Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szwajcarski Worldwide Association of Private Internet-Invastigation Companies oraz niemiecki TopWare Entertainment GmbH postanowiły udowodnić, że w ściganiu przestępstw internetowych granice nie mają znaczenia. Zebrały IP piratów z Hajnówki i Białegostoku, którzy nielegalnie ściągali gry z sieci, i złożyły w sądzie białostockim wnioski o ujawnienie danych osób łamiących prawo. Sąd przyznał im rację i nakazał providerom dane ujawnić. Teraz kilkudziesięciu graczy czekają pozwy cywilne o odszkodowania.

Piratom wydaje się, że są nieuchwytni, anonimowi i tym samym bezkarni. Nic bardziej błędnego - mówi na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" Jan Bałdyda ze Związku Producentów Audio-Video. ZPAV tak się na nich zawziął, że do walki zaangażował dodatkową ekipę ekspertów specjalizujących się w przeczesywaniu internetu.

- Szacuje się, że nielegalna jest ponad połowa oprogramowania dostępnego w Polsce - mówi Bartłomiej Witucki z Business Software Alliance, organizacji zajmującej się walką z piractwem komputerowym. Jak obliczył ZPAV, straty firmy fonograficznych zrzeszonych w tej organizacji od maja to ponad 3 mln zł. Dystrybutorzy filmowi swoje straty wyceniają na 380 mln zł rocznie - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

Sądy coraz surowiej traktują internetowych złodziei. W czerwcu na pół roku trafił do więzienia płocczanin, który nie zapłacił zasądzonej wcześniej grzywny w wysokości 16 tys. zł na rzecz poszkodowanych producentów oprogramowania.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.