Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W opublikowanym w środę wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" była minister finansów Zyta Gilowska twierdzi, że to obecny rząd - a nie poprzednia ekipa PiS-LPR-Samoobrona - jest winny temu, że Polska nie weszła do strefy euro.

Zdaniem minister w okresie rządów PiS Polska nie mogła rozpocząć starań o przyjęcie wspólnej waluty, bo unijne instytucje nałożyły na Polskę tzw. procedurę nadmiernego deficytu budżetowego. - Opinia publiczna jest systematycznie i bezwstydnie wprowadzana w błąd - mówi w tym samym wywiadzie Gilowska. I można to uznać za wkład pani profesor w toczącą się od miesięcy - coraz gorętszą - debatę o euro.

Mam jednak pewien kłopot z tym "wkładem". Fakty i daty nie potwierdzają tego, co była minister mówi.

Zacząć można od tego, że profesor Gilowska trochę myli instytucje. Wspomniana w wywiadzie dla "Rz" Rada Europejska jest ciałem politycznym, wyznaczającym strategiczne kierunki działania UE. I nie zajmuje się bieżącymi procedurami nadmiernego deficytu - tym bowiem zajmuje się Rada Unii Europejskiej, instytucja stojąca oczko niżej.

Czepiam się? Może i tak. Ale gdy dziennikarz popełnił taki błąd w artykule, to pewnie dostałby z resortu (niegdyś kierowanego przez Gilowską) sprostowanie.

Ale nie to jest najważniejsze. Z informacji na stronie internetowej Komisji Europejskiej wynika, że procedura nadmiernego deficytu została rozpoczęta przeciwko Polsce 12 maja 2004 roku. Komisja, która przyjęła stosowny raport i przygotowała wniosek o wszczęcie procedury wobec Polski, tego samego dnia, w ten sam sposób potraktowała Słowację.

Złożony przez Komisję wniosek o wszczęcie procedury nie miał charakteru prawnie wiążącego. Była to jedynie propozycja. 5 lipca 2004 r. Rada UE potwierdziła, że w Polsce występuje nadmierny deficyt. Ale na tym się zatrzymała: w kolejnych latach nie wystosowała wobec polskiego rządu formalnych poleceń (a taki jest kolejny etap procedury), nie nałożyła też żadnych sankcji finansowych (III, ostateczny etap procedury)! Dokładnie tak samo Rada zachowała się wobec Słowaków. I nie tylko: w tamtym czasie na widelcu były także Cypr i Malta (także nowe państwa członkowskie).

Zaś 8 lipca 2008 roku Rada UE ostatecznie ogłosiła, że procedury "nadmiernego deficytu" przeciwko Polsce zostają zakończone. Miesiąc wcześniej (3 czerwca 2008 r.) taką samą decyzję Rada podjęła w sprawie Słowacji.

A w międzyczasie Słowacja (podobnie jak Cypr i Malta) bez żadnych przeszkód (!) weszły do mechanizmu ERM II. W przypadku Słowacji stało się to - proszę zwrócić uwagę na datę! - 25 listopada 2005 roku. Zaś w przypadku Malty i Cypru, nawet jeszcze wcześniej, bo już w maju 2005 r.! Najwyraźniej uruchomione przez Komisję procedury w niczym nie przeszkodziły. Bo nie mogły: na przykładzie Słowacji, Malty i Cypru widać, że w świetle unijnego prawa procedura "nadmiernego deficytu" nie ma związku z wchodzeniem (bądź nie) do przedsionka strefy euro.

1 stycznia 2009 r. Słowacja stała się formalnie członkiem strefy euro. Ten jeden fakt zadecydował, że gospodarka słowacka jest dziś postrzegana przez inwestorów i agencje ratingowe znacznie lepiej, niż gospodarka polska, a Słowacy nie muszą już przeżywać horroru gwałtownych wahań walutowych.

Gdybyśmy zachowywali się tak samo jak oni, w tym samym czasie (2005 - 2008), koszmar słabnącego złotego też zostałby nam oszczędzony.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.