Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

70-letni profesor renomowanej amerykańskiej uczelni MIT otrzymał prestiżową nagrodę w październiku ubiegłego roku wraz z dwoma innymi ekonomistami Dalem Mortensenem i Christopherem Pissaridesem. Noblowska kapituła doceniła ich za badania rynku pracy. Naukowcy badali m.in. przyczyny występowania bezrobocia i sposoby dopasowywania popytu na pracę do jej podaży.

Jego pracę docenił prezydent USA Barak Obama, który zaproponował mu stanowisko w radzie amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej. Jednak jego kandydatura od miesięcy była blokowana przez polityków z partii republikańskiej, którzy zarzucali mu zbyt małe doświadczenie. - Nagroda Nobla jest wyrazem uznania dla laureata, jednak Królewska Szwedzka Akademia Nauk nie określa, kto ma kwalifikacje, żeby zasiąść w radzie gubernatorów Fed - mówił republikański senator Richard Shelby z Alabamy, członek senackiej komisji ds. banków, główny adwersarz Diamonda. Był to zresztą tylko jeden z powodów, innym było popieranie przez Diamonda polityki monetarnej Fed, którą mocno krytykowali.

Po trwającej 14 miesięcy odysei (Obama po raz pierwszy zgłosił kandydaturę Diamonda do Fed w kwietniu 2010 roku), w czasie której demokratom nie udało się zebrać większości dla poparcia kandydatury ich kandydata, Diamond w końcu stracił cierpliwość i zrezygnował. - Mam nadzieję, że prezydent Obama nominuje kogoś, kto będzie w stanie zdobyć poparcie Senatu - ogłosił ekonomista w specjalnym komunikacie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.