Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mateusz Kokoszkiewicz: Wszędzie toczy się dyskusja, jak pandemia wpłynie na gospodarkę i życie społeczne. Jakie zmiany zaobserwowaliście w P&G?

Loic Tassel, prezes P&G na Europę: Widać większą potrzebę wśród klientów, by kupować produkty dobrej jakości. Zwracają też większą uwagę na skuteczność towaru, gdy chodzi o higienę i czystość. Dlatego musieliśmy zmienić część naszej oferty, a także informacji, oraz podejście do innowacji, by się do tego dopasować.

Na przykład jakie zmiany zaszły w ofercie?

- Na przykład aby poprawić własności higieniczne, wprowadzaliśmy zmiany dotyczące płynów do mycia naczyń. Zwiększyliśmy moc naszych środków do zmywania naczyń, a także wprowadziliśmy na rynek nowy wariant proszków Ariel Oxy, który ma wyższy poziom czyszczenia i jakości. Ludzie zostają w domach i znacznie więcej konsumują w domach. Z tym wiąże się także większe zapotrzebowanie na produkty do czyszczenia, prania, zmywania, do czego musieliśmy się dopasować, w tym w naszych fabrykach.

Do jakich zmian doszło w zakładach?

- Średnio pięć do dziesięciu procent naszych pracowników było na kwarantannie, musieliśmy sobie poradzić z wyzwaniem absencyjnym, produkować trochę więcej, mając do dyspozycji trochę mniej ludzi. Udało się nam poradzić sobie z tym problemem, i nauczyć się, jak bardziej dopasowywać się do sytuacji na rynku.

Czyli zwolnienia nie były potrzebne?

- Jako gałąź gospodarki mamy to szczęście, że nasza sprzedaż nie spadła. W drugim półroczu nasza sprzedaż na świecie wzrosła o osiem procent, czyli więcej niż w poprzednich latach.

W Polsce ani w ogóle w Europie nikogo nie zwolniliśmy, przeciwnie, potrzebne było dodatkowe krótkoterminowe zatrudnienie w fabrykach, które odpowiadało większemu popytowi. Polska jest dla nas ważnym krajem. Mamy tu drugą największą liczbę pracowników w Europie i szóstą na świecie, bo oprócz sprzedaży i marketingu mamy trzy fabryki, w tym największy zakład Gillette na świecie w Łodzi, a także Centrum Planowania i hub IT w Warszawie.

Czyli w waszych danych sprzedażowych nie widać w ogóle kryzysu gospodarczego?

- Widać różnice między poszczególnymi  krajami - tam, gdzie było mniej państwowych pieniędzy w gospodarce, sprzedaż jest mniejsza albo podobna jak w ubiegłych latach.

W Polsce na wiosnę konsumenci kupowali mniej, gdy mieli obawy dotyczące wsparcia finansowego państwa i zaufanie do gospodarki było mniejsze. Chcieli więcej oszczędzać, niż wydawać. Ale w lecie sprzedaż ponownie wzrosła. Mamy nadzieję, że już tego lata będzie po pandemii, a wtedy Polska i cała Europa Środkowa wrócą do gospodarki sprzed kryzysu, kiedy mieliśmy wzrosty sprzedaży o 2-3 proc. Do tego potrzebne jest zaufanie, jeśli chodzi o przyszłość.

A czy podczas pandemii kupujemy w inny sposób?

- Wszędzie w Europie, także w Polsce, widzimy, że zamiast dużych zakupów raz na miesiąc w hipermarketach klienci coraz więcej kupują w pobliskich sklepach, w tym dyskontach. Prawdziwy boom przeżywa handel internetowy. W Europie zakupy online naszych produktów wzrosły aż o 50 procent, porównując drugi kwartał 2020 roku z takim samym okresem w roku poprzednim. W Polsce ten wzrost wyniósł 45 procent.

Były konieczne zmiany w logistyce?

- Tak, ale nie tylko w logistyce. Z myślą o handlu internetowym wdrożyliśmy szybsze procesy produkcyjne w naszych fabrykach, by zapewnić, że szybka dostawa, która jest esencją handlu w internecie, była logistycznie możliwa. To, że mamy duże fabryki w Polsce, pomaga nam na tym rynku, bo skraca czas.

Innym ważnym wyzwaniem, które czeka nas jako ludzkość, ale też wszystkie przedsiębiorstwa, jest kryzys klimatyczny. Czy jako P&G macie strategię zeroemisyjności?

- Tak, jako firma od dawna jesteśmy przywiązani do zrównoważonego rozwoju, i to na całym świecie. Jest to szczególnie istotne w Europie, gdyż to właśnie tu jest największy nacisk na ten temat ze strony konsumentów i rządów oraz organizacji pozarządowych. Dlatego wiele działań ekologicznych zaczyna się w Europie. W 2030 r. cała nasza firma na świecie ma zmniejszyć emisje CO2 o połowę. Moją ambicją jest, by w P&G w Europie udało się to wcześniej, bo tu ta potrzeba jest najsilniej artykułowana. Niedługo po 2030 r. nasza europejska działalność powinna być zeroemisyjna.

Jakie działania podejmiecie w fabrykach?

- Ważnym celem, który osiągniemy w tym roku, będzie zasilanie wszystkich naszych fabryk i centrów dystrybucyjnych w Europie z odnawialnych źródeł energii. W 2020 r. było to już ok. 90 procent.

Jednakże z badań wynika, że największa możliwość redukcji emisji dwutlenku węgla jest możliwa do osiągnięcia po stronie konsumenta, np. przez recykling produktów. Oczywiście nie możemy kontrolować konsumentów, ale możemy próbować wpływać na ich decyzje. Także w Polsce będziemy aktywnie promować pranie w 30 stopniach, na które pozwalają nasze produkty. Często wystarczy pranie w niższej temperaturze, co pozwoli oszczędzić prąd, a zatem i zmniejszyć emisje.

W jaki sposób można zmniejszyć ilość odpadów, które przecież pochodzą z waszych produktów?

- W Polsce w tym kwartale wprowadzamy nowy rodzaj aluminiowych butelek do szamponów, które mogą być wielokrotnie napełniane, zamiast jednorazowych butelek plastikowych. Są już one obecne na rynkach europejskich i teraz czekamy na reakcje konsumentów. W fabryce Gillette w Łodzi parę tygodni temu w ogóle usunęliśmy plastik z opakowań naszych ostrzy i maszynek do golenia. Używamy tylko kartonu nadającego się do recyklingu. Z badań wynika, że mężczyźni są tak samo jak kobiety zainteresowani ekologią. Zwiększamy też udział plastiku pochodzącego z recyklingu. Zobowiązaliśmy się, że do 2030 roku całość naszych opakowań będzie nadawała się do recyklingu lub ponownego użycia. Obecnie ok. 90 procent opakowań albo nadaje się do recyklingu, albo istnieją programy, które na recykling pozwolą. To i tak więcej, niż było dawniej, ale wyzwanie jest większe. W Europie chcemy, aby 100 procent naszych opakowań nadawało się do recyklingu znacznie przed 2030 rokiem.

Dlaczego teraz nie jest to 100 procent?

- Największym problemem jest brak infrastruktury, która pozwalałaby na efektywną zbiórkę i recykling każdego rodzaju plastiku. W całej Europie potrzebne jest zdecydowanie więcej sprzętu, a także miejsc do wyrzucania odpadów plastikowych, lepszy proces zbierania materiału i inwestycje w przetwórnie plastiku. Mamy nadzieję, że w kolejnych latach sytuacja się poprawi. Tym, co my możemy zrobić w kwestii gospodarki obiegu zamkniętego, jest wykorzystanie w opakowaniach plastiku pochodzącego z recyklingu. Osiągnęliśmy w tej kwestii duży postęp w ciągu ostatniego roku czy dwóch, ale obecnie problemem jest dostępność plastiku pochodzącego z recyklingu. Nie chodzi o to, że jest on bardziej kosztowny, bo na to jesteśmy przygotowani, ale o jego brak na rynku.

Producenci sprzętu elektrycznego są zobowiązani zadbać o zbieranie zużytych urządzeń. Co, gdyby firmy wprowadzające plastik na rynek miały takie obowiązki, w ramach rozszerzonej odpowiedzialności producenta?

- W niektórych państwach Europy są takie systemy, jeśli chodzi o plastik i inne opakowania. Jestem przekonany, że ustawodawstwo w Europie będzie nadal zmierzać w tym kierunku. A my jako przedsiębiorstwo przygotowujemy się do tego. Tak czy inaczej, nawet bez ustawodawstwa my będziemy zmierzać w tym kierunku.

Wiele osób ma wątpliwości, czy w ogóle jednorazowe produkty są potrzebne. Czy w przyszłości nie będą zakazane albo dodatkowo opodatkowane?

- Wygląda na to, że Komisja Europejska zmierza w kierunku znacznego ograniczenia plastiku jednorazowego użycia w ciągu najbliższych lat. Ważne natomiast, żeby nawet w sytuacjach, gdy jako społeczeństwo ze względu na potrzeby konsumentów musimy skorzystać z takiego plastiku, aby był on wykonany z materiałów nadających się do recyklingu. A potem, dzięki sprawnemu systemowi zbierania i przetwarzania odpadów, aby mógł wracać do użytku.

A czy w waszych laboratoriach nie można stworzyć produktów, które jednak byłyby bardziej wytrzymałe?

- Od lat pracujemy nad nowymi rozwiązaniami, bo zauważyliśmy ten trend w kierunku ekologii.

Najlepszym przykładem jest technologia suchej koncentracji EC30, która usuwa wodę z towaru. Wiele naszych produktów, jak szampony, nadal zawiera sporo wody. W przypadku nowej technologii, konsument sam miesza suchy produkt z wodą u siebie. Dzięki temu produkt zajmuje mniej miejsca, zatem można oszczędzić miliony ton opakowań, a także znacznie zmniejszyć nacisk na transport.

Myślę, że ta technologia będzie dużą zmianą na wszystkich etapach produkcji, dostaw, sprzedaży i konsumpcji.

Kiedy ta technologia pojawi się na rynku?

- Chciałbym, żeby było to już, ale realistycznie będzie to za trzy-pięć lat. Tyle trzeba, aby innowacja ta przeszła przez wszystkie procesy.

Jak jeszcze można zmniejszyć niekorzystny wpływ transportu? Czy macie w planach np. większe użycie kolei albo pojazdów elektrycznych?

- Tak, dużo pracujemy nad zmniejszeniem o połowę śladu węglowego w dziedzinie transportu. Właśnie przez zmniejszanie i koncentrowanie naszych produktów, ale też przez zwiększanie udziału kolei w sieci transportowej. W kilku państwach Europy testujemy też ciężarówki napędzane wodorem. To dosyć skomplikowany proces, ale wstępne wyniki są obiecujące. Jeśli to się uda, to za trzy-cztery lata pojawią się w naszej flocie.

Loic Tassel, prezes P&GLoic Tassel, prezes P&G Fot. Simon Dawson/Procter & Gamble

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.