Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Steve Mollenkopf, szef firmy Qualcomm, w jednym z wywiadów tłumaczył, że tak jak pojawienie się technologii 4G stało się końcem kariery Nokii, Motoroli czy BlackBerry, które okazały się nieprzygotowane na zmiany, jakie przyniosła ta sieć, tak 5G będzie poważnym wyzwaniem dla Apple'a i Samsunga. Szczególnie że ich coraz silniejsi konkurenci z Chin – Huawei czy Xiaomi – od dawna mocno inwestują w prace nad tymi właśnie technologiami. Pomińmy jednak sprawy wyścigu po koszulkę lidera w świecie smartfonów. Zmiany, jakie przyniesie sieć 5G, wykraczają bowiem daleko poza tę branżę.

Z czym się je 5G?

Najlepiej ze światłowodami, które są kablami stworzonymi z mieszanki włókna szklanego i tworzyw sztucznych, pozwalającymi na transmisję danych przy użyciu światła. Pozwala to na szybki i przede wszystkim stabilny dostęp do sieci, odporny na chociażby warunki pogodowe. Ich powstanie w prostej linii doprowadziło do kolejnej ewolucji internetu – sieci 5G, która ma stać się nowym standardem o znacznie wyższej przepustowości niż znane nam dobrze 4G. To oznacza niezawodność, szybkość i szerokie pole do manewru dla internetu rzeczy.

– Sieć umożliwi powstanie nowych innowacyjnych usług, które przekształcą takie sektory, jak: produkcja, energia, przemysł samochodowy i zdrowie, wprowadzając je w erę internetu rzeczy. Aby wszyscy konsumenci i przedsiębiorstwa w Europie mogli czerpać korzyści z gigabitowego społeczeństwa, należy zniwelować różnice pomiędzy obszarami miejskimi i wiejskimi oraz występującymi różnicami w rozwoju cyfrowym/technologicznym w krajach UE – tłumaczyło w styczniu Ministerstwo Cyfryzacji.

Wedle Międzynarodowego Związku Komunikacyjnego (z ang. ITU – International Telecommunication Union), aby mówić o sieci 5G, ta musi spełnić wiele wymagań. Po pierwsze, minimum 20 Gb/s przepustowości (dla porównania – obecnie panujący standard dla LTE to... 1 Gb/s), a także obsługa miliona urządzeń na jednym kilometrze kwadratowych, nawet jeśli porusza się ono za prędkością 500 km/h.

Po co to wszystko? – ktoś zapyta. Możliwość szybszego połączenia z internetem czy wyższa jakość filmów to tak naprawdę margines. Znacznie bardziej kluczowe może okazać się wsparcie chociażby dla sektora medycznego. Dzięki zasięgowi i stabilności można będzie precyzyjnie wykonywać zdalne operacje, gdzie komendy przekazuje lekarz, a wykonuje je np. robot. I nie jest to wcale przykład z kategorii science fiction.

Każdy chce być 5G

Na początku roku pytaliśmy ekspertów różnych dziedzin o najważniejsze nowinki, o których będzie mówiło się z najbliższych latach. – Kluczem do transformacji technologicznej obejmującej wiele obszarów gospodarki będą rozwiązania oparte na sieciach 5G. Pierwsze zastosowania 5G zobaczyliśmy podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2018 w Pjongczangu oraz w Stanach Zjednoczonych, a duża szybkość, natychmiastowy dostęp oraz olbrzymia przepustowość całkowicie zmienią takie branże, jak: produkcja, budownictwo, AR/VR i motoryzacja, dostarczając użytkownikom zupełnie nowych doświadczeń i wrażeń – tłumaczył Olaf Krynicki, rzecznik prasowy Samsung Electronics Polska.

Z tych dobrodziejstw skorzysta branża motoryzacyjna. Działanie samochodów autonomicznych bez sieci 5G skazane jest bowiem na porażkę. To niezbędne do komunikacji między autami i zbierania informacji na temat sytuacji na drodze, a co za tym idzie – unikania wypadków. Aby to działało, obliczenia muszą się dziać w czasie rzeczywistym – albo zbliżonym do niego o pojedyncze milisekundy.

Nie zapominajmy również o znacznie bardziej przyziemnym, ale wymiernym przykładzie meczów e-sportowych, które uwolnią się w końcu od spadków przesyłu danych. W maju udowodniły to w Australii połączone siły firm Telstra, Intel oraz Ericsson, które przeprowadziły demonstracyjne zawody.

– Niska latencja ma kluczowe znaczenie w świecie gier, gdy milisekundy mogą decydować o różnicy między wygraną a przegraną – tłumaczył Channa Seneviratne, dyrektor wykonawczy Telstra ds. inżynierii sieci i infrastruktury. Efekt? Opóźnienia wynoszące zaledwie 5-6 milisekund, czyli czterokrotnie mniejsze, niż uzyskiwano dotychczas.

Do wprowadzenia sieci 5G przymierzają się kolejne państwa. Chiny zapowiedziały, że 2018 r. będzie rokiem wprowadzenia jej do komercyjnego użytku w wybranych miastach. Za nimi lada moment pójdzie Japonia, Korea, a później również Stany Zjednoczone.

Co z Europą i Polską?

Całkiem możliwe, że do Unii 5G dotrze w 2020 r. – Do końca tego roku plany narodowe w krajach UE powinny być uzupełnione o wdrożenie 5G, wraz z ustaleniem, jakie technologie będą wykorzystywane – mówił w rozmowie z „Wyborczą” Michał Boni, polski eurodeputowany z Europejskiej Partii Ludowej, były minister administracji i cyfryzacji w rządzie Donalda Tuska. Dodał jednak, że z racji braku odpowiedniej infrastruktury proces ten w Polsce może się wydłużyć o dwa-trzy lata.

Nad 5G pracują również rodzime telekomy.

Według Orange pierwsze testy sieci mobilnej nowej generacji rozpoczną się już w 2019 r., natomiast faktyczne wdrożenie planowane jest na lata 2020-21.

– Uruchomienie sieci nowej generacji 5G będzie miało ogromne znaczenie nie tylko dla funkcjonowania rynku telekomunikacyjnego, ale dla całej polskiej gospodarki. 5G to szybsza sieć mobilna, minimalne opóźnienia, możliwość wydzielenia warstw sieci na konkretne potrzeby klientów biznesowych. Współpracujemy też z dostawcami sprzętu i technologii, by w 2020-21 roku móc zaoferować polskim klientom usługi oparte na sieci 5G – mówił Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.