Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Proponowana przez Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wywołała spore emocje w czasie ubiegłotygodniowej debaty w redakcji "Wyborczej" . O jak najszybsze skierowanie projektu do Sejmu, by mógł ją uchwalić jeszcze w tej kadencji, apelują aktywiści miejscy m.in. z Warszawy, Łodzi, Poznania i Wrocławia. W czasie debaty reprezentowała ich Joanna Erbel.

Chaos i wysokie koszty

Wyjaśniała, że nowe przepisy zachęciłyby gminy do uchwalania planów zagospodarowania, które mówią, co i gdzie można budować. Równocześnie gmina zobowiązałaby się do budowy dróg, infrastruktury technicznej (woda, kanalizacja) i społecznej (szkoły czy przedszkola). Zapobiegałoby to niekontrolowanemu rozlewaniu się miast, bo inwestycje powstawałyby tylko tam, gdzie infrastruktura już istnieje lub planowana jest jej budowa, m.in. na podstawie prognoz demograficznych. Mało kto się zastanawia, jak wysokie są jej koszty na obszarach o niskiej gęstości zaludnienia. Wiceminister infrastruktury i rozwoju Paweł Orłowski mówił, że w Warszawie są 16-krotnie wyższe niż w Londynie!

O połowę inwestycji mniej

Dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich ( PZFD ) Konrad Płochocki zapewniał, że deweloperom marzy się sytuacja, w której nowe inwestycje powstają na terenach objętych planami zagospodarowania przestrzennego. Problem w tym, że takich planów jest wciąż mało, zaś kolejne powstają w powolnym tempie (rocznie średnio 1 proc. obszarów gmin). W tej sytuacji niemal połowa nowych inwestycji powstaje na podstawie decyzji o warunkach zabudowy. - Proponowana przez ministerstwo nowelizacja w praktyce zlikwiduje taką możliwość - ostrzegał Płochocki. I wyjaś-nił, że ponieważ w przypadku każdej większej inwestycji konieczna jest budowa infrastruktury, inwestor nie uzyska decyzji o warunkach zabudowy. Grozi to gwałtownym spadkiem liczby nowych inwestycji.

Ponadto w PZFD obawiają się gwałtownego wzrostu popytu na działki objęte planem, a w konsekwencji - wzrostu ich cen.

Zmusić gminy do działania

Takie argumenty nie przekonały min. Orłowskiego. Przypomniał, że nowelizacja przywraca decyzjom o warunkach zabudowy właściwy charakter. W ustawie przewidziano je bowiem jako ostateczność. Min. Orłowski podkreślał, że w projekcie przewidziano roczny okres vacatio legis, zaś wydane już decyzje będą ważne jeszcze przez dwa lata. - Tylko w taki sposób możemy wymusić tworzenie planów - mówił.

Dodajmy, że nowela umożliwiałaby uchwalanie planów na wniosek inwestorów, którzy zobowiązywaliby się do wybudowania infrastruktury i bezpłatnego przekazania jej gminie.

Sęk w tym, że choć projekt nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jest gotowy, rząd nie podjął jeszcze decyzji o jego skierowaniu do Sejmu. Min. Orłowski wciąż wierzy jednak w to, że w tej kadencji uchwalenie ustawy jest możliwe. Jednak wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Andrzej Adamczyk (PiS) sceptycznie odniósł się do pomysłu nowelizacji. - Nie stać nas na tego typu punktowe zmiany. Musimy przygotować i przyjąć kodeks urbanistyczno-budowlany - mówił Adamczyk. Min. Orłowski ripostował, że zmiany kodeksowe wymagają długiego okresu przejściowego. Zmiany potrzebne są zaś już teraz. - Stan naszej przestrzeni wymaga zrównoważenia interesu publicznego i prywatnego - stwierdził.

Niezbędny kapitał prywatny

Rozlewaniu się miast przeciwdziałać ma także rewitalizacja starych dzielnic mieszkaniowych i terenów poprzemysłowych. Dwa dni po naszej debacie Sejm uchwalił ustawę, która ją przyspieszy, bo do wielu miast popłynie na ten cel rzeka pieniędzy, m.in. 25 mld zł z funduszy unijnych. Beneficjentem tej pomocy będzie najpewniej Łódź, która ma już przygotowaną strategię.

- Chcemy zaproponować firmom deweloperskim wspólne budowanie. Przekażemy im tereny w zamian za pulę mieszkań, które wynajmiemy na określony czas - mówiła w czasie debaty prezydent Łodzi Hanna Zdanowska. Wyjaśniła, że partnerstwo publiczno-prywatne jest konieczne, bo miasto nie jest w stanie samodzielnie finansować tak gigantycznego przedsięwzięcia. Pieniądze z funduszy unijnych są zaś kroplą w morzu potrzeb.

Prezes fundacji Centrum Partnerstwa Publiczno-Prywatnego Irena Herbst poinformowała, że w ustawie o rewitalizacji przewidziano bardzo ważną poprawkę do ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Ułatwi ona budowę w tej formule mieszkań pełniących funkcję komunalnych, bo wynagrodzenie, które zapłaci gmina prywatnemu partnerowi z tytułu wydatków inwestycyjnych, nie zwiększy jej długu publicznego. - Przy określonych wpływach z podatków będziemy mogli zrobić dużo więcej - cieszyła się prezydent Zdanowska.

Co na to deweloperzy?

- To dobra propozycja. Mam nadzieję, że nie tylko władze Łodzi dojdą do przekonania, że jesteśmy po jednej stronie barykady - mówił prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich Grzegorz Kiełpsz. - Wprawdzie mamy różne interesy i zajmujemy się różnymi rodzajami działalności, jednak w sprawach dotyczących mieszkań i przywracania życia centrom miast powinniśmy działać wspólnie.

- Zapraszamy - zwróciła się do deweloperów pani prezydent. I zapewniła, że koszty budowy mieszkań nie będą wysokie, bo tereny są w stu procentach uzbrojone. Gmina nie poniesie też dodatkowych kosztów związanych z budową szkół czy przedszkoli, bo tego typu placówki już są.

Prezes firmy doradczej REAS Kazimierz Kirejczyk zwrócił jednak uwagę, że jest bardzo droga rewitalizacja starych kamienic. Problemem mogą być mieszkający w nich do tej pory lokatorzy, którzy nie będą w stanie płacić wyższego niż do tej pory czynszu.

Materiały partnera

 

.

Zobacz też: Mieszkanie. Zakup czy wynajem? - Samcik Prześwietla

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.