Sebastian Kwass porzucił pracę w poligrafii, by spełnić marzenie o prowadzeniu własnej restauracji McDonald's. Dzisiaj jako franczyzobiorca zarządza pięcioma lokalami w województwie lubelskim. "Współpraca z McDonald's to dla mnie także stały rozwój i wzajemność w twórczej wymianie myśli" - mówi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pamięta Pan swoją pierwszą wizytę w McDonald’s?

Sebastian Kwass, franczyzobiorca McDonald’s: Pamiętam doskonale, mimo że miałem zaledwie dziewięć lat! Hamburger w kanadyjskim Calgary, gdzie pojechałem w odwiedziny do rodziny, był zupełnie jak z innej planety. To było jak zanurzenie się w innym świecie smaków, dźwięków i kolorów. Takie rzeczy pamięta się bardzo długo. W Polsce, już jako czternastolatek, często zaglądałem do pierwszej restauracji McDonald’s we Wrocławiu, otwartej w 1993 roku na parterze Domu Towarowego „Renoma". Dla młodych ludzi, licealistów, było to miejsce stałych spotkań i budowania więzi na lata.

Po latach został Pan franczyzobiorcą McDonald’s. Jak to się stało?

Historia zaczyna się w 2006 roku. Właśnie wtedy miałem się przeprowadzić z rodzinnego Wrocławia do Tarnobrzega, gdzie rozpoczynałem duży projekt w drukarni dla lokalnych gazet. Przy pierwszej wizycie w tym zupełnie mi nieznanym mieście zapytałem przechodnia o najbliższą restaurację McDonald’s – nie wiedział, o co mi chodzi. Drugi zmarszczył czoło ze zdziwienia, trzeci to samo, dopiero czwarta osoba była konkretna – „jak pan jest głodny, to pojedzie pan 80 km do Rzeszowa albo 100 km do Kielc". Pamiętam jak dziś – spojrzałem na mamę, mama na mnie i zaczęliśmy rozmowę, że byłoby dobrze, żebyśmy tu kiedyś wybudowali restaurację McDonald’s. Może nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że dokładnie po pięciu latach, dokładnie w tym miejscu, gdzie wtedy staliśmy i o tym rozmawialiśmy, powstała pierwsza tarnobrzeska restauracja McDonald’s. Mając w ręce jeszcze ciepły egzemplarz gazety z informacją na ten temat pomyślałem, że to chyba już pora na mnie, że trzeba działać – pojechałem więc na warszawskie targi franczyzy. Na ostateczną decyzję na pewno miała wpływ moja mama, która zachęcała mnie mówiąc: „Spróbuj! Dasz radę!". Przekonała mnie także rozmowa z jednym z franczyzobiorców McDonald’s, który na moje pytanie czy warto, odpowiedział krótko: „To była moja najlepsza decyzja w życiu".

Kiedy i gdzie otworzył Pan pierwszą restaurację?

Franczyzobiorcą McDonald’s zostałem 1 marca 2018 roku. Przejąłem działającą już restaurację w Markuszowie, przy trasie S17 w okolicach Lublina, a za pół roku kolejną – po drugiej stronie drogi. Restauracje tego typu, zlokalizowane na tzw. MOP-ach, czyli w Miejscach Obsługi Podróżnych, mają swoją specyfikę i są dość trudne do prowadzenia. Jednak przyjemność obsługiwania ludzi z całego świata, także tych znanych z telewizyjnych i kinowych ekranów, wynagradza codzienne trudy.

Trudno było zostać licencjobiorcą McDonald’s? Jak wyglądała ta droga?

Procedura rekrutacji jest dość rozbudowana i wymaga dużego zaangażowania ze strony potencjalnych franczyzobiorców. Przekonujący list motywacyjny i dobre CV to oczywiście podstawa. Konieczna jest także pełna świadomość stanu swoich finansów. Poprzeczka jest zawieszona dość wysoko, ale i stawka gry jest niebanalna – chodzi o resztę zawodowego życia. Nie słyszałem o przypadku rezygnacji z franczyzy w McDonald’s. Kluczem do sukcesu jest pierwsza kilkudniowa praktyka w jednej z działających restauracji. Zaczyna się od najprostszych prac, smażenia frytek, dbania o czystość toalet, składania kanapek, robienia kawy oraz witania gości. Dla każdego kandydata to także szansa na sprawdzenie, czy nie ma zbyt dużego rozdźwięku między marzeniami a rzeczywistością. Jeśli na tym etapie człowiek wykaże się inicjatywą, pomysłowością i wytrwałością, to będzie miał szansę na pełne zaprezentowanie się przed zarządem McDonald’s Polska.

To decydująca chwila?

Tak, ale to nie koniec drogi do własnej restauracji. Po niej rozpoczyna się wielomiesięczne, kompleksowe szkolenie, poznawanie setek procedur, sposobów radzenia sobie z problemami, praca po kolei na każdym stanowisku. Jeśli uniknie się zniechęcenia, następuje wiekopomna chwila, gdy kandydat dowiaduje się, że zebrał bardzo pozytywne opinie od swoich przełożonych i na pewno dostanie pierwszą restaurację. Gdzie? Nie jest to najważniejsze, bo pojawia się refleksja, ale i satysfakcja, że pokonało się tyle trudności, zostawiło za sobą setki kontrkandydatów, że w końcu nawet konieczność przeprowadzki do nowego miasta i rozpoczęcia całkiem nowego życia nie będzie żadnym zmartwieniem. Ostatecznie z Tarnobrzega przeprowadziliśmy się całą rodziną do Lublina. To była jedna z najlepszych decyzji.

Jakie cechy trzeba mieć, aby zostać franczyzobiorcą McDonald’s?

W Polsce jest ponad osiemdziesięciu franczyzobiorców McDonald’s. To osoby w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami zawodowymi. To przedsiębiorcy od urodzenia, jak i menedżerowie z dużych korporacji lub właściciele małych firm – pełne spektrum ludzkich postaw i motywacji. Myślę, że nasze cechy wspólne, to chęć sprostania wyzwaniom zbudowana na fundamencie pracowitości, biznesowej rzetelności i wytrwałości. Wielkie znaczenie mają także tzw. umiejętności miękkie, czyli talent do wyszukiwania odpowiednich ludzi, budowania z nimi prawidłowych relacji i co najważniejsze – do rozwiązywania problemów międzyludzkich. Jak w każdej większej zbiorowości, nie brakuje trudnych spraw, a talent w tej dziedzinie jest bezcenny.

Wspomniał Pan o budowaniu zespołu. Jak dużo osób pracuje w restauracjach, które Pan prowadzi?

Może tego nie widać na co dzień, ale w każdej restauracji zatrudniamy na stałe ok. 60-70 osób. Zatem pięć restauracji daje pracę ponad 300 osobom, w tym kilkunastu osobom z niepełnosprawnościami. Zatrudniamy także pracowników z ukraińskich restauracji McDonald’s, zamkniętych po wybuchu wojny.

Zbudowanie tak dużego zespołu zapewne nie byłoby możliwe, gdyby nie franczyza. Jakie, Pana zdaniem, są największe korzyści z prowadzenia restauracji w tym modelu?  

W porównaniu do branży poligraficznej i mojego poprzedniego zawodu, bycie franczyzobiorcą McDonald’s to jak przelot na inną planetę. W wymiarze zawodowym to nowe olbrzymie doświadczenie menedżerskie – liczba pracowników i procedur, ścisła współpraca z korporacją o światowym zasięgu i marką znaną chyba wszystkim ludziom na świecie, codzienne wyzwania i problemy do rozwiązania… Wszystko to przeniosło mnie na zupełnie inny poziom umiejętności i kwalifikacji. W wymiarze osobistym także wyszło to mojej rodzinie na zdrowie – dzieci uczęszczają do fajnych szkół, a my z żoną mamy czas dla nich i dla siebie. Franczyza w McDonald’s to także sukces finansowy – dla wielu osób jest to dostatecznie silna motywacja, aby próbować swoich sił. W tym wymiarze – też warto!

Co we współpracy z McDonald’s docenia Pan najbardziej?

Ray Kroc powiedział kiedyś, że McDonald’s to rodzina. Te słowa są wciąż aktualne. Nawet w drobnych sprawach czuć wsparcie ze strony korporacji i innych franczyzobiorców z doświadczeniem większym niż moje – to się naprawdę docenia w trudnych momentach, jak chociażby w czasie pandemii. Fundamentem takich relacji jest wzajemne zaufanie. Współpraca z McDonald’s to dla mnie także stały rozwój i wzajemność w twórczej wymianie myśli – dotyczy to nie tylko menu w restauracji, ale i sposobów obsługi gości, infrastruktury teleinformatycznej czy procedur. Dzięki temu czuję, że mam wpływ nie tylko na swoje restauracje, ale również na całą globalną sieć. To przyjemna myśl. Poza tym McDonald’s zajmuje się rzeczami, na które najprawdopodobniej nie miałbym ani sił, ani środków – mam na myśli ogólnokrajową reklamę i promocję, budowę sieci sprawdzonych i niezawodnych dostawców.

Czy pomimo franczyzy ma Pan możliwość podejmować własne inicjatywy?

Restauracje McDonald’s są nieodłączną częścią lokalnych społeczności. Tworzą one nowe miejsca pracy, są kolejnym punktem spotkań młodzieży i turystów, ale i miejscem, gdzie można się z rodziną wybrać na obiad. Jeśli jakoś mogę lokalnie pomóc – robię to. Bardzo dobrze układa mi się współpraca z urzędami miast i gmin, szczególnie w Krasnymstawie, Kraśniku i Markuszowie, gdzie z chęcią powitano pojawienie się nowego przedsiębiorcy.

Wspieranie lokalnych społeczności to dla mnie naturalny odruch – takich inicjatyw było już kilkadziesiąt. Wspieramy domy dziecka, sponsorujemy lokalne imprezy kulturalne i sportowe. Wraz z franczyzobiorcami z Lublina nawiązaliśmy współpracę z Uniwersyteckim Szpitalem Dziecięcym w Lublinie, w ramach której wspólnie zakupiliśmy meble oraz pompy dla oddziału onkologii.

W czasie pandemii wspieraliśmy lekarzy i pacjentów w lubelskich szpitalach. Po wybuchu wojny w Ukrainie nasza pomoc nabrała zupełnie innego wymiaru. W Markuszowie w naturalnym odruchu stworzyliśmy punkt pomocy dla Ukraińców podróżujących w głąb Polski. Mogli u nas skorzystać z bezpłatnej pomocy, ciepłych posiłków, napojów, dostać ubrania i leki. Pomagaliśmy, jak umieliśmy.

Zarządza Pan pięcioma restauracjami. Czy udaje się Panu bez problemu godzić życie zawodowe z prywatnym?

Uchwycenie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym nie jest łatwe. Work-life balance już niejednego zwiódł na manowce. To zadanie z kategorii tych wymagających stałej uwagi i rozwagi przy podejmowaniu decyzji. Czas wolny staram się w całości poświęcić rodzinie. Dzięki temu mogę liczyć na wzajemność – jeśli są takie dni, które wymagają ode mnie pełnego zaangażowania w sprawy restauracji, cieszy mnie ich wyrozumiałość i zrozumienie sytuacji. Jako rodzina często stołujemy się w naszych restauracjach – lubimy te smaki. Zatem McDonald’s to nasza rodzinna sprawa. Na hobby zostaje niewiele czasu, ale dzięki temu doceniam każdą wolną chwilę. Z przyjemnością słucham audiobooków, interesuje mnie motoryzacja i podróże – świat jest pełen ciekawych miejsc i ludzi.

Sebastian Kwass związany jest z McDonald's Polska od 2018 roku. Obecnie jako franczyzobiorca zarządza pięcioma restauracjami w województwie lubelskim (Lublin, MOP Markuszów Północ, MOP Markuszów Południe, Zamość, Krasnystaw). 

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej