Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chińskie władze starają się nie dopuścić, aby internauci w Chinach mieli dostęp do materiałów poświęconych 20. rocznicy krwawego stłumienia protestów studenckich na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. Tego typu informacji na próżno by szukać na chińskich portalach, dlatego też wielu internautów w Państwie Środka niezależne opinie może wyrazić jedynie na stronach umieszczonych na zagranicznych serwerach.

W ostatnich dniach w Chinach zablokowano m.in. serwis Twitter, a także wiele popularnych wyszukiwarek internetowych. Szacuje się, że obecnie w Chinach z internetu korzysta około 300 mln osób. Dla chińskich władz rosnąca popularność internetu stanowi wyzwanie. Wirtualna sieć w Chinach poddawana jest coraz bardziej wyszukanym metodom kontroli. Dla coraz większej liczby osób internet staje się łatwą alternatywą poszukiwania informacji poza sferą oficjalnych mediów, będących tylko tubą komunistycznych władz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.