Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prof. Witold Orłowski: No nie, chyba przesadzili z tym uczeniem pana co dobre, a co złe. Drukowanie pieniędzy złem samo w sobie nie jest, podobnie jak złem nie są pieniądze - pod warunkiem że umie się ich używać w rozsądny sposób i nie przesadza z żądzą ich posiadania.

Pieniądze są nam potrzebne do życia, a gospodarce do funkcjonowania. Im bardziej rozwinięta gospodarka, im więcej produkuje się towarów, im więcej transakcji się dokonuje, tym więcej trzeba pieniędzy (ekonomiści nazywają to zjawisko wzrostem popytu na pieniądz). Jeśli więc PKB wzrasta, trzeba dodrukować pieniądze. I robi to bank centralny, który dba o to, by w gospodarce pieniędzy było akurat tyle, ile trzeba.

Problem polega na określeniu: "tyle, ile trzeba". Jeśli pieniędzy jest w gospodarce za mało, pojawiają się kłopoty. Producenci nie mogą sprzedać produktów, bo nabywcom brakuje gotówki, którą mogliby zapłacić. W rezultacie pojawia się presja na spadek cen (tzw. deflacja), a w ślad za nią kłopoty firm, ograniczenie produkcji i wzrost bezrobocia. A jeśli pieniądza w gospodarce jest za dużo, kupujący zaczynają ustawiać się w kolejce do sprzedawców, co powoduje natychmiastowy wzrost cen. Pojawia się inflacja, podkręcana dalej przez inflacyjne podwyżki płac, wiodące do dalszego wzrostu kosztów produkcji i cen.

Problemem nie jest więc fakt drukowania pieniędzy, ale moment, w którym drukuje się ich zbyt wiele. Chodzi o "drukowanie pustego pieniądza", czyli zwiększanie ilości pieniędzy, któremu nie towarzyszy wzrost ilości towarów na rynku.

Jeśli więc dziwi się pan temu, że zachodnie rządy od ponad roku drukują bez opamiętania pieniądze, ma pan dość proste wyjaśnienie. Drukują, bo uważają że w gospodarce jest pieniędzy zbyt mało.

I nie chodzi o to, że pieniędzy nagle ubyło. Skutkiem globalnego kryzysu finansowego jest to, że banki komercyjne całego świata straciły ochotę do udzielania kredytów. To powoduje problemy dla firm, które muszą rezygnować z wielu inwestycji i mogą mieć problemy z finansowaniem bieżącej działalności. A to wiedzie prostą drogą do pogłębienia recesji. Banki centralne starają się więc zachęcić banki komercyjne do zwiększenia aktywności, oferując im bardzo tani kredyt, a więc pieniądze, które mogłyby zostać użyte na udzielanie pożyczek firmom i w ten sposób trafić do gospodarki.

Główny problem leży w tym, że cały ten mechanizm przestał dziś poprawnie funkcjonować. Banki centralne gotowe są pożyczać pieniądze bankom komercyjnym niemal za darmo, na procent bliski zeru. Ale banki komercyjne, które zaciągnęły takie bardzo korzystne pożyczki, w dzisiejszych niebezpiecznych czasach wolą zatrzymać je w formie rezerwy gotówki albo co najwyżej zainwestować w całkowicie bezpieczne obligacje rządowe, zamiast udzielić kredytu firmom. Banki centralne od roku drukują więc pieniądz, który jednak nie trafia wcale do gospodarki, ale pozostaje w systemie bankowym. Inflacja więc się nie pojawia, ale antyrecesyjne efekty w formie pożądanego wzrostu wydatków firm i gospodarstw domowych - też nie. Dziwne, prawda? Ale banki centralne nie widzą innego wyjścia, jak tylko walczyć dziś z recesją, kontynuując politykę druku pieniądza. Mimo świadomości, że w przyszłości owa masa pustych pieniędzy zacznie wypływać na rynek, zmuszając je do zwalczania już nie recesji, ale inflacji.

Jak więc pan widzi, z drukowaniem pieniędzy sprawa nie jest wcale aż tak prosta, a ustalenie właściwej ilości pieniędzy w gospodarce to czasem istna kwadratura koła. Ale o euro niech pan się nie martwi - kiedy wreszcie w Polsce je wprowadzimy, o jego ilości w gospodarce będzie decydować Europejski Bank Centralny. W oparciu o merytoryczną wiedzę, czasem popełniając oczywiście błędy, ale na pewno nie dostosowując swojej polityki do tego, czy akurat w Polsce zbliżają się wybory parlamentarne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.