Nasze wybory e-zakupowe nie zawsze muszą być przypadkowe. Firmy internetowe mają potężne bazy danych, dzięki którym wiedzą, kto jest kim i co mu podsunąć do zakupu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kupujesz w sklepie internetowym książkę kulinarną i natychmiast wyświetla ci się komunikat: „Inne osoby kupiły także to". A poniżej lista książek: niekoniecznie kulinarnych, ale rzeczywiście o tematyce, która cię interesuje. Może to książka o twoim ulubionym zespole muzycznym lub drużynie piłkarskiej, może poradnik dla majsterkowicza, a może zbiór reportaży. Tak czy inaczej, każda z tych książek jest w orbicie twoich zainteresowań. Pojawia się pytanie: skąd oni to wiedzą?

Zostawiamy ślady od Facebooka po GPS

Każde nasze kliknięcie w sieci, lajk na Facebooku czy wpisanie czegoś w wyszukiwarkę Google'a zostawia ślad. Ślad ten analizują maszyny przetwarzające miliardy danych każdego dnia. I tworzą nasz profil.

Skąd mają informacje? Wiek, płeć – z portali społecznościowych. Miejsce zamieszkania lub pochodzenia – z GPS-ów, na które godzimy się w aplikacjach mobilnych czy przeglądarkach internetowych. A to dopiero początek. Ciasteczka (cookies) w naszych przeglądarkach i rozmaite skrypty w nie wbudowane robią swoje. E-sklepy, portale, media społecznościowe, brokerzy danych zbierają informacje, grupują je i tworzą profile internautów. Nie muszą znać naszego imienia i nazwiska, wystarczy, że mają ciasteczka i wiedzą o niemal każdym naszym ruchu w sieci. Dzięki temu mogą poznać nasze zainteresowania, zachowania czy nawyki.

Zjawisko to zostało świetnie opisane przez ekspertów fundacji Panoptykon, która walczy o prawo do prywatności i wolności. „Za każdym razem, kiedy otwieramy stronę internetową, wchodzimy w interakcję nie tylko z (widzialnym) dostawcą treści, ale też z całą siecią (niewidzialnych) pośredników. Jedno nasze kliknięcie uruchamia reakcję łańcuchową angażującą serwery i giełdy reklam, platformy podaży i popytu (ang. Supply Side/ Demand Side Platforms), reklamodawców, pracujące dla nich agencje mediowe i brokerów danych” – tłumaczą eksperci.

W sieci zarabia się przede wszystkim na reklamie. Strony internetowe, blogi, Google czy Facebook sprzedają powierzchnie reklamowe. Google i Facebook są wręcz od reklamy uzależnieni. Dla Facebooka reklamy to aż 97 proc. przychodów, dla Google'a – 88 proc. Żeby móc tyle zarabiać, trzeba śledzić internautów. Skoro dostawcy treści znają swoich użytkowników, mogą im pokazać taką reklamę, dzięki której z większym prawdopodobieństwem użytkownicy ci kupią usługę czy towar. A skoro to prawdopodobieństwo (w marketingu nazywane konwersją) jest wysokie, reklamodawcy chętniej takiemu dostawcy treści zapłacą za wyświetlenie swojej reklamy. I koło się zamyka.

Co wiedzą o nas firmy internetowe?

Panoptykon wymienia, co mogą wiedzieć o nas dostawcy treści:

– imię i nazwisko, adresy, numer telefonu, kod pocztowy, płeć, wiek, stan cywilny, poziom edukacji, sektor, w którym jesteśmy zatrudnieni, poziom dochodów, liczbę osób, które mamy na utrzymaniu (i ich wiek), stan posiadania (samochody, nieruchomości etc.), profil etniczny i religijny;

– szczegółowe dane o naszej lokalizacji ustalone na podstawie współrzędnych GPS, sieci wi-fi i adresów IP, z którymi się łączymy;

– dane techniczne, takie jak rodzaj systemu operacyjnego, ustawienia przeglądarki i rozdzielczość ekranu, które składają się na (coraz bardziej unikatowy) „odcisk palca” naszego urządzenia;

– historia aktywności na stronie: na co kliknęliśmy, co przykuło naszą uwagę (i na jak długo), co ostatecznie kupiliśmy (i za ile).

Mając takie informacje, dostawca treści może tworzyć profile podobnych klientów (w marketingu nazywamy to look-alike). Czyli może domyślić się, że skoro kupiłeś książkę kulinarną, to może kupisz jeszcze kilka takich, które spełniają twoje zainteresowania. Skąd wiedzą, że interesujesz się też innymi rzeczami? Bo wcześniej tę samą kulinarną książkę kupiło 10 innych osób. Potem 8 z tych osób kupiło też książkę o piłce nożnej. A więc może ty też lubisz piłkę nożną?

Potem dostawca treści wystawia na giełdzie reklamowej nasz profil i informuje: „Hej, mam człowieka o takich i takich zainteresowaniach". Na to reklamodawca mówi: „OK, sprzedaj mu moją reklamę". I dobijają targu. A wszystko to dzieje się w ułamkach sekund i automatycznie.

Nie brzmi to dramatycznie, ale przykłady mówią co innego. Axciom, jeden z liderów na rynku brokerów danych w Stanach Zjednoczonych, ma dane o 700 milionach osób. I o każdej z tych osób posiada ok. 3 tys. różnych informacji. Ile czasu musielibyśmy poświęcić, by samemu powiedzieć o sobie 3 tys. różnych informacji?

Czy to źle? Z jednej strony tak, bo tracimy prywatność w sieci. Z drugiej nie, bo nasze zakupy są dzięki temu szybsze i bardziej trafne. Warto jednak być świadomym tej machiny.

„Kiedy następnym razem trafisz na wtyczkę 'Lubię to!' albo dyskretny skrypt Google Analitics, pomyśl, że to tylko wierzchołek góry lodowej: jeden z niezliczonych przyczółków informacyjnego imperium, które żyje z przerabiania Twojej prywatności i uwagi na towar” – pisze Katarzyna Szymielewicz, prezes Panoptykonu.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ten system wcale nie jest taki sprytny. Zazwyczaj kończy się na tym, że przez wiele miesięcy po kupieniu czegoś wszędzie widzę reklamy tej właśnie rzeczy, którą już mam.
    @asfo Dokładnie tak.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    U mnie to jakoś nie działa - tzn. reklamy rzadko dotyczą towarów, których nie znam i które chciałabym kupić. Częściej są to rzeczy, które obejrzałam i kupiłam albo obejrzałam i nie podobały mi się.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Bozia dała rozum i wolną wolę, ażeby z nich korzystać.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    "Ciasteczka (cookies) w naszych przeglądarkach i rozmaite skrypty w nie wbudowane robią swoje." Skrypty w cookies? Autor nie ma pojęcia o czym w ogóle pisze ...
    @nanorobot AdBlock + odpowiednia konfiguracja. Bez problemu można wyciąć (poza samymi reklamami oczywiście) znakomitą większość serwerów śledzących, wtyczek z portali typu "Lubię to", różnych google-analytics. Do tego ustawić w przeglądarce ważność ciastek na coś w stylu "do końca sesji", lub wręcz każde akceptować ręcznie (ale to bywa męczące) - i już się w sporej części wymykasz temu systemowi. Owszem zostawiasz ślady w samych serwisach z których korzystasz, w takim Allegro, czy sklepie internetowym musisz podać prawdziwe dane, ale są one "wyspą", raczej Allegro.pl i amazon.com nie wymieniają ze sobą danych o klientach.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @studzienny Adblock + radziłbym zamienić na uBlock Origin.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Dokładnie, założyłem ostatnio fake owe konto na fb, inne dane, mail, wszystko... Po kilku dniach zaczęło mi proponować znajomość ze wszystkimi moimi znajomymi... Skąd to wiedzieli?
    @Krzysztof Kowalski miałem podobnie. Kiedyś do kumpla z firmy zadzwoniłem z prywatnego telefonu ( na jego prywatny), poza tym nie mamy żadnych innych śladów wspólnej aktywności w sieci, następnego dnia miałem go w proponowanych znajomych na FB.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @Krzysztof Kowalski Adres IP, fingerprint przeglądarki, Windows itd. Odpal na innym komputerze, bez Windowsa, w innej sieci i się pogubią.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    No to sobie zainstaluj "Fake ??" i ustaw pytania na FB czy Google Twój komputer czy telefon (automatycznie i losowo) będzie się pytał o ceny lodu, wielkości pomarańczy w bangladeszu, pytał o jakieś kompletne bzdury w stylu "green 234 ile mierzy" Niech sobie zbierają dane i analizują. po tygodniu takich pytań albo w ogóle wykreślą Twój profil albo będą analizować taki szum informacyjny że się posxają
    @lepetitprince Akurat szum losowy bardzo ładnie się filtruje… albo bardzo ładnie budzi zainteresowanie służb specjalnych.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Przepraszam, a kto zakładając konto na jakimkolwiek serwisie internetowym podaje swoje prawdziwe dane? Chyba tylko na aplikacjach bankowych i obsługujących biznes. Podczas rejestracji nikt nie zmusi nikogo do podania prawdziwych danych.
    @leser.1 99 % użytkowników
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @leser.1 Kupujesz coś w Sieci?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @leser.1 Zalezy na czym. Do zakupów jakie dane podasz? sąsiada z naprzeciwka?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @leser.1 Miałem kiedyś fake konto na FB i się zepsuło. FB żądał dowodu osobistego. Wypiąłem się na nic i nie korzystam.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    To dlatego Lisowi pokazała się raklama Ukraińskich dziewczyn :)
    @korgan1234 A ja raz kliknelam na golego faceta I wysylaja mi ich caly czas!!! O matko, jak to sie dzieje? Acha chyba Snowden juz to wytlumaczyl😁
    już oceniałe(a)ś
    0
    0