Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Warszawa, 17.08.2020 (ISBnews) - W perspektywie 2022 roku możemy spodziewać się nasilenia wewnętrznych czynników inflacyjnych, ocenia w rozmowie z ISBnews członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Kamil Zubelewicz.

"Prognozowanie precyzyjnej inflacji w obliczu problemów metodycznych jest w 2020 i 2021 roku obarczone dużym ryzykiem. W kryzys weszliśmy z wysoką inflacją, a potem pieniądz stał się jeszcze bardziej dostępny, a produkcja spadła. W perspektywie 2022 roku możemy więc mówić o nasileniu się wewnętrznych czynników inflacyjnych w naszym kraju, przed którymi konsekwentnie ostrzegałem. Obywatele już odczuli ten problem, co wyraźnie zwiększyło niezadowolenie niektórych grup społecznych. Rosnące ceny są kamykiem, który w Polsce zazwyczaj wywołuje lawinę protestów" - powiedział Zubelewicz w rozmowie z ISBnews.

Wskazał, że obecny koszyk CPI zdezaktualizował się po wybuchu pandemii.

"Powinniśmy pamiętać, że obecnie publikowane wskaźniki cen nie odzwierciedlają skali podwyżek odczuwanych przez społeczeństwo. Na całym świecie z przyczyn metodycznych taka sytuacja może się utrzymywać do końca 2021 roku. Podkreślić należy, że nie jest to winą urzędów statystycznych - po prostu w nietypowych sytuacjach kryzysowych tradycyjne mierniki nie zawsze pozwalają na prawidłową ocenę sytuacji. Obecnie punktem odniesienia dla miernika CPI jest koszyk przedkryzysowy, który już w marcu się zdezaktualizował. Przed kryzysem kupowano różne dobra (np. makaron czy bilety lotnicze), ale potem konsumenci musieli ograniczyć spektrum swoich wydatków (np. do makaronu). Zgodnie z dotychczasową praktyką, badano jednak zmiany cen wszystkich dóbr kupowanych w poprzedniej rzeczywistości gospodarczej. Podczas gdy średni poziom cen dóbr poprzednio kupowanych rośnie umiarkowanie, to Polacy wyraźnie odczuwają wzrost cen dóbr aktualnie nabywanych. Z odwrotnym mechanizmem możemy mieć do czynienia w 2021 roku - punktem odniesienia stanie się wtedy kryzysowy koszyk dóbr (ograniczony już do części dóbr wcześniej kupowanych, np. makaronu). Równocześnie jednak konsumpcja zacznie wracać do bardziej równomiernej struktury (uwzględniającej np. bilety lotnicze). Jednak w koszyku udział dóbr, na które popyt wzrośnie, pozostanie niewielki - kryzysowy, choć ich bieżąca konsumpcja i ceny wyraźnie się zwiększą. W skrajnej sytuacji można sobie wyobrazić nawet dwa lata oficjalnej 'deflacji', choć każda cena wzrośnie" - wskazał członek Rady.

Podkreślił, że wysoka inflacja oznacza wymierne straty dla budżetu państwa i gospodarstw domowych.

"Przy inflacji powyżej 3% w skali roku różnica między konsumpcją nominalną a realną sięgnęła 51 mld zł. Każdy obywatel traci na inflacji średnio ponad 100 zł miesięcznie. Odczuwany i obserwowany przez społeczeństwo wzrost cen jest niestety jeszcze większy. Inflację można porównać do obniżania wymogów na maturze - zyskuje grupka tych, którzy temu się prześlizgują, ale tracą wszyscy wskutek spadku poziomu wykształcenia" - powiedział Zubelewicz.

Jak wynika z centralnej ścieżki projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego (NBP) inflacja konsumencka wyniesie 3,3% w 2020 r., po czym spowolni do 1,5% r/r w 2021 r. i wyniesie 2,1% w 2022 r. W 2019 r. średnioroczna inflacja wyniosła 2,3%.

Według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) inflacja konsumencka wyniosła 3% w ujęciu rocznym w lipcu 2020 r. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły o 0,2% w lipcu. Wzrost cen usług wyniósł 7,3% r/r, a towarów sięgnął 1,5% r/r.

Komentując piątkowe dane o spadku PKB w II kw. 2020 r. (o 8,2% r/r w ujęciu niewyrównanym sezonowo), członek RPP wskazał, że pełną skalę spadku PKB poznamy za dwa lata.

"Opublikowane dane dotyczące skali spadku PKB są realistyczne. Tydzień pełnego wyłączenia całej gospodarki to statystycznie strata 2% PKB. W trakcie pierwszej fazy pandemii wiele zakładów zawiesiło produkcję, w szczególności wśród przedsiębiorstw usługowych. Ta część gospodarki generuje największą część PKB. Prawdziwą skalę spadków poznamy jednak dopiero za dwa lata. Warto wtedy oszacować też utracone korzyści w związku z pandemią. Obserwowane obecnie ożywienie w przemyśle po części wynika z realizacji odroczonych projektów, a nie z trwałego wzrostu produkcji. Negatywne skutki gospodarcze będą niestety obecne w gospodarce przez kolejne okresy" - ocenił Zubelewicz.

W piątek rano GUS podał w szybkim szacunku danych, że PKB (ceny stałe średnioroczne roku poprzedniego, niewyrównany sezonowo) spadł o 8,2% r/r w II kw. 2020 r. wobec 2% wzrostu r/r w poprzednim kwartale. PKB wyrównany sezonowo (w cenach stałych przy roku odniesienia 2010) zmniejszył się realnie o 8,9% w porównaniu z poprzednim kwartałem i był niższy niż przed rokiem o 7,9%.

Renata Oljasz

(ISBnews)

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem