Na zakup małego samochodu w polskich salonach trzeba czekać nawet do przyszłego roku - pisze "Rzeczpospolita". Gazeta podkreśla, że popyt na nieduże auta zwiększył się kilkukrotnie. Wszystko na pniu wykupują Niemcy - tłumaczą dilerzy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Natarcie zza Odry na polskie salony zaczęło się po wprowadzeniu przez niemiecki rząd dopłat w wysokości 2,5 tys. euro za złomowanie wyeksploatowanych samochodów. Gdy na początku roku złoty dramatycznie się osłabił, korzystny przelicznik zadziałał na naszych zachodnich sąsiadów jak magnes - zauważa "Rzeczpospolita". Są także chętni z innych krajów - na przykład Holandii czy Wielkiej Brytanii.

Świetne wyniki sprzedaży sprawiły, że niektórzy dilerzy zrezygnowali z wprowadzonych w ubiegłym roku rabatów na samochody. - Model i10 sprzedaje się tak dobrze, że nie ma potrzeby stosowania upustów - wyjaśnia Elżbieta Mężyńska z Hyundai Motor Poland.

Według danych monitorującego rynek Instytutu Samar od stycznia do czerwca sprzedaż najmniejszych aut wzrosła w porównaniu z pierwszym półroczem zeszłego roku o ponad 28 procent. Najlepiej sprzedawały się: Skoda Fabia - 7,8 tys. sztuk; Toyota Yaris - 5,2 tys. sztuk; Fiat Punto - 5 tys. sztuk i Fiat Panda - 4,7 tys. sztuk.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem