Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeśli płacisz w sklepie kartą, nie ponosisz kosztów tej transakcji – to święta zasada. Co prawda w przeszłości pojawiały się pomysły, by punkty handlowo-usługowe mogły do rachunku za zakupy dopisać klientowi prowizję, ale ten pomysł upadł.

Za przyjęcie płatności bezgotówkowej płaci sklep. Ile? Około 50 zł miesięcznie za dzierżawę terminalu oraz prowizję od każdej transakcji. Jej wysokość zależy od rodzaju karty, którą płaci klient (debetowa lub kredytowa), oraz z reguły od wielkości obrotów. Duże sklepy i sieci handlowe mogą wynegocjować lepsze warunki.

Prowizją dzielą się: bank, który wydał kartę, agent rozliczeniowy (firma, która instaluje terminal w sklepie i rozlicza transakcje) oraz organizacja płatnicza, której logo znajduje się na karcie (Visa, MasterCard).

Można przyjąć, że całkowita prowizja płacona przez sklep wynosi nie więcej niż 0,5 proc. wartości zakupów. Jeśli klient wyda 10 zł, wówczas sklep musi oddać 5 gr.

Tak wygląda najprostszy model pobierania opłat, a więc gdy sklep płaci określony procent od wartości transakcji. W innym agent rozliczeniowy może określić procentową prowizję i dodać do niej jeszcze stałą opłatę kwotową, np. 0,3 proc. plus 5 gr.

Konsument może ponieść opłatę za użytkowanie karty, lecz za samą transakcję żadnych prowizji nie płaci. Jednak czy na pewno?

Zapłata cash back, czyli wypłata

Pan Jakub chciał zrobić w kiosku drobne zakupy. Nie miał gotówki, kiosk jednak oklejony był logo organizacji płatniczych. To znak, że można zapłacić kartą.

– Odruchowo zbliżyłem kartę do urządzenia, bo myślałem, że zapłacę zbliżeniowo. Ale sprzedawca powiedział, że tak się nie da. Wziął moją kartę i umieścił w terminalu – opowiada nasz czytelnik.

Pan Jakub pomyślał, że być może ten terminal nie obsługuje płatności zbliżeniowych. – Zdziwiłem się, gdy sprzedawca powiedział, że moja karta jest kredytowa, więc mogę zapłacić prowizję. Zapewnił, że on żadnych prowizji od klientów nie bierze, ale może je pobrać bank – mówi pan Jakub.

Nasz czytelnik miał drugą kartę - debetową. Kioskarz umieścił ją w terminalu i powiedział, że robi cash back.

Zaoszczędzić 5 gr

Cash back to alternatywa bankomatu. W sklepie czy na stacji benzynowej, które oferują taką usługę, można wypłacić gotówkę. Limit wypłaty dla kart z logo Visa wynosi 300 zł, rok temu MasterCard podniósł ten limit do 500 zł.

Na koniec grudnia 2016 r. usługę cash back oferowało około 109,2 tys. placówek handlowych, czyli prawie co czwarty punkt akceptujący karty płatnicze.

Dlaczego właściciel kiosku dokonał transakcji cash back, skoro pan Jakub nie chciał wypłacić gotówki, a jedynie zapłacić za zakupy kartą?

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze – kioskarz chciał po prostu zaoszczędzić. Gdyby transakcja była standardową płatnością, musiałby zapłacić od niej wspomnianą prowizję. Za cash back nie płaci. Pan Jakub zostawił w kiosku nieco ponad 10 zł, co oznacza, że jego właściciel zaoszczędził jakieś... 5 gr (przy założeniu, że wynegocjowana przez niego prowizja wynosi 0,5 proc.).

Złotówkę za wypłatę cash back

To, czy pan Jakub dokonałby standardowej płatności czy poprzez cash back, pozornie nie ma znaczenia. Klient wydał 10 zł, kiosk te pieniądze dostanie na konto, a przy okazji uniknął zapłacenia prowizji.

Ale tylko pozornie, bo prowizję za cash back może zapłacić klient.

Pan Jakub płacił (a właściwie wypłacał pieniądze) kartą debetową wydaną przez ING Bank, który usługi cash back oferuje za darmo. Za cash back nie zapłacą też klienci mBanku, Banku Millennium, Banku Citi Handlowego, Alior Banku, Eurobanku i Credit Agricole.

Gdyby pan Jakub miał kartę wydaną przez BZ WBK, drobne zakupy w kiosku kosztowałyby go o 1,5 zł więcej, bo tyle w tym banku kosztuje usługa cash back. BZ WBK oferuje też cash back na karcie kredytowej, co kosztuje aż 4 proc. transakcji, ale nie mniej niż 10 zł. Klienci PKO BP płacą złotówkę, a Banku Pekao – 0,99 zł od każdej transakcji.

Choć płacenie kartami jest dla klientów bezpłatne, to zdarzają się kreatywni sklepikarze. Gdyby pan Jakub miał kartę, która przewiduje opłatę za cash back, za zakupy zapłaciłby dodatkowo nawet 20 razy więcej, niż na tej transakcji zaoszczędził sprytny przedsiębiorca.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.