Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W marcu pan Paweł przedłużył umowę z Polkomtelem – operatorem sieci Plus. Nowa umowa miała obowiązywać 27 miesięcy i obejmowała tylko usługi telekomunikacyjne (umowa bez telefonu). W pakiecie nasz czytelnik dostał nielimitowane rozmowy do wszystkich sieci komórkowych i stacjonarnych, SMS-y i MMS-y oraz 10 GB transferu danych.

Umowę do domu dostarczył kurier. Dopiero wtedy pan Paweł dowiedział się, że za jej zerwanie przed terminem musiałby zapłacić operatorowi 1125 zł. – Mój miesięczny abonament brutto wynosi 23,37 zł. Zatem wartość wszystkich opłat abonamentowych za cały okres trwania umowy to 630,99 zł. Kara jest prawie dwa razy większa – pisze pan Paweł.

Dodaje, że taki zapis powoduje, że całkowicie nieopłacalne jest zerwanie umowy przed końcem jej trwania, nawet gdyby chciał z góry opłacić wszystkie 27 rachunków. - Kara nie powinna być większa niż całkowita wartość wszystkich okresów abonamentowych – uważa pan Paweł.

Jak twierdzi, wszelkie próby kontaktu i porozumienia w sprawie wysokości kary za zerwanie umowy operator odrzucił.

Promocja i ulga kluczem do kary

Zgodnie z ustawą Prawo telekomunikacyjne operator może zażądać kary z zerwanie umowy, ale nie może jej ustalać według własnego widzimisię. Kara nie może być wyższa niż wartość przyznanej abonentowi tzw. ulgi.

To różnica między tzw. standardowym cennikiem operatora a ofertą, jaką otrzymał klient. O tym, ile wynoszą standardowe stawki, mogli przekonać się klienci, którym skończyła się umowa, ale nie podpisali nowej. W takiej sytuacji operatorzy mają prawo automatycznie ją przedłużyć, ale wówczas stosują stawki standardowe. Sygnałem, że tak się stało, zwykle jest znacznie wyższy rachunek za telefon.

Ulga wskazana w umowie

– Abonent ma możliwość zweryfikowania czy ulga jest prawidłowo naliczona. Ulga jest udzielana zawsze od „zwykłej” oferty, więc przy odrobinie samozaparcia można ją samodzielnie obliczyć. Kwota ulgi jest także wskazana wprost w umowie. Stanowi to zresztą warunek jej skutecznego naliczenia – wyjaśnia Jakub Woźny, adwokat w Kancelarii Prawnej Media.

Jeśli np. umowa podpisywana jest na dwa lata, abonament miesięczny wynosi 50 zł, a wartość przyznanej ulgi 50 zł, to kara umowna nie może być wyższa niż 1200 zł.

– Przedsiębiorca telekomunikacyjny może obciążyć abonenta obowiązkiem zwrotu ulgi liczonej proporcjonalnie do okresu trwania umowy – precyzuje Jakub Woźny.

W naszym hipotetycznym przypadku 1200 zł zapłaciłby klient, jeśli z umowy zrezygnowałby zaraz po jej podpisaniu. Jeśli zrobi to po roku, wówczas kara spadnie do 600 zł itd.

Zgodnie z przepisami zasady ustalania wysokości kar są takie same, niezależnie czy umowę podpisuje konsument czy przedsiębiorca.

Kary z kosmosu

– Kary naliczane przez operatorów mogą wydawać się wysokie i czasem trudno znaleźć ich ekonomiczne uzasadnienie – mówi nam ekspert rynku telekomunikacyjnego. Prosi, by nie podawać jego nazwiska.

Broni jednak operatora, z którym pan Paweł podpisał umowę. – To naprawdę dobra oferta. Nielimitowane rozmowy, SMS-y i MMS-u i aż 10 GB internetu za mniej niż 25 zł trudno by dziś znaleźć na rynku – przekonuje.

Wyjaśnia, że telekomy inwestują długoterminowo duże pieniądze. – Prognozując wydatki muszą wiązać klientów na dłużej. Właśnie temu mają służyć m.in. kary. Gdyby za zerwanie umowy kara wynosiła np. 100 zł, to lojalność klientów byłaby niewielka. Przy pierwszej lepszej okazji przenosiliby się do konkurencji, która daje więcej i taniej – mówi nasz rozmówca.

Zniżki i 2600 zł za zerwanie

Wysokość kary za zerwanie umowy trudno jednak uzasadnić w przypadku oferty, jaką T-Mobile przedstawił panu Maciejowi. Kilka miesięcy przed końcem dotychczasowej umowy firma zaproponowała mu jej przedłużenie. – Oprócz podstawowego abonamentu konsultantka przez telefon zaoferowała mi w sumie 200 zł zniżek, które mógłbym wykorzystać np. na zakup sprzętu. Zapewniała, że nic za to nie zapłacę i że to forma nagrody za lojalność – opowiada.

Ale gdy w domu zaczął czytać umowę dostarczoną przez kuriera, złapał się za głowę. Okazało się, że możliwość korzystania ze zniżek wiąże się z zobowiązaniem, że przez dwa lata jego miesięczne rachunki wynosić będą co najmniej 100 zł netto. – Zdziwiłem się, bo podczas rozmowy zaproponowano mi nowy abonament za 89 zł netto. Musiałbym więc dopłacać 11 zł - mówi pan Maciej.

Dlatego jak najszybciej postanowił pozbyć się tej dodatkowej umowy. Problem w tym, że kara za jej zerwanie wynosiła... 2600 zł. – Nie wiem skąd wzięli tę kwotę. Nawet gdybym wykorzystał zniżki, firma byłaby w plecy 200 zł, ja za zerwanie umowy musiałbym zapłacić kilkanaście razy więcej – mówi nasz czytelnik.

W poniedziałek poprosiliśmy T-Mobile o wyjaśnienie, w jaki sposób ustalił karę w tej wysokości. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Sam skompletuj ofertę

Jak uniknąć kar za zerwanie umowy? Najprostszy sposób to skorzystać z telefonu na kartę prepaid albo z abonamentu bezterminowego. W tym przypadku obowiązuje jedynie 30-dniowy okres wypowiedzenia. Zwykle jednak takie oferty są uboższe od abonamentów terminowych.

Nasz rozmówca przekonuje, że ktoś kto poświęci trochę czasu, sam może złożyć lepszą ofertę niż pakiet z telefonem na czas określony i z karą umowną.

– U operatora można podpisać bezterminową umowę bez kar za odejście, a telefon kupić w elektromarkecie w ratach zero procent. Zaletą operatora jest to, że wszystko załatwiamy w jednym miejscu: podpisujemy umowę i kupujemy telefon. Jest wygodniej, ale niekoniecznie taniej – przekonuje.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.