Na światło dzienne wychodzi kolejna mina, na którą masowo władowały się firmy: swapy walutowo-procentowe (red. CIRS). Jest to instrument dużo bardziej niebezpieczny od opcji. Już generuje straty, które mogą sięgnąć nawet kilku mld złotych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O ile opcje są instrumentem zabezpieczającym, który niewłaściwie lub nieświadomie użyty może przysporzyć strat, o tyle "gołe" swapy to czysta spekulacja bez żadnej biznesowej wymówki, szczególnie dla firm, które nic nie eksportują.

Wyjaśnijmy najpierw, na czym polega swap. To czasowe przewalutowanie określonej kwoty, które wygląda jak zwykłe kupno waluty, na przykład za 323 złote kupujemy 100 dolarów. Umowa swapowa zakłada jednak obowiązek wymiany odwrotnej tych samych kwot po upływie określonego czasu. Na przykład, po tygodniu, sprzedajemy tej samej osobie dokładnie 100 dolarów za dokładnie 323 złote. Jest to w takim razie rodzaj kontraktu.

Swapy zostały stworzone na potrzeby dużych międzynarodowych firm, aby ominąć rozmaite ograniczenia w wymianie walut, nakładane przez rządy (na przykład sztywny kurs, ograniczenia w wielkości kwot podlegających transferowi za granicę, zakaz używania obcej waluty na terytorium, itd.). Rynek finansowy podchwycił ten instrument i wykorzystał do stworzenia nowych instrumentów, w których swap jest tylko częścią. Tak powstały między innymi swapy walutowo-procentowe, co jest niezbyt wiele mówiącym tłumaczeniem angielskiego Currency Interest Rate Swaps i mogłoby brzmieć na przykład "swapy odsetek walutowych", tym bardziej, że w tym instrumencie kwota główna jest wirtualna, a między stronami rozliczane są tylko odsetki. Swapów tych jest ich kilka rodzajów, w zależności od tego, czy bazują na jednej czy dwóch walutach, oraz czy stopa procentowa jest stała czy zmienna.

Przeczytaj o różnych możliwościach zabezpieczania ryzyka kursowego

Jak wynika z informacji "Pulsu Biznesu", wiele polskich firm zawarło umowy swapowe, które zostały im zaproponowane przez banki jako sposób na obniżenie rat spłacanego kredytu. Jak to możliwe? To po prostu forma wirtualnego przewalutowania kredytu na tańszą walutę, czyli kraju, który ma niższe stopy procentowe. Gdy do tego doda się spadający kurs tej waluty względem złotego, pozostaje dodatkowy zysk z ciągle zmniejszających się rat. Polskim firmom zaproponowano japońskiego jena jako wykazującego ten trend od wielu lat, a do tego japońskie stopy procentowe są bliskie zeru. Jednak w rynki uderzyło tsunami, które odwróciło ten długofalowy porządek. Stopy procentowe jena wprawdzie nadal pozostają poniżej 2 proc., ale kurs wymiany wzrósł z 2,31 zł za 100 jenów do ponad 3,50 zł za 100 jenów. Niestety, umowa swapowa nie ma w sobie nic z opcji i zadeklarowane kwoty trzeba spłacać przez cały czas jej trwania. Podobno jest to średnio 5 lat, co przy swapach nie dziwi, są one bowiem zawierane na okres aż do 30 lat. Stąd straty firm, które mogą być ogromne, gdyż takie swapy zawierane są na bazie nie istniejącej kwoty, która może być dowolnie duża. I co gorsza, nie są księgowane na bilans, tylko chowane do szuflady.

Czy banki znowu naciągnęły klientów? Z jednej strony tak, bo używając swojej renomy i zaufania sprzedały bardzo ryzykowny produkt jako zabezpieczenie, tak naprawdę eksponując klienta na ryzyko - bez dostatecznego poinformowania o nim. Tak przynajmniej wynika ze szczątkowych na razie informacji od firm ponoszących straty. Z drugiej jednak strony, czy banki chciały żerować na nieświadomości? Nie sądzę, bo po pierwsze sami bankowcy rzadko kiedy rozumieją co sprzedają, szczególnie w wypadku tak skomplikowanych struktur. A po drugie, bank strukturalnie redukuje ryzyko, czyli rutynowo domyka każdą nową pozycję walutową odpowiednim instrumentem zabezpieczającym. Sam zadowala się prowizją.

Drodzy menedżerowie, właściciele spółek i dyrektorzy, dla was kolejna kosztowna i bolesna lekcja z ryzyka. A także zaufania i makroekonomii. Biznesu nie da się już prowadzić "na czuja". Co gorsza, problem braku edukacji oraz lekkomyślności dotyczy także dużych spółek giełdowych. Prawie codziennie pojawiają się informacje o kolejnych "umoczonych", tak dużych jak i małych. Jednak swapy walutowe dotykają nie tylko eksporterów, którzy część kosztów opcji pokryją sobie zwiększonymi przychodami z zagranicy dzięki droższej walucie. Rodzime firmy obracające złotym nie mają tej szansy.

Co dalej z kursem złotego? Podyskutuj na forum .

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem