Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak podaje Rzeczpospolita importerzy samochodów używanych mieli najlepsze warunki rozwoju w 2008 roku. W lipcu euro kosztowało wtedy 3,2 zł, czyli o złotówkę mniej niż teraz. Sprowadzono wtedy 1,1 mln samochodów. To był rekord. W tym roku natomiast, według prognoz Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego do Polski przyjedzie ok. 685 tys. używanych samochodów. To o 38 proc. mniej niż rok wcześniej.

Sytuację pogarsza mniejsza oferta i pogarszająca się sytuacja na polskim rynku pracy, która mocno studzi ochotę na wydatki.

Właściciele komisów zgodnie twierdzą, że kryzys wydłużył okres eksploatacji. Kto zmieniał samochód np. co pięć lat, teraz woli jeździć nim dłużej. Z kolei ci, którzy decydują się na zakup, wybierają auta tańsze. Najczęściej w cenie od 5 tys. do 20 tys. zł, podaje Rzeczpospolita.

Spadek importu odczuwa także fiskus. Wpływy z akcyzy w tym roku nie przekroczą 500 mln zł, podczas gdy w 2008 roku sięgnęły 1,4 mld zł. Widać jednak, że ten spadek jest znacznie głębszy niż osłabienie importu, co może świadczyć o częstszym zaniżaniu faktur i wprowadzania aut powypadkowych, które mają niższą wartość.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.