Marek Banasiak, prezes Monnari: - 11 lat ciężkiej pracy. Przychodzi tsunami i nic z tego nie ma.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spółka Monnari Trade złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. - "Zarząd podjął taką decyzję w związku z pogarszającą się sytuacją spółki w okresie kryzysu oraz zakończeniem pierwszego kwartału stratą netto w wysokości 13,9 mln zł" - podała w komunikacie.

Co zawiodło?

Marek Banasiak, prezes spółki, zawsze podkreślał, że liczy się marka. Mówił: - Nie da się po prostu otworzyć sklepu, bo splajtuje natychmiast. Trzeba najpierw wypracować markę, a tę tworzy się kilka lat.

Banasiak od stycznia nie wychodzi z pracy. - A od miesiąca nie jem, nie śpię. Teraz to już w ogóle jest dramat. Wyciszam telefon, bo w kółko dzwonią wierzyciele, którzy nie rozumieją, że to nie upadłość, tylko upadłość z możliwością układu - mówi w piątek "Gazecie".

Bezpośrednią przyczyną wniosku o upadłość były fatalne wyniki finansowe. Pogarszały się od kilku kwartałów. - Spółka nie radziła sobie z pogarszającymi się warunkami gospodarczymi. Odciskały one piętno na marży brutto na sprzedaży, która dla firm handlowych jest jedną z ważniejszych miar efektywności działania - komentuje Krzysztof Stępień, główny ekonomista Expandera.

Nietrafiony okazał się pomysł ekspansji zagranicznej. Gwoździem do trumny był też upadek spółki zależnej Molton, co pociągnęło za sobą ogromne odpisy i doprowadziło do bardzo dużych strat. Monnari było mocno zadłużone. - Jest kryzys, więc banki nie dały nam kredytów, które były umówione już rok wcześniej - opowiada Banasiak. - Zablokowano nam konta. Przez kurs euro czynsze poszły w górę o 40 proc. Wypowiedzą nam sklepy. Mamy ciuchy, ale co z tego? Ile są warte? 20 proc. ceny zakupu?

Jedynym ratunkiem jest znalezienie inwestora. - Prowadzimy rozmowy - zdradza Banasiak. - Gdybyśmy mieli tanią markę, może jakoś dalibyśmy sobie radę. Dziś wykupujemy kolekcję letnią. Nie mamy nawet za co zamówić kolekcji jesiennej.

Co ta sytuacja oznacza dla inwestorów? - Oni przeczuwali, że pogarszająca się kondycja spółki zakończy się złożeniem wniosku o upadłość - uważa Stępień. - Mimo pokaźnych zwyżek na całym giełdowym parkiecie, notowania Monnari uparcie stały w miejscu.

Wniosek o upadłość z punktu widzenia akcjonariuszy niewiele już zmienia. Dotychczasowy spadek kursu i tak pozbawił ich ogromnej części majątku. Akcje rok temu kosztowały ok. 29 zł, dziś zaledwie 1,6 zł.

Z punktu widzenia spółki, upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami, daje szanse na zredukowanie zobowiązań i dalsze działanie. - Do zawarcia układu potrzebna jest jednak zgoda większości wierzycieli (obowiązuje ona także mniejszość). Jednak do tego, by spółka zaczęła tworzyć wartość dla akcjonariuszy musi minąć wiele czasu - uważa Stępień.

Bluzka do grzybowej

Pomysł na firmę pojawił się 11 lat temu. Założenie było proste - 300 sklepów w Europie - tak wymyśliła trójka przyjaciół, siedząc przy kawie. Założyli Monnari.

Marek Banasiak i jego żona Anna ukończyli organizację i zarządzanie na Uniwersytecie Łódzkim. Po studiach ona pracowała w branży odzieżowej. On krawiectwo wyniósł z domu.

- Moja mama uczyła szycia w szkole - wspomina. Założyli więc firmę odzieżową. Zaczęli od bluzek, bo one były najtańsze, a nie mieli wiele pieniędzy.

Mirosław Misztal - trzeci wspólnik - szył kilka tysięcy sztuk miesięcznie. Pierwsze dwa lata pracy to jeżdżenie po Polsce i stukanie do sklepów. Firma się rozwijała, a zyski przeznaczała na inwestycje. Po czterech latach wstawiali bluzki do 2 tys. sklepów w Polsce. Wymyślali po kilka wzorów koszul miesięcznie, m.in. słynną na rynku "bluzkę do zupy grzybowej", czyli - błyszcząca, szykowna, doskonale nadająca się na rodzinną wigilię.

W 2002 r., po czterech latach od założenia firmy, pomyśleli, że warto przekształcić spółkę w akcyjną i zacząć tworzyć własną kolekcję. - Przebyliśmy drogę od naśladownictwa do kreacji - ogłosili wtedy z dumą.

Wiedzieli, że to ryzykowny biznes. - Producent tkanin przywozi 15 tys. próbek tkanin. Z nich trzeba wybrać zaledwie kilka. Gdy nie trafi się w gusta kobiet i aktualną modę, klapa murowana - przyznawali.

Firma szyła ubrania dla kobiet powyżej 30 roku życia. Aktywnych, lubiących bawić się modą, chcących jednocześnie czuć się elegancko. Liczyła się swoboda i odwaga, nie przeszkadzało, że kobiecie widać będzie ramiączko czy kawałek biustu.

Monnari nie szyło. Zlecało to zadanie zewnętrznym firmom w Polsce, Turcji, Francji i Chinach. A surowce kupowało m.in. w Europie Zachodniej, Peru i Brazylii. Z Polski pochodził len.

Claudia Schiffer twarzą Monnari

Do debiutu spółka przygotowała się z przytupem. We wrześniu 2006 r. na pokaz mody w patio Domu Dochodowego zaproszono jako gościa specjalnego Claudię Schiffer. Po wybiegu przeszła w czarnej sukience z bordowo-złotymi haftami z jesiennej kolekcji firmy, którą uszyto specjalnie dla niej. - Jesienna kolekcja Monnari bardzo mi się podoba, jest zgodna ze światowymi trendami - komplementowała.

Łódzka spółka weszła na parkiet w grudniu 2006 roku. Sesja była słaba, ale Monnari wypadła nieźle, odnotowując ponad pięcioprocentowy wzrost.

Z oferty publicznej 2,5 mln akcji spółka pozyskała 52,5 mln zł brutto. Zainwestowała je w budowę centrum logistycznego, a także rozwój sieci sklepów (nie tylko Monnari, ale i zakupionej tuż przed debiutem Pabii). Banasiak planował też rozwój sieci zagranicznej. I to bardzo daleko: - Chcemy otwierać sklepy w Chinach. To ogromne i niezwykle skomplikowane przedsięwzięcie. Chiński rynek bardzo dobrze ocenia europejskie produkty, ale trzeba zmieniać całe konstrukcje ubrań, bo Azjatki mają przecież zupełnie inne figury niż Europejki. Przygotowania zajmą nam na pewno kilka lat - planował.

W 2007 Monnari rozpoczyna działalność w Rosji z nową spółką MOD. Zarejestrowano ją z kapitałem zakładowym 1.500.000 rubli. Łódzka spółka ma w niej 70 proc. udziału. Wszystkie sklepy Monnari na Wschodzie nazwano "Monnini". - Nie wykluczamy też otwierania sklepów w krajach Europy Zachodniej i na Dalekim Wschodzie - mówił wtedy Banasiak.

Czas zweryfikował, że nie były to w pełni udane przedsięwzięcia.

Dziś krok od totalnej śmierci

Co jeśli negocjacje z wierzycielami się nie powiodą? Banasiak: - Przestaniemy istnieć. Jesteśmy o krok od totalnej śmierci. W tym biznesie jest tylko czarne i białe.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem