Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Branża turystyczna, dotkliwie cierpiąca z powodu koronawirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę COVID-19, zaapelowała w piątek do premiera o podjęcie działań zabezpieczających ją przed dramatycznymi skutkami masowego odwoływania przez klientów podróży.

W poniedziałek z przedstawicielami różnych segmentów branży turystycznej spotkali się minister rozwoju Jadwiga Emilewicz i wiceminister Andrzej Gut-Mostowy, by wysłuchać ich problemów i stworzyć katalog proponowanych rozwiązań.

 Branża turystyczna jako całość przeżywa chwile dramatyczne, a nie wiemy, co będzie za kilka tygodni – ocenił po spotkaniu Andrzej Gut-Mostowy.

Sytuacja się ciągle zmienia. W całej Europie jest coraz więcej zachorowań na COVID-19, a wielu turystów z wykupionych wyjazdów wakacyjnych nie rezygnuje od razu, tylko obserwuje rozwój sytuacji.

- W zależności od touroperatora turyści mają możliwość rezygnacji z wycieczki po najniższych kosztach od 40 do 30 dni przed wylotem. Trudno więc teraz mówić o anulowaniu letnich imprez, skoro turyści mogą na takich samych warunkach zrobić to w maju czy czerwcu – zauważa Jarosław Kałucki, rzecznik prasowy Travelplanet.pl.

Turyści dobrze chronieni

Osoby podróżujące z biurami podróży za granicę nie mają się czego obawiać i w razie plajt touroperatorów będą miały za co wrócić do kraju. Jak uspokajał Gut-Mostowy, dwufilarowy system zabezpieczenia turystów działa sprawnie. Pierwszym filarem są gwarancje bankowe i ubezpieczeniowe, a drugim Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, w którym na koniec ubiegłego roku była zgromadzona suma 153 mln zł.

O ile jednak turyści są zabezpieczeni na wypadek plajty biur podróży, to biura te z kolei mogą realnie obawiać się bankructwa. Chcąc się przed nim chronić, Polska Izba Turystyki proponowała wykorzystanie środków zgromadzonych w Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. Na to rozwiązanie jednak stanowczo nie zgadza się minister Jadwiga Emilewicz, która uważa, że ma on służyć tylko do tego, do czego został ustawowo powołany, czyli do sprowadzania do kraju klientów upadłych biur podróży.

Touroperatorzy boją się plajt

Branża turystyczna wystąpiła z wieloma propozycjami, które mają jej pomóc przetrwać ciężkie czasy.

Kluczowe są dwie sprawy. Pierwszą jest zapewnienie podtrzymania płynności finansowej firm turystycznych poprzez udzielenie im kredytów, najlepiej nieoprocentowanych, których mógłby udzielać Bank Gospodarstwa Krajowego. Drugi postulat to czasowe zawieszenie opłacania składek na ZUS, co pozwoliłoby przedsiębiorcom uniknąć redukcji zatrudnienia.

O innych rozwiązaniach Gut-Mostowy nie chciał mówić.

- Przedstawi je jutro na Radzie Ministrów minister Jadwiga Emilewicz. Kiedy zostaną zaakceptowane, będziemy mogli mówić o konkretach – wyjaśniał wiceminister.

Wśród rozwiązań proponowanych przez Polską Izbę Turystyki znalazły się też m.in. promowanie za granicą podróży do Polski, jasne wskazanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako jedynego źródła wiarygodnych informacji dotyczących bezpieczeństwa podróży do poszczególnych regionów turystycznych świata oraz stanu bezpieczeństwa podróżnych przyjeżdżających do Polski i „wstrzymanie rozpowszechniania szkodliwych dla wizerunku branży, niezgodnych z prawdą informacji dotyczących obowiązków organizatorów turystyki podawanych przez przedstawicieli organów państwa”.

To ostatnie, jak wskazywał w komentarzu Paweł Niewiadomski, prezes PIT, ma dla branży dotkliwe konsekwencje, gdyż PIT na podstawie udostępnianych przez jej członków informacji o wielkości sprzedaży odnotowuje olbrzymie wahnięcia w bieżących przychodach w reakcji na takie informacje.

„To przekłada się na straty finansowe przedsiębiorców w wielu wypadkach zagrażające ich funkcjonowaniu. Kształtowanie przekonania opinii publicznej, że samo poczucie zagrożenia jest podstawą do zwrotu wszystkich wniesionych wpłat na rzecz organizatora, jest niezwykle szkodliwe. W przypadku przedłużania się występowania koronawirusa takie informacje mogą doprowadzić wielu organizatorów na skraj zapaści finansowej, ponieważ klienci masowo będą żądać od nich zwrotów wpłaconych środków” - napisał Paweł Niewiadomski.

Uczestnicy poniedziałkowego spotkania powołali sztab kryzysowy, który ma spotykać się co dwa tygodnie i na bieżąco podejmować konkretne działania ratunkowe. W skład zespołu weszło dziesięć osób, po jednej z każdego sektora turystyki.

Na koronawirusie cierpi nie tylko branża turystyczna.

- W moim przekonaniu straty polskiej gospodarki już przekraczają miliard złotych – ocenił Andrzej Gut-Mostowy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.