Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poprzednich odcinkach akcji „Po stronie klienta” podpowiadaliśmy m.in., jak skutecznie zamknąć konto w banku oraz jak bezpiecznie płacić w sieci. Naszą akcję kierujemy do konsumentów. Ale klientami banków, telekomów, sklepów stacjonarnych i internetowych są nie tylko konsumenci.

Szacuje się, że w Polsce działa blisko milion jednoosobowych firm – prowadzenie działalności gospodarczej ma pewne zalety. Jeśli przedsiębiorca kupuje towary i usługi, które związane są z prowadzoną przez niego działalnością, wydatki te może wliczyć w koszty, dzięki czemu zapłaci niższy podatek dochodowy. Mogą to być m.in.: opłaty za usługi telekomunikacyjne, koszty zakupu i eksploatacji komputera czy najmu biura albo określona część czynszu za mieszkanie, które przeznaczone jest na działalność.

Nie wszyscy mają jednak świadomość, że będąc przedsiębiorcami, mają inne prawa niż konsumenci. Inaczej przedsiębiorcę potraktuje sklep, bank, firma telekomunikacyjna, a nawet komornik i firma windykacyjna.

Dlatego przedsiębiorcy, robiąc zakupy, zawsze powinni mieć z tyłu głowy, kiedy opłaca się im zawierać umowy jak firma z firmą, a kiedy jako konsument. Najprostszy sposób: jeśli za zrobione zakupy weźmiemy paragon, w świetle prawa potraktowani będziemy jak konsumenci. Jeśli poprosimy o fakturę, stajemy się przedsiębiorcami.

Przedsiębiorca bez ochrony

W sklepie stacjonarnym zwykle możemy dotknąć produktu i przetestować go. Ale codziennością stają się zakupy przez internet, gdzie możemy co najwyżej przeczytać opis i obejrzeć zdjęcia towaru. W praktyce produkt, który dostarczy nam kurier, może nie odpowiadać temu z opisu albo być wadliwy. Żeby chronić konsumentów przed kupowaniem kota w worku, kilka lat temu poprawiono ustawę o prawach konsumenta – teraz może on odstąpić od umowy ze sklepem internetowym w ciągu 14 dni od momentu zakupu i bez podania przyczyny.

W Sejmie zastanawiano się, czy objąć niektórymi takimi przepisami również drobnych przedsiębiorców. Ostatecznie ten pomysł upadł. I przedsiębiorcy stracili ochronę podczas zakupów w sklepach internetowych czy od akwizytorów.

Jeśli przedsiębiorca zawrze umowę (np. przez telefon) i podpisze dostarczone przez kuriera dokumenty, nie może się z niej wycofać.

Na podobnych zasadach ochroną objęci są klienci banków (mają 14 dni na rezygnację z kredytu), ale tylko konsumenci.

Jakie mogą być konsekwencje braku prawa do odstąpienia od umowy? Niedawno w „Wyborczej” opisaliśmy historię przedsiębiorcy, który przez telefon przedłużał abonament w T-Mobile. Przy okazji zaoferowano mu zniżki na zakup dodatkowych usług. Umowę na tę usługę dostarczył kurier. Okazało się, że usługa – wbrew zapewnieniom konsultantki T-Mobile – wiązała się z dodatkowymi kosztami. Nasz czytelnik chciał z niej zrezygnować, ale kara za jej zerwanie wynosiła aż 2600 zł. Gdyby był konsumentem, wystarczyłoby wysłanie pisma z odstąpieniem od umowy. W tej sytuacji pozostało mu jedynie złożyć reklamację lub pozew w sądzie.

Do tej pory T-Mobile nie wyjaśnił, w jaki sposób ustalił karę w tak horrendalnej wysokości. Prawo pozwala operatorom telekomunikacyjnym żądać kar umownych, ale muszą być one adekwatne do poniesionych kosztów i ryzyka. W tym przypadku kara była nieproporcjonalnie wyższa od potencjalnych strat operatora.

Ten przypadek naszego czytelnika powinien być przestrogą dla przedsiębiorców. Zamawiając usługi przez telefon czy internet powinni dokładnie wypytać o wszelkie szczegóły oferty, zwłaszcza koszty. Jeśli mamy wątpliwości, lepiej też nie podpisywać od ręki umowy dostarczonej przez kuriera.

Przedsiębiorca ma pod górkę z reklamacjami

Przedsiębiorca może reklamować towar lub usługę, ale też jest w gorszym położeniu niż konsument. Za wadliwy towar odpowiedzialność ponosi sprzedawca. Klient ma dwa lata na złożenie reklamacji. Sprzedawca może zaproponować naprawę towaru, ale jeśli sytuacja się powtórzy (konsument drugi raz zareklamuje tę samą wadę), może zażądać wymiany towaru na nowy albo zwrotu pieniędzy.

Kupując towar na firmę, można reklamować towar na podobnych zasadach. Problem w tym, że sprzedawca może całkowicie wyłączyć rękojmię, jeśli kupującym jest przedsiębiorca. Wtedy zostaje tylko gwarancja producenta lub dystrybutora, ale to od nich zależy, czy jej udzielą i na jaki okres.

Jeśli przedsiębiorcy przysługuje rękojmia, o wadliwym towarze powinien jak najszybciej poinformować sprzedawcę – na piśmie, e-mailem lub ustnie. Jeśli ten nie zareaguje w ciągu 14 dni, uznaje się, że przyjął reklamację. Ale również ta zasada dotyczy tylko konsumentów. Zdarza się, że gdy kupującym jest firma, sprzedawcy po otrzymaniu reklamacji (np. mailem) nabierają wody w usta. Przepis o przyjęciu reklamacji po 14 dniach w razie braku reakcji nie dotyczy bowiem składających je przedsiębiorców. Wtedy firmie pozostaje pójść ze sprzedawcą do sądu.

Przedsiębiorca nie zbankrutuje jak konsument

Przedsiębiorca będzie miał pod górkę również, gdy wpadnie w tarapaty finansowe. Jeśli długi ma konsument i potwierdzi to sąd, komornik może sięgnąć po pieniądze na rachunku bankowym dłużnika – nie więcej niż połowę pensji. Jeśli w długi wpadnie przedsiębiorca, komornik nie ma żadnych ograniczeń w zajmowaniu pieniędzy na rachunkach firmowych w bankach.

Konsument może zbankrutować. Upadłość konsumencka to procedura sądowa, która umożliwia zredukowanie lub nawet umorzenie długów konsumenckich. Ale wniosek o ogłoszenie upadłości może złożyć jedynie osoba, która nie prowadziła działalności gospodarczej. Dlatego konsument, który formalnie jest przedsiębiorcą, z tego prawa nie skorzysta. Bankructwo firmy regulują przepisy prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego, których celem jest porozumienie firmy-dłużnika z wierzycielami i dalsza działalność na rynku. Przedsiębiorca konsument najpierw musi zamknąć firmę i odczekać co najmniej rok. Dopiero wtedy będzie mógł złożyć wniosek o ogłoszenie prywatnego bankructwa.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.