli pozostaną niskie w kolejnych latach, okaże się, że na giełdach wcale nie jest drogo" - powiedział ISBnews Żółkiewicz.

Podkreślił, że w II i III kwartale 2017 na warszawskiej giełdzie można zaobserwować kilka mega-trendów kształtujących ceny. Pierwszym z nich są nieustanne bardzo duże napływy nowych środków do światowych i europejskich pasywnie zarządzanych funduszy typu ETF. Część tych środków trafia na GPW co wywołuje stałą presję na wzrost dużych spółek (WIG20), będących w obrębie zainteresowania zagranicznych funduszy. Dlatego też duże spółki w okresie wakacyjnym zachowywały się znacznie lepiej niż małe i średnie.

"Kolejnym mega-trendem jest migracja środków pieniężnych z nisko oprocentowanych lokat bankowych, na których Polacy wciąż trzymają setki miliardów złotych, do innych klas aktywów. Jest to najbardziej konserwatywny kapitał, który jednak nie kieruje się na GPW, a na rynek mieszkaniowy. Giełdowi deweloperzy sprzedają obecnie historycznie rekordowe ilości mieszkań, w dodatku często kupowane są one za gotówkę, bez udziału kredytu bankowego. Kapitał ten płynie też do funduszy obligacyjnych oraz ochrony kapitału, lecz jeszcze nie do funduszy akcji. Mieszkania i instrumenty dłużne w długim terminie zawsze są błędną inwestycją w porównaniu do akcji. Inwestorzy są jednak wciąż pod silnym wpływem psychologicznym wydarzeń historycznych, takich jak kryzys z 2008 roku. Należy pamiętać też o tym, że pod koniec każdej poprzedniej hossy na giełdzie było tak drogo, że ciężko było znaleźć inwestycje, których kupienie miało sens. Obecnie widać dużo atrakcyjnych inwestycji" - zaznaczył zarządzający.

Ocenił, że jednym z ciekawszych zjawisk na warszawskiej giełdzie jest fascynacja inwestorów (zarówno indywidualnych, jak i profesjonalnych) nowymi technologiami. W jego ocenie, mamy do czynienia z czymś, co można określić jako "bańka innowacji".

"Każdy pomysł i startup, który zostanie dobrze opakowany w prezentację prezentującą wykresy ze wzrostem wykładniczym zyskuje finansowanie, jakiego szukał. Szczególnie dobrze widoczne jest to w branży gier komputerowych czy też w branży startupów medycznych. Inwestorzy wciąż myślą, że w firmach med-techowych znaczenie ma technologia, a nie ludzie i umiejscowienie firm na rynku. Cyfrowa transformacja gospodarki jest oczywiście pożądanym zjawiskiem, jednak podsycana przez znaczące środki unijne i publiczne oraz przez modę wśród profesjonalnych inwestorów - wywołuje presję na cenę prowadzącą do przewartościowania. Co ciekawe, na polskiej giełdzie wciąż są obszary bardzo niskich wycen, gdzie dobre spółki można kupić za kilkukrotny roczny zysk - są one jednak ukryte w nudnych branżach, jak przemysł, produkcja czy branża spożywcza" - stwierdził Żółkiewicz.

Jednocześnie podkreślił, że także regulacje kształtują sytuacje na GPW. Rynek żyje regulacją zwaną MIFID II, mającą obowiązywać od 2018 roku. Pod jej presją były notowania wszystkich notowanych na GPW towarzystw funduszy inwestycyjnych. MIFID II miał za zadanie rozdzielić działalność brokerską od analitycznej, a w przypadku Polski także zmniejszyć opłaty w najdroższych funduszach otwartych.

"Nie ma jednak co liczyć na duże zmiany. Polski rynek sprzedaży funduszy inwestycyjnych jest zmonopolizowany - niemal wyłączność na sprzedaż funduszy, także niezależnych, mają banki oraz firmy pośrednictwa finansowego należące do banków. Dystrybuowane są tylko najdroższe rozwiązania przysparzające najwyższych prowizji sprzedawcom. Te najtańsze i najlepsze dla klienta muszą sobie 'radzić same'. MIFID II tego nie zmieni. W zachodnim świecie biznesy finansowe łączą doświadczenie oraz zaufania otoczenia. W Polsce niestety doświadczenia (także po stronie konsumentów) jest za mało, a czynniki prawne sprawiają, że to banki cieszą się większym zaufaniem. Co więcej, każą sobie za to słono płacić oraz zawsze znajdą sposób by zarobić ponad przeciętną, obowiązującą poza granicami naszego kraju" - wskazał zarządzający.

Sebastian Gawłowski

(ISBnews)

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem