Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spadające oprocentowanie lokat nie zachęca do trzymania oszczędności w bankach. Z analizy HRE Investments, holdingu inwestycyjnego działającego w sektorze nieruchomości, wynika, że Polacy wyciągnęli z bankowych lokat najwięcej pieniędzy w historii. Na koniec czerwca mieli na nich oszczędności w wysokości 250,3 mld zł. Jeszcze miesiąc wcześniej było to 262,8 mld, a więc o 12,5 mld zł więcej. Od lutego, kiedy statystyki nie były jeszcze dotknięte skutkami epidemii, saldo bankowych lokat Polaków spadło o ponad 40 mld zł.

– Dużych odpływów kapitału z lokat możemy się spodziewać jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy. Powód jest prosty – banki sukcesywnie w ostatnich miesiącach pogarszały ofertę depozytową. W efekcie ktoś, kto lokatę zakładał na początku roku lub wcześniej, dziś dozna niemałego szoku, gdy bank zaproponuje mu odnowienie lokaty z oprocentowaniem na poziomie nie kilku procent, ale kilku promili – zauważa Bartosz Turek, analityk HRE Investments.

Mieszkanie zamiast lokaty

Polacy pieniądze z lokat przesuwają na rachunki bieżące i oszczędnościowe, ale też inwestują, coraz częściej w nieruchomości. – Od momentu wybuchu pandemii wielu klientów wycofało depozyty z banków i zdecydowało się na zakup nieruchomości. To obecnie najbezpieczniejsza lokata kapitału. Co ciekawe, w większości są to klienci, którzy przeznaczają na ten cel gotówkę.

W czasie koronawirusa transakcje gotówkowe stanowiły w naszym biurze nieruchomości 90 proc. wszystkich transakcji, jakie przeprowadziliśmy do tej pory

– mówi Radosław Góral, starszy specjalista ds. sprzedaży i wynajmu nieruchomości w Nowodworski Estates.

Inwestorzy, którzy odwiedzają to biuro nieruchomości, coraz częściej szukają prestiżowych lokalizacji. Zdaniem Radosława Górala jest to dobre posunięcie inwestycyjne. – Inwestorzy zdecydowali się na poszukiwanie droższych mieszkań – zamiast kupować lokal za kwotę 350-400 tys. zł, inwestują w nieruchomości o wartości od 700 tys. zł do nawet 1 mln zł. Okazuje się, że jest to strzał w dziesiątkę. Wszystko dlatego, że na rynku nie ma zbyt wielu takich nieruchomości, natomiast zainteresowanie nimi na rynku najmów jest naprawdę bardzo duże – tłumaczy Radosław Góral.

Z historią w tle

– Jeśli chodzi o lokalizację, to zdecydowanie wygrywają tutaj miejsca z dobrym dostępem do komunikacji miejskiej, raczej w centralnych częściach miasta – przyznaje Mariusz Bryksy, właściciel firmy deweloperskiej Bryksy.

Duży potencjał inwestycyjny mają największe miasta w Polsce: Warszawa, Gdańsk, Kraków czy Wrocław, gdzie ceny mieszkań są najwyższe. 

Wybór miasta to jedno. Drugie to lokalizacja mieszkania. O atrakcyjne miejsce wcale nie jest łatwo. Centra miast są już mocno wyeksploatowane i trudno znaleźć choć kawałek przestrzeni dla nowych inwestycji. Wielu deweloperom wciąż jednak udaje się zaskoczyć klientów. Najciekawsze wydają się miejsca z historią w tle. Te mogą dać sporo zarobić w przyszłości.

Deweloperzy coraz chętniej decydują się na rewitalizowanie historycznych miejsc. To z jednej strony odpowiedź na brak gruntów pod zabudowę w centrach miast, z drugiej sposób na dawanie nowego życia zabytkowym obiektom. – Patrząc na europejskie przykłady, tj. londyńskie Soho czy HafenCity w Hamburgu, widzimy, że inwestowanie w tereny rewitalizowane bardzo opłaciło się ówczesnym inwestorom. W Warszawie mamy podobny przykład – inwestycję Praska Moderna na Starej Pradze. Od kilku lat obserwujemy dynamiczny wzrost cen mieszkań w tej dzielnicy oraz coraz większe zainteresowanie tym wyjątkowym miejscem z duszą. Dzieje się tak dlatego, że Praga staje się modna, przyciąga artystów i koneserów historii, a za nimi podąża biznes, który wpływa na wzrost wartości nieruchomości. Kamienice są sukcesywnie odnawiane przy jednoczesnym zachowaniu praskiego klimatu. Deweloperzy budują nowe apartamentowce, wprowadzają się nowi, młodzi mieszkańcy – mówi Ewa Załęgowska-Boguszewicz, dyrektor sprzedaży Moderna w Warszawie.

Teatralna przestrzeń

Moderna podjęła się również rewitalizacji przestrzeni w Gdańsku. Stworzyła inwestycję w samym centrum miasta, w odległości zaledwie 900 metrów od słynnego posągu Neptuna. Powstała ona w sąsiedztwie zabytkowego budynku dawnych koszar wojskowych, a swoją nazwę – Scala – wzięła od istniejącego tu niegdyś Teatru Scala. To miejsce wpisujące się architekturą w styl i klimat Starego Miasta. Osiedle składa się z 7 budynków, które rozplanowano z oddechem, tworząc między nimi zieloną przestrzeń.

Ciekawa inwestycja powstała także we Wrocławiu. Frima Atal zdecydowała się na rewitalizację dawnego młyna Różanka przy ul. Obornickiej, powstałego na początku XX wieku. Niegdyś produkowano tu mąkę, teraz można tu zamieszkać. Atal przearanżował budynek na lofty, zachowując zabytkowe detale.

Plan inwestycji

Wraz z wyborem lokalizacji trzeba zastanowić się nad metrażem. – Obserwując rynek nieruchomości inwestycyjnych na przestrzeni ostatnich lat, widzimy, że największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się mieszkania od ok. 30 mkw do ok. 40 mkw. Jest to całkiem zrozumiałe, gdyż takie lokale najłatwiej potem wynająć. Warto zauważyć, że coraz większe zainteresowanie zyskują obecnie tzw. mikrolokale, czyli lokale inwestycyjne od ok.18 mkw do maksymalnie 25 mkw. Inwestorzy widzą w nich ogromny potencjał – mówi Mariusz Bryksy.

Ale to, jaki metraż wybierzemy i w jakiej lokalizacji, determinować powinna zasobność naszego portfela. – Należałoby na starcie odpowiedzieć na pytanie, komu chcielibyśmy wynajmować mieszkanie. W ten sposób ukierunkujemy się na konkretną niszę rynkową. Weryfikacja naszych oczekiwań z rynkową rzeczywistością może zmusić nas do przemodelowania naszego sposobu myślenia – zauważa Marcin Bas, właściciel firmy ESTIT, zajmującej się obsługą rynku nieruchomości w zakresie doradztwa, pośrednictwa i wyceny.

Ekspert radzi, by zwrócić też uwagę na łatwość wyjścia z takiej inwestycji. – Jeśli mamy bardziej nietypową nieruchomość, to czas jej sprzedaży jest odpowiednio dłuższy. W takim przypadku naturalne wydawałoby się inwestowanie w popularne nieruchomości, dostępne dla szerokiego grona odbiorców np. z uwagi na tzw. niski próg wejścia – mogą to być dla przykładu na rynku mieszkaniowym kawalerki i mieszkania 2-pokojowe, a na rynku komercyjnym mogłyby to być lokale niemieszkalne o małych powierzchniach – radzi.

Ruch na rynku będzie trwał

Brak nadziei na wyższe oprocentowanie lokat sprawi, że ruch na rynku nieruchomości szybko się nie skończy. – Samo posiadanie apartamentu to dochód pasywny, a w dobrej lokalizacji jego wartość będzie rosła w czasie. Dla nabywców kupujących pod wynajem może być też źródłem regularnych zysków, dzięki najmowi krótko, długo lub coraz modniejszego średnioterminowego bądź hybrydowego. Pamiętajmy jednak, że aby zarabiać na nieruchomościach, trzeba mieć na nie pomysł i zastanowić się, kto będzie ich odbiorcą – mówi Ewa Załęgowska-Boguszewicz, dyrektor sprzedaży Moderna w Warszawie.

Początkującym inwestorom Marcin Bas, właściciel firmy ESTIT, radzi korzystanie ze wsparcia ekspertów. – Notariusz, prawnik, rzeczoznawca majątkowy, pośrednik w obrocie nieruchomościami, zarządca nieruchomości, architekt IARP, konstruktor, geodeta to tylko niektóre z listy osób, które mogą być pomocne przy inwestowaniu w nieruchomości, a tym samym podwyższają bezpieczeństwo całego procesu transakcji – tłumaczy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.