Niemcy nie chcą, by Polska dostała 80 milionów euro, czyli 320 milionów złotych unijnej dotacji na budowę gazoportu w Świnoujściu - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej". Oficjalnie chodzi o zastrzeżenia ekologiczne, nieoficjalnie o to, że nasz terminal będzie konkurencją dla gazociągu Nord Stream
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niemcy domagają się, żeby Polska przeprowadziła wyjątkowo drobiazgowe analizy oddziaływania terminalu na środowisko po ich stronie granicy. Opóźniłoby to zaplanowane na połowę września rozpoczęcie budowy. Wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej", że skutkowałoby to też unieważnieniem decyzji środowiskowej oraz pozwolenia na budowę. Według niego gazoport zostałby uruchomiony nie w połowie 2014 roku, ale co najmniej dwa, trzy lata później. Resort zapewnia, że Polacy odpowiedzieli na wszystkie pytania w kwestiach ekologicznych.

Eksperci rynku gazu, na których powołuje się "Dziennik Gazeta Prawna" mówią, że Berlin dobrze wie, iż gazoport to kluczowa inwestycja z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego, i rzuca nam kłody pod nogi. Ma to związek z budową rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream. Niemieckie firmy gazowe liczyły bowiem, że za pośrednictwem Nord Streamu będą sprzedawać nam rosyjski surowiec.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem