Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Warszawa, 28.05.2019 (ISBnews) - W ostatecznym rozrachunku Idea Bank na dystrybucji produktów finansowych oferowanych przez GetBack wielokrotnie więcej stracił, niż zyskał z prowizji za oferowanie obligacji, ocenia członek zarządu banku Dariusz Daniluk w rozmowie z ISBnews. Jego zdaniem, do momentu sprzedaży GetBack funduszowi Abris spółka była dynamiczną i dobrze zarządzaną instytucją, nad którą stracono później kontrolę przez agresywną politykę zarządu i niewystarczający nadzór ze strony właściciela.

"Minął rok od spektakularnego upadku GetBack, a najmniej pisze się właśnie o nim, jako o spółce, która pieniądze od tysięcy klientów pożyczyła i ich nie zwróciła. Nie mówi się również wszystkiego o samym procesie sprzedaży, który był precyzyjnie zorganizowany przez GetBack, brało w nim udział bardzo wiele firm i trwał bez zakłóceń przez wiele miesięcy na wielką skalę. Tymczasem najgłośniej jest wokół Idea Banku, który był właścicielem GetBack tylko do wiosny 2016 r., a później brał udział w procesie oferowania obligacji, ale tylko jako jeden z wielu pośredników" - powiedział Daniluk w rozmowie z ISBnews.

Członek zarządu banku przypomniał, że nabywca, czyli fundusz Abris sam oceniał, iż w momencie sprzedaży GetBack był to bardzo dobrą i dynamiczną spółką, z dobrym portfelem wierzytelności. Rozumie przez to strukturę portfela, w którym połowę stanowiły wierzytelności własne, a połowę aktywa powierzone w zarządzanie. Skala finansowania zewnętrznego tego portfela też była ograniczona.

"Jednak po sprzedaży nastąpiła niezwykle szybka zmiana strategii biznesowej przez nowych właścicieli, którzy nie tylko błyskawicznie zwiększali skalę skupu wierzytelności, ale i zmienili proporcje portfela - procentowo coraz więcej było aktywów własnych, a coraz mniej branych w zarządzanie. Dodatkowo skupowano je nie za środki spółki, ale za pozyskane z rynku, a głównym wehikułem były obligacje. Można więc powiedzieć, że model zarządzania zmienił się z konserwatywnego na bardzo agresywny" - wskazał Daniluk.

Członek zarządu Idea Bank wskazuje, że kluczowy z punktu widzenia stabilności finansowej każdej firmy jest wskaźnik dług netto/ EBIDTA. Na koniec I kwartału 2016 r. wynosił on 2,1, podczas gdy już rok później wskaźnik sięgnął poziomu 3,4. Oznaczało to znaczące zmniejszenie zdolności spółki do spłaty zadłużenia z bieżącego cash flow.

"Na wiosnę 2016 r. GetBack realizował strategię na lata 2016-2018 opracowaną jeszcze przed sprzedażą. Spółka miała wówczas w planach jedynie niewielki wzrost zadłużenia - o około 220 mln zł z poziomu 256 mln zł na koniec 2015 r. do 481 mln zł na koniec 2018 r. Równocześnie spółka definiowała maksymalną przestrzeń do bezpiecznego wzrostu długu ponad plan na poziomie 574 mln zł. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna" - podkreśla Daniluk.

Członek zarządu Idea Banku wskazał też, że na koniec 2015 r. suma zobowiązań GetBack wynosiła 0,47 mld zł przy 14 mld zł zarządzanych portfeli wierzytelności według wartości nominalnej. Tymczasem już na koniec 2017 r. suma zobowiązań sięgnęła 2,93 mld zł, przy 27,8 mld zł zarządzanych portfeli wierzytelności wg wartości nominalnej.

"Jak widać, w ciągu 2 lat dług GetBack wzrósł o 2,46 mld zł, a nominalna wartość zarządzanych portfeli wierzytelności powiększyła się o 13,8 mld zł. Relacja długu do wierzytelności wzrosła ponad trzykrotnie, czyli efektywność odzyskiwania wierzytelności znacząca się obniżyła" - wyliczył.

W opinii Daniluka, zmienił się także sam model zarządzania spółką m.in. poprzez rozszerzenie kompetencji zarządu do niespotykanych wcześniej rozmiarów. Potwierdzają to m.in. profesjonalny raport Andrzeja S. Nartowskiego z marca br., przygotowany na zlecenie Abrisu. W tym kontekście Daniluk przywołuje istniejący w GetBack do wiosny 2016 r. "bezpiecznik" w postaci obowiązku uzyskania zgody rady nadzorczej na każdy nowy dług powyżej 2 mln zł i każdą inwestycję powyżej 50 tys. zł, co istotnie mitygowało apetyt na ryzyko zarządu tej spółki.

"Ogromny wzrost zadłużenia własnego to nie jedyna negatywna zmiana po sprzedaży przez Idea Bank. Wątpliwości budzą także ceny, po jakich kupowano wierzytelności. Poza tym wprowadzono również w programach emisyjnych ryzykowną opcję call, która oznaczała zgodę na wykup obligacji na żądanie obligatariuszy bez utraty odsetek. To wszystko przyspieszyło upadek całej konstrukcji finansowej spółki" - dodał Daniluk.

Członek zarządu podkreśla, że "usilne stawianie znaku równości między Idea Bank i GetBack w przestrzeni publicznej jest całkowicie nieuzasadnione. Póki GetBack był zarządzany przez Idea Bank, był spółką bezpieczną". Dlatego bank postanowił się bronić.

"Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego Idea Bank w bardzo spłyconym i nieprawdziwym obrazie opisu tzw. afery GetBack z jednej z ofiar stał się głównym oskarżonym. Do tej pory nie reagowaliśmy, bo priorytetem było najpierw ustalenie faktów i zdefiniowanie problemów, a następnie obsługa procesu reklamacyjnego - a nie obrona przed atakami z zewnątrz" - powiedział.

Przypomniał, że w przeciągu kilku miesięcy od momentu ogłoszenia niewypłacalności przez GetBack, w Idea Bank przeprowadzono 3 audyty wewnętrzne, a w międzyczasie trwała kontrola Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).

"Na pierwszym miejscu był interes obligatariuszy, czego dowodem jest m.in. szybkie zawiązanie 14-mln rezerwy na podjęte działania naprawcze. Podpisaliśmy 41 ugód, wypłaciliśmy 6,7 mln zł, mamy już rozpatrzone gros reklamacji od klientów, więc podtrzymujemy, że 14 mln zł rezerw jest wystarczającą kwotą i nie ma potrzeby, żeby ją zwiększyć" - zapewnił Daniluk.

Członek zarządu kategorycznie zaprzeczył stwierdzeniom, że Idea Bank jest znaczącym beneficjentem afery GetBack i zarobił na tym duże pieniądze. Wskazuje w tym kontekście na ogromne straty wizerunkowe, spadek kursu akcji czy koszty kryzysu płynnościowego po wpisaniu na listę ostrzeżeń publicznych.

"Wywołało to także wzrost kosztów bieżącego finansowania, więc można śmiało powiedzieć, że Idea Bank na udziale w dystrybucji produktów finansowych oferowanych przez GetBack korzyści nie odniósł. W rzeczywistości bank wielokrotnie więcej stracił, niż zyskał z prowizji za oferowanie obligacji, które były jedynym przychodem banku związanym z tymi obligacjami" - podkreślił.

Daniluk zastanawia się również, jak mogło dojść w Polsce do kolejnej tak poważnej afery finansowej. Jego zdaniem, jest to następny przykład na zawodność każdego systemu prawnego i regulacyjnego wobec działań coraz bardziej wykształconych i profesjonalnie przygotowanych przestępców.

"Niestety jedynym realnym rozwiązaniem na przyszłość wydaje się edukacja ekonomiczna społeczeństwa i zwrócenie uwagi, aby wszelkie decyzje podejmować świadomie. By kierować się rozsądkiem, a nie dać złapać się na zapewnienie zysków przekraczających realia rynkowe. W przypadku GetBack w nadzwyczajne zyski uwierzyli wszyscy, cały rynek. I wszyscy na tym zaufaniu stracili - jeśli nie wprost finansowo, to reputacyjnie. A pytanie, gdzie podziały się ponad dwa miliardy złotych, jest wciąż otwarte" - podsumował Daniluk.

Grupa Idea Bank specjalizuje się w usługach bankowych i finansowych dla małych firm. Akcje Idea Banku są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od 2015 r. Aktywa razem banku wyniosły 20,47 mld zł na koniec 2018 r.

Lesław Kretowicz

(ISBnews)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem