Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziś wejście do sieci trwa sekundy – klik i już surfujemy po kolejnych stronach. Ale jeszcze 25 lat temu taka przygoda była prawdziwą orką na ugorze.

Na początku lat 90. dostęp do internetu mieli nieliczni. Najpierw należało wykręcić specjalny numer w telefonie, który uprzednio podłączaliśmy do pierwszych modemów, i po usłyszeniu specyficznego dźwięku i całkowitym zablokowaniu linii cyberprzestrzeń stawała otworem.

Choć z tym otworem to przesada. Maksymalne możliwości ówczesnej sieci pozwalały na pobieranie danych z zawrotną prędkością 56 kilobitów na sekundę. Ściągnięcie popularnej nieco później empetrójki zajmowało wieki, podobnie jak otworzenie jakiejkolwiek strony internetowej, a i tak trzeba było liczyć na łut szczęścia, że połączenie nie zostanie przerwane. Dziś to nie do pomyślenia. Internet ewoluował w sposób niewyobrażalny, dzięki czemu korzystanie z jego dobrodziejstw stało się możliwe w mgnieniu oka. Nie oznacza to jednak, że potrzeby zostały zaspokojone całkowicie.

Czym są lagi?

E-sport to obecnie jedno z najprężniej rozwijających się zjawisk technologicznych. Szacuje się, że wirtualne potyczki w rozmaitych grach w Polsce ogląda niemal 900 tys. widzów, a wartość rynku wkrótce sięgnie 11,5 mln dol. Nie byłoby to możliwe bez odpowiednio szybkiego i stabilnego internetu. E-sportowe mecze odbywają się bowiem w całości online i najmniejsza zmiana w prędkości przesyłu danych może przeważyć szalę zwycięstwa na jedną ze stron.

W gamingowym żargonie takie zjawisko nazywane jest „lagiem”, a profesjonalnie – „latencją” i jest opóźnieniem czasu oczekiwania pomiędzy podejmowanym działaniem gracza i reakcją w samej grze. Rzecz dla niewprawnego oka w zasadzie niezauważalna. Skutki takiego „skoku” w meczu o wysoką stawkę, a tych przecież w e-sporcie nie brakuje, mogą być dla jednej ze stron katastrofalne.

Internet pędzi światłowodem

Jak zabezpieczyć się przed takimi sytuacjami? Jedną z możliwości jest światłowód. To nic innego jak kabel stworzony z mieszanki włókna szklanego i tworzyw sztucznych, który przesyła dane przy użyciu światła. Nie wdając się w specjalistyczny żargon, pozwala to na szybki i przede wszystkim stabilny dostęp do sieci, odporny na chociażby warunki pogodowe. Kto miał kiedykolwiek do czynienia z internetem radiowym w trakcie burzy, wie, o czym mowa. Dodajmy, że światłowód służy nie tylko do przetrząsania sieci, lecz pozwala także na lepszej jakości rozmowy telefoniczne oraz odbiór telewizji.

5G lekiem na całe zło?

Powstanie i coraz szersze zastosowanie światłowodów doprowadziło do kolejnej ewolucji internetu – sieci 5G. Technologia nie jest już pieśnią przyszłości, a realnym podniesieniem jakości komunikacji do poziomu dotąd niespotykanego. Jej szybkość i stabilność zapewni wykorzystanie wspomnianych światłowodów, ale również satelitów i fal radiowych.

Kolejni twórcy smartfonów już teraz prezentują modele pokazowe, które mogą przesyłać dane z prędkością 1 Gb/s. To 20 razy szybciej niż maksymalne prędkości obecnych modeli. To z kolei zniweluje potrzebę przechowywania danych na kartach pamięci, a pozwoli na ich przetrzymywanie w chmurze, co w linii prostej sprowadzi telefony do wyświetlacza danych.

Z całego tego dobrodziejstwa skorzysta branża e-sportowa. Sieć 5G uwolni graczy od widma wspomnianych lagów. Na początku maja udowodniły to w Australii połączone siły firm Telstra, Intel oraz Ericsson, które przeprowadziły demonstracyjne zawody. – Niska latencja ma kluczowe znaczenie w świecie gier, gdy milisekundy mogą decydować o różnicy między wygraną a przegraną – tłumaczył Channa Seneviratne, dyrektor wykonawczy Telstra ds. inżynierii sieci i infrastruktury. Efekt? Opóźnienia wynoszące zaledwie 5-6 milisekund, czyli czterokrotnie mniejsze niż uzyskiwano dotychczas.

Rozgrywki wykorzystujące tę technologię były transmitowane na żywo za pomocą Twitcha. Jest to o tyle istotne, że mecze e-sportowe globalna publiczność ogląda właśnie za pomocą wszelkiej maści serwisów streamingowych. I tu znów 5G okaże się niezwykle przydatne. Koniec z zacinającą się relacją czy przeładowanym kanałem.

Do wprowadzenia sieci 5G przymierzają się kolejne państwa. Chiny zapowiedziały, że 2018 r. będzie rokiem wprowadzenia jej do komercyjnego użytku w wybranych miastach. Za nimi lada moment pójdzie Japonia, Korea, a później również Stany Zjednoczone.

Co z Europą? Całkiem możliwe, że do Unii 5G dotrze w 2020 r. – Do końca tego roku plany narodowe w krajach UE powinny być uzupełnione o wdrożenie 5G, wraz z ustaleniem, jakie technologie będą wykorzystywane – mówił w rozmowie z „Wyborczą” Michał Boni, polski eurodeputowany z Europejskiej Partii Ludowej, były minister administracji i cyfryzacji w rządzie Donalda Tuska. Dodał jednak, że z racji braku odpowiedniej infrastruktury proces ten w Polsce może się wydłużyć o dwa-trzy lata.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.