To branża, dzięki której pracę ma ok. 300 tys. Polaków, a państwo i samorządy - spory zastrzyk gotówki w postaci podatków - wynika z raportu firmy doradczej PwC i Polskiego Związku Firm Deweloperskich. A co na to politycy?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W tegorocznej kampanii wyborczej do parlamentu - jak dotąd - wątek mieszkaniowy w ogóle się nie pojawił. Oczywiście to nie oznacza, że w programach partii aspirujących do przejęcia władzy w naszym kraju nie ma pomysłów wsparcia budownictwa mieszkaniowego (wyjątkami są Kukiz'15 i KORWiN). Analityk Lion's Banku Bartosz Turek zwraca jednak uwagę, że na ogół są to zapowiedzi mgliste lub oderwane od rzeczywistości.

Najem we własność

Np. Prawo i Sprawiedliwości (PiS), które prowadzi w sondażach poparcia, nie wspomina już o 3 mln mieszkań. Proponuje natomiast m.in. program budowy lokali na wynajem, które docelowo przechodziłyby na własność lokatorów. W finansowaniu takich inwestycji miałyby partycypować banki komercyjne, na zasadach ustalonych z rządem. Ponieważ domy powstawałyby na działkach przekazanych z publicznego zasobu (za symboliczną opłatą), koszty budowy nie przekraczałyby 2,5 tys. zł za m kw.

To nie wszystko. W finansowaniu miałaby partycypować także Unia Europejska - poprzez fundusze na uzbrojenie terenu. Pierwszeństwo do tak powstałych lokali uzyskaliby ci, którzy wpłaciliby od razu połowę kosztów budowy. Przeniesienie prawa własności następowałoby po 35 latach najmu lub wcześniej, o ile najemcę stać by było na wykup. - W pomyśle tym widać wiele analogii do reaktywowanego niedawno przez rząd programu TBS, który jednak nie przewiduje docelowego przekształcenia najmu w prawo własności - komentuje Bartosz Turek. I dodaje, że nie sposób jest ocenić tę propozycję, bo nie wiadomo, czy banki będą zainteresowane uczestnictwem w takim programie. Zdaniem analityka wątpliwości wzbudza też zejście z kosztami budowy do ok. 2,5 tys. zł w przeliczeniu na m kw.

Z raportu Sekocenbudu wynika jednak, że mniej więcej tyle wynosi obecnie średnia krajowa kosztów budowy domów wielorodzinnych do czterech kondygnacji. W wyższych blokach, gdy w grę wchodzi już m.in. budowa garażu podziemnego, jest ona dużo wyższa, bo przekracza 4,2 tys. zł za metr. Sęk w tym, że w obu przypadkach średnia nie uwzględnia kosztów zakupu i zagospodarowania działki, przyłączy, dokumentacji projektowej, nadzoru inwestorskiego i autorskiego oraz marży dewelopera (w programie PiS byłby nim pośrednio bank).

Ulgi dla wynajmujących

Pozostali główni gracze na scenie politycznej proponują m.in. ulgi podatkowe mające ożywić budownictwo czynszowe. Np. w programie Platformy Obywatelskiej (PO) jest mowa o tym, że dzięki takiej uldze młode rodziny zapłaciłyby mniej za najem. - Próżno jednak szukać szczegółów tego rozwiązania: czy mieliby ją uzyskać właściciele wynajmujący lokale młodym rodzinom, czy może to one mogłyby odliczać wydatki na najem od podstawy opodatkowania przy rozliczeniu PIT - mówi Bartosz Turek.

Z kolei Nowoczesna Ryszarda Petru proponuje zachętę podatkową dla inwestujących w mieszkania na wynajem. Dzięki przyspieszonej amortyzacji mogliby uniknąć podatku od zysków z wynajmu. - Nowoczesna nie proponuje zatem tworzenia nowych - mniej lub bardziej skomplikowanych - mechanizmów, tylko zakłada korzystanie z narzędzi, które już istnieją - komentuje analityk Lion's Banku. Nowoczesna liczy na wzrost podaży mieszkań na wynajem, a w konsekwencji - obniżkę poziomu czynszów.

Za ulgą podatkową dla właścicieli mieszkań na wynajem opowiada się także Zjednoczona Lewica. Rozważa ona również wprowadzenie ulgi dla deweloperów, którzy budowaliby bloki, aby później wynajmować mieszkania.

Gospodarcze korzyści

Jednak czy uzasadnione jest pompowanie publicznych pieniędzy w mieszkaniówkę? Konrad Płochocki z Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD) przyznaje, że sytuacja mieszkaniowa w Polsce wygląda źle na tle innych krajów UE. Z danych Eurostatu wynika, że ok. 45 proc. mieszkańców naszego kraju żyje w przepełnionych mieszkaniach, podczas gdy średnia dla Unii wynosi 17 proc.

Bartosz Turek dodaje, że - według Eurostatu - prawie 1,5 mln istniejących lokali wymaga albo gruntownego remontu, albo wręcz wyburzenia. Do tego blisko milion gospodarstw domowych nie ma samodzielnego lokum, a nie wszyscy chcą mieszkać pod jednym dachem np. z rodzicami.

PwC i PZFD przedstawiły w czwartek także argumenty ekonomiczne. Według Mateusza Walewskiego z firmy doradczej PwC wznoszeniem budynków mieszkalnych zajmuje się u nas ok. 250 tys. osób. Dodatkowo budownictwo mieszkaniowe kreuje ponad 130 tys. miejsc pracy w innych branżach. - Choć to najmniejsza część ogromnego polskiego sektora budowlanego, to i tak ma istotne znaczenie gospodarcze - mówi Walewski.

Ekonomista PwC ocenia, że budownictwo mieszkaniowe wytwarza ok. 1 proc. PKB naszego kraju (ok. 17,4 mld zł). Jeśli zaś uwzględnić, że na rzecz tej branży pracują inne (m.in. przemysł materiałów budowlanych i wyposażenia mieszkań oraz handel), wówczas można uznać, że korzyści gospodarcze z budowy mieszkań są prawie dwukrotnie większe.

Mateusz Walewski podkreśla, że swoje wyliczenia oparł na danych z 2003 r., gdy wartość rynku mieszkaniowego szacowano na mniej więcej 23 mld zł. Według niego ewentualny wzrost sprzedaży mieszkań o 1 mld zł w ostatecznym rozrachunku przysporzyłby naszej gospodarce dodatkowe 1,3 mld zł oraz ok. 5,6 tys. miejsc pracy.

"MdM" nie taki kosztowny

Ten rok przyniesie najpewniej rekord pod względem liczby mieszkań, których budowę rozpoczęli deweloperzy. To efekt także rekordowej ich sprzedaży. Napędzają ją m.in. dopłaty do kredytu w ramach programu "Mieszkanie dla młodych" ("MdM"). Analityk portalu RynekPierwotny.pl Andrzej Prajsnar policzył na podstawie danych Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), który zarządza programem, że przez pierwsze 20 miesięcy jego działania beneficjenci sfinansowali nowe mieszkania i domy o wartości 6,2 mld zł. Kosztować to będzie budżet państwa 613 mln zł. Ile z tej kwoty wróci do niego? - Sprawozdania finansowe największych spółek deweloperskich sugerują, że podatek CIT płacony przez te firmy średnio wynosi ok. 4 proc. ich przychodów ze sprzedaży mieszkań - odpowiada Andrzej Prajsnar. I przypomina, że do mieszkań naliczana jest 8-proc. stawka VAT.

Analityk założył, że tylko część uczestników "MdM-u" musiałaby zrezygnować z zakupu lokum, gdyby nie dostali dopłaty. - Można ostrożnie przyjąć, że odsetek takich osób wynosi 20 proc., a pozostali beneficjenci dzięki dofinansowaniu kupili mieszkanie większe o 10 proc. - mówi Prajsnar. - Jeśli uwzględnimy wszystkie założenia, to okaże się, że wyższe wpływy podatkowe zmniejszają budżetowy koszt "MdM-u" o ponad jedną trzecią.

Andrzej Prajsnar zwraca uwagę, że jego obliczenia nie uwzględniają m.in. wyższych podatków od banków oraz firm wykańczających mieszkania i producentów materiałów budowlanych.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem