Za trzy lata Czesi będą prawdopodobnie zazdrościć Polakom euro tak samo, jak już teraz zazdroszczą go Słowakom - twierdzi były koordynator do spraw wprowadzenia wspólnej waluty europejskiej w Czechach. Podczas gdy Polska ma już nakreśloną mapę dojścia do strefy euro, Czesi nie wiedzą nawet, w którym roku mieliby rozstać się ze swoją koroną.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Petr Oczko dwa lata temu, w pierwszym gabinecie premiera Mirka Topolanka, zajmował się koordynacją czeskich poczynań na drodze ku euro.

Dziś w komentarzu na łamach gazety gospodarczej "E15" zwraca uwagę, że w najbliższych dniach Narodowy Bank Polski wyda raport o zaletach i kosztach przejścia na wspólną walutę, ale jego przedstawiciel już potwierdził, że pozostawanie poza strefą euro jest kosztowniejsze niż przyjęcie wspólnej waluty.

Poza tym przejście na nią popiera większość Polaków, a przede wszystkim polscy przedsiębiorcy. Inspiracją dla nich jest jego zdaniem Słowacja, gdzie firmy bardzo sobie cenią zyskane dzięki euro stabilniejsze otoczenie gospodarcze i likwidację dalszych barier w handlu zagranicznym.

Dlatego też były czeski koordynator do spraw wprowadzenia euro jest przekonany, że wspólna europejska waluta pozostanie priorytetem polskiego rządu i że prawdopodobnie za trzy lata Czesi będą zazdrościć Polakom euro tak, jak już teraz zazdroszczą go Słowakom.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem