Część lekarzy wciąż jeszcze mówi o zawodowej misji, ale negocjuje kontrakty jak najtwardsi przedsiębiorcy. - Lekarze powinni "dotknąć trawy" i zobaczyć, jakie są realne nastroje społeczne - mówi politolog dr Michał Zabdyr-Jamróz.
Kasia Bielecka. Kiedy analizuje się historię ochrony zdrowia, nasuwa się jeden brutalny wniosek: z lekarzami jeszcze żaden rząd nie wygrał. Niezależnie od tego, czy władzę sprawuje prawica czy liberałowie, ostatecznie to środowisko stawia na swoim.
dr Michał Zabdyr-Jamróz, politolog: - Generalnie trudno się z tym nie zgodzić ani temu dziwić. Przynajmniej do pewnego stopnia. Lekarze są integralnym elementem systemu - jego ekspertami i współdecydentami. Dochodzą do tego wysoki prestiż oraz mechanizmy, takie jak kontraktowanie, które dają im liczne punkty weta. Wszystko to zapewnia ogromną podmiotowość.
Wszystkie komentarze
Natomiast cieszy mnie, że dzięki takim artykułom również do świadomości czytelników GW zacznie docierać to, że oparcie publicznej ochrony zdrowia na tzw. mechanizmach rynkowych jest jedną z przyczyn obecnych problemów.
całkowity rozdział praktyki prywatnej od państwowej,
efekt będzie natychmiastowy...
Naprawdę mam dość tej patologii środowiska lekarskiego.
Wiem, że to tylko część lekarzy, że system umożliwia windowanie zarobków, "bycie Bogiem" itd.
Ale jako statystyczna Kowalska chciałabym mieć zaufanie do lekarzy i nie czuć się idiotką która nie może doczekać się leczenia ale za to składa się na kolejną Panamerę i kolejne mieszkanie dla lekarza.
Jeżeli nie wiadomo, jak uzdrowić system zdrowia, to najlepiej popatrzeć jak inne kraje sobie z tym radzą. Choćby nasi sąsiedzi - Niemcy czy Czesi.
Jak widać, da się.
jeżeli sadzisz, ze za 100000 miesięcznie można mieć 10 kawalerek i Porsche, to nie masz pojęcia, o czym mówisz.
Trzeba pamiętać, że oni studiowali za darmo, na koszt społeczeństwa.
I żeby nie było: moje studia także były bezpłatne, ale moja wieloletnia praca nauczycielska (za nauczycielską pensję) już dawno wyrównała z nawiązką mój dług edukacyjny.
żaden rząd nie wygrał, bo żaden nie próbował.
lekarze przelicytowali. Zawsze za nimi stało społeczęństwo. teraz społeczeństwo będzie murem za rządem. A więc potrzba nowego systemu, nowej ustawy i przesdatwienie dokumentu do podpisu.
Kto nie podpisze, nie pracuje. Albo niech szuka roboty Luxmedzie, który tylko czeka na tych darmozjadów, żeby im dać po 100.000 miesięcznie.
Jeśli chcesz, możesz się leczyć u szamana, zresztą u was w głubince wracza niet.
No właśnie! Wystarczy wejść na YouTube i tam znaleźć poradę na praktycznie każdą dolegliwość. Za darmo i od ręki. Tam nikt nikogo nie pyta o dyplom, a z komentarzy pod filmikami można się dowiedzieć, jak bardzo porada pomogła, i o ile była lepsza niż porada lekarska w gabinecie. ;)
No cóż jaki poziom społeczeństwa taki i lekarzy a po poziomie twoich wpisów odważnym jest pouczanie innych.
Każdy biznes zależy od tego, czy klienci są gotowi zapłacić za to, co biznes sprzedaje. Polscy podatnicy nie są w stanie zapłacić tyle, za ile lekarze biznesmeni przypięci do publicznej ochrony zdrowia chcą sprzedawać swoje usługi. Ten biznes zwyczajnie się nie spina.
I właśnie siłą lobby medycznego przepchnięto ustawę lex szarlatan. Torcik medyczny zabezpieczony.
No właśnie nie, bo lobby medyczne przeforsowało lex szarlatan.
To nie jest rozwiązanie. Wiele poradni państwowych upadnie. Nie wiem, czemu to hasło zrobiło taką karierę.
Właśnie nie. Bo myślenie, że trzeba rozbić monopol i przywrócić mechanizmy rynkowe, a wtedy wszystko będzie super, jest w publicznej służbie zdrowia całkowicie błędne. Tutaj mechanizmy rynkowe nie działają i z definicji nie mogą działać. Bo celem tego systemu nie jest maksymalną efektywność ekonomiczna, tylko maksymalna efektywność zdrowotna przy możliwie jak najniższych kosztach. Natomiast pomysły, żeby dopuścić do tego, żeby - zamiast lekarzy - leczyli nas jacyś samozwańcy, to zupełne kuriozum.
Powiedz to ludziom w krajach gdzie poprostu dostajesz rachunek za pobyt w szpitalu/wizytę w poradni i informację jaką cześć pokrywa twoje ubezpieczenie.. i do widzenia. dlaczego nikt tam ochrony zdrowia nie wyzywa i nie traktuje jak złodzieja? U nas się wszystko wszystkim należy natychmiast z wyzwiskami na ustach. Przy nakładach na ochronę zdrwowia niemal o połowę niższych niż w np w Czechach (9,5 vs 13% PKB). To sie spina?
Pomyłka 9 % vs 13 % składki zdrowotnej
Jezusmaria! Proponujesz Pan szeptuchy? Podobno bardzo skutecznie leczą,ale czy wszystko?
Dla jasności,niebotyczne i w żaden sposób nie kontrolowane zarobki lekarzy to skandal!
Przecież nie w jednym roku!Rafał Kacprzyk zarobił na Porsce,na kawalerki miał przyjść czas później.
I nie trzeba skończyć medycyny żeby leczyć oczywiście..
Zapominasz, że pacjenci są bez wyjścia, bo cierpią, bo chcą uniknąć smierci, czy ratować bliskich.
Lekarze o tym wiedzą i bezwzględnie wykorzystują ten fakt. Rozwiązanie jest proste. Odebrać władzę izbom lekarskim, zwiększyć nabór chętnych na medycynę i tworzyć system, w którym lekarze bedą konkurować ze sobą o pacjentów.
Nauki scisłe dały medycynie wyjątkowe narzędzia diagnostyczne, a w przyszłości mam nadzieję, że zastąpią robotami oraz AI tych wyjątkowo pazernych ludzi.
Ale wiesz, że większość lekarzy NIE zarabia 100.000?
Nie zapominam. Ironizuję. Ochrona zdrowia nie może być traktowana jak każdy inny biznes, bo doprawdy pacjent i lekarz z oczywistych względów nie mają jak uczestniczyć w nim jak równi uczestnicy tegoż. Ma też inne cele: biznes ma obowiązek maksymalizować zyski dla swoich właścicieli, ochrona zdrowia ma zapewniać zachowanie jak największej liczby obywateli w jak najlepszym zdrowiu jak najdłużej się da, w ramach ograniczonego budżetu. Ironia moja dotyczy tych lekarzy, którzy nie widzą różnicy między swoją pracą a jakimkolwiek innym biznesem. I tłumaczę, że jeśli tak na to patrzą, to sorry, biznes im się nie zepnie, bo zwyczajnie Polaka zarabiającego w większości ok. 6 tys. zł na rękę, nie będzie stać na płacenie za ochronę zdrowia w cenach proponowanych przez lekarzy.
I ci są OK. Nie tych się czepiamy.
Po góra 10 latach. 100k miesięcznie to przy bogatym życiu 60k oszczędności, czyli co rok mieszkanko, które na siebie już zarabia. 10 mieszkań to dodatkowe 20k zysku miesięcznie, 200k rocznie.
Powodzenia w leczeniu się u dobrych lekarzy, którzy nie kończyli medycyny, nie zdawali egzaminów i nie praktykowali. Daj znać jak poszło.
I to jest chyba najgorsze. Wszyscy wyznawcy paramedycyny, antyszczepy i s-ka mogą teraz przedstawić naukę jako kolejną sztuczkę stosowaną przez chciwych medyków i koncerny farmaceutyczne które tworzą gigantyczny spisek i doją pacjentów. Narracja będzie (już jest) prosta: 'lobby medyków co dostają sto tysięcy miesięcznie na rękę przeforsowało ustawę która im ogranicza konkurencję'.
10 kawalerek w Warszawie to 6 000 000 zł. Roczny zarobek po 100 000 miesięcznie to 1 200 000= 2 kawalerki. No rozumiem, że trzeba się też utrzymywać- 20 000 na miesiąc wystarczy aż nadto. Czyli 6 lat i cyk, 10 kawalerek jest. Można?
Bo co, bo wcześniej nie docierało? Jacyś mało lotni ci czytelnicy GW…
Oczywiście, że wiem, że większość lekarzy tyle nie zarabia. Natomiast tych, którzy tyle zarabiają jest całkiem sporo. Myślę, że - jakby zliczyć do kupy zarobki na wszystkich umowach - może być ich nawet kilkanaście tysięcy. A jak doliczyć takich, co zarabiają - powiedzmy - ponad 60 tys miesięcznie - będzie kilkukrotnie więcej. Czyli całkiem spory odsetek wykonujących w Polsce ten zawód.
z racji kiepskiego cukierka wylosowanego w bombonierce mam częsty kontakt z lekarzami. Jako pacjent. Wiem, co mówię.
bo nie rozumiesz co znaczy całkowity rozdział...
Jak ma wygrać mechanizmami rynkowymi jak wyhodował monopolistę. Z prawnikami też tam samo było. Wielki płacz jak zniesiono limity absolwentów. Wystarczy skończyć z limitami w medycynie i się problem sam rozwiąże. Rynkowo. Kto by nie chciał iść do zawodu gdzie można zarabiać takie chore pieniądze. Chętni się znajdą. Nawet za cenę poświęcenia i niedospanych nocy, zapewniam. Lekarze to nie tory kolejowe, że są naturalnym monopolem
Tylko 80.000?
Oczywiscie, ze mozna, ale nie po jednomiesiecznej wyplacie.
Wystarczy spytać czata
Ja też studiowałam za darmo. Studia inżynierskie. Przez całe życie ani chwili nie pracowałam w budżetówce. Tylko na swój rachunek. To może politechnika też powinna być płatna? I ekonomia? W ogóle niech studia będą płatne. I szpitale też niech będą płatne. Wtedy wszyscy będą szczesliwi. Oh weit…. Czy aby na pewno?
Przypomnij tylko kto płaci te 9% - współcześni niewolnicy lub inaczej frajerzy na UOP. Sami lekarze na jdg płacą ułamek tej składki, podobnie zresztą jak i inni przedsiębiorcy. O pasażerach na gapę w systemie zdrowia jakimi są rolnicy nie opłacajacy w ogóle składki na NFZ lub tylko symboliczną czyli 1 zł od 1 ha powyżej 5 ha areału, nawet nie wspomnę. Na sam początek należy dokonać zmian polegających na tym, aby wszyscy aktywni zawodowo oplacali ten sam % od przychodu na służbę zdrowia.
ale to, że nie widzą różnicy wynika z tego, że od 30 lat im się powtarza że różnicy nie ma. Wychowało się na tym całe pokolenie
Całą reformę ochrony zdrowia w latach 90tych przeprowadzono w założeniu, że wszystko załatwi niewidzialna ręka rynku
Poza tym, nie możesz patrzeć na lekarzy jak na grupę, w której obowiązują jakieś inne mechanizmy socjologiczne niż w reszcie społeczeństwa. Mechanizmy są te same. Każdy chce jak najwięcej, bo każdy wie, że w razie czego jest sam, że państwo mu w niczym nie pomoże. Jak urodzi się mu chore, czy niepełnosprawne dziecko, jak starsi rodzice wymagają opieki, jak w wakacje trzeba znaleźć opiekę nad młodszymi dziećmi, jak się poważnie zachoruje, wymaga rehabalitacji, traci zdolność do pracy - w tych wszystkich sytuacjach człowiek jest u nas sam. Nawet transport publiczny nie dochodzi tam gdzie się nie opłaca i bez samochodu nie da się żyć. I taki świat tworzy takich lekarzy. Czechy mają taki system na jaki zasługują, ale u nas takiego nie będzie
Polski konował to jedna z najgorszych patologii i zwyrodnialców w systemie zdrowia . Ludzie są niczym tylko punktem w słupku i kolejnym papierkiem w portfelu
tymo a skąd wiesz, że Kagan z Głubianki ? (gdzie ta dzierwenia jest?)
karta lekarza i karta pacjenta, elektroniczna, powinna dać wgląd w stan rzeczy. Tyle w temacie. Mamy karty do kont w bankach i mamy wgląd ile wydajemy, ile zarabiamy.
lekarzom to się po prostu należy - w ich mniemaniu mieli trudne studia i muszą sobie to odbić, zarabiając na leasing nowej X7 albo Panamery, bądź też kupując kolejny apartament inwestycyjnym ;)
Powodzenia :)
W Stanach mówi się o tym, że taki lekarz realizuje ambitny program POMP (pay off my Porsche).
Ci goście,którzy konstrukcję samoloty albo pociski samosterujące tez mieli niełatwo na studiach. A raczej niewielu z nich zarabia tyle,ile życzą sobie lekarze. W ogóle,jeśli ktoś uważa,ze jego studia są bardzo trudne,to może nie jest wystarczająco zdolny?
Tym powinna się zająć prokuratura, bo to jest przestępsto!
Fajny rynek, na którym jest sztucznie zaniżona podaż usługi. Taki wolny rynek jak OPEC+ mniej więcej
A nawet gorzej niż OPEC+ bo tamci ograniczają wydobycie, ale jak ktoś zapłaci, to ropę dostarczają a nie wysyłają puste baryłki. A w naszym systemie świadczenia usług zdrowotnych to nawet trudno się zorientować jaki jest rzeczywisty popyt.
patologia stworzona przez rząd faszyzującego komunisty Millera, tolerowana przez kolejne rządy z prawa, lewa i centrum
no ktoś zatwierdza te faktury tym lekarzom, i dokonuje wypłat. Sami sobie dnie zatwierdzają i nie wypłacają. a o tym cisza
A przed "rządem faszyzującego komunisty Millera" to polska służba/ochrona zdrowia była cacy i wspaniale nas leczyła? Amnezja to też schorzenie!
Piękne podsumowanie pazerności, zachłanności i przekonania o boskiej istocie lekarza. Jeszcze tylko coś o braku kompetencji by się przydało, bo to - po tych „najtrudniejszych na świecie studiach” oraz licznych „kursach, szkoleniach i konferencjach za własne pieniądze” - zdarza się nierzadko.
Ewentualnie jeszcze słówko o pogardzie dla innych zawodów, bo przecież medycyna to najwięcej nauki, no i największa odpowiedzialność. Reszta to zwykłe głupki.
He he zazdrośniku, trzeba się było uczyć
Lekarz do studentów (w warszawskim szpitalu):" Kłębią się tam na korytarzu , bo badania za darmo. Prywatnie by (za to badanie) zapłacili kilkaset złotych." Pomyślałam, że ci kłębiący się to ci sami, którzy swoimi składkami i podatkami sfinansowali studia pana doktora i łożą na jego zarobki. Studenci na początku drogi przejmą pogardę pana doktora.
Nauka za pieniądze nasze bo państwowe
Nie jest tajemnicą że to zawód który przyciąga narcyzów ...
A skąd ty wiesz że się nie uczył ?
Może się uczył i nawet więcej od lekarzy. Nie tylko ten zawód wymaga wieloletniej nauki.
Czy możesz napisać dlaczego sam nie zostałeś lekarzem?
Bo może brzydzi się (tak jak ja ), takim podejściem do życia, gdzie nieczęsto przyzwoitość zastępuje się chciwością.
Bo nie kazdy sie nadaje akurat do tego zawodu a widac ze wielu debili pcha sie tam dla kasy wylacznie. I potem profesor z przerostem ego krzywdzi za ciezki szmal. Polacy to straszni ludzie w ogole a dorobkiewicze wyrosle z panszczyzny to masakra
a co to w ogóle za argument w dyskusji?
Demagogiczny. Dlatego trzeba ignoroeać.
Nie wiem kiedy byłeś ostatnio u stomatologa, jednak zapewniam Cię, że akurat ta grupa zawodowa miałaby duży problem z markowaniem leczenia.
Chcesz powiedzieć, ze nie zwracasz uwagi na warunki pracy i płacy podpisując umowę? Mam uwierzyć, ze wszyscy komentujący są altruistami i pracują wyłącznie dla przyjemności?
Nie wiem jak inni, ale moja pani stomatolog mnie leczy. I to bardzo dobrze leczy!
a co to ma do rzeczy
argumenty ad personam to nie są argumenty panie szewa
Jak już nie leczą to po co ustawiają się do nich te kolejki? Włączcie YouTube i sami się leczcie
Kretyński argument nie na temat..
Prawdopodobnie nie jest z lekarskiej rodziny i byloby mu sie ciezko dostac na medycyne...
Ja np chodze regularnie i bardzo ciezko jest o dobrego stomatologa. Kazdy jeden cos mi spierniczyl i nie wzial absolutnie zadnej odpowiedzialnosci za swoja prace.
To daj namiary...
'Czy możesz napisać dlaczego sam nie zostałeś lekarzem?'
Równie dobrze ksiądz może zapytać kogoś kto gorszy się na przywileje kleru: 'Czy możesz napisać dlaczego sam nie zostałeś księdzem?'.
Pochwal się kim Ty jesteś
A nie uważasz że to jest odbicie po dekadach warunków gdzie lekarz albo brał łapówki albo zarabiał mniej niż na kasie w Biedronce?
Dla kolegi pytam.
Ci mniej lotni płacą za siebie - niestacjonarne.
Bo finansuje też studia informatyka, geodety i budowniczego statków.
Bo NFZ w stomatologii finansuje tylko metody sprzed 50 lat?
1) Może dlatego że na stomatologię przeznaczane jest ok. 1,6% ze składek na NFZ? czyli średnio ~7zł/miesiąc/pacjenta, to daje ~84zł/rocznie/pacjenta. I z tego budżetu w pełni bezpłatną stomatologię na NFZ mają zapewniona m.in dzieci i młodzież. A dorośli mają zapewnione podstawowe standardy, pogotowia stomatologiczne itp. Resztę spraw się tzw "ponadstandardowymi" dostępnymi za dopłatą lub załatwia się komercyjnie. Stomatologia to dziedzina w 99% zabiegowa. Koszty w stomatologi są znaczące. Trudno się dziwić że NFZ ograniczył zakres świadczeń i bardzo nisko je wycenia. Nie znam kraju gdzie implanty, korony ceramiczne każdemu obywatelowi zapewniała publiczna opieka zdrowotna.
2) dentysta po 6 letnich studiach (przy całym szacunku) to taki 'pisklaczek' z podstawami. Dopiero kolejne lata praktyki, kosztownych prywatnych kursów, treningu inwestycji w siebie (nie mówiąc o kosztach gabinetu który musi mieć w dyspozycji żeby realizować wysokiej jakości leczenie) robi z niego dobrego specjalistę i to na stosunkowo krótko. Zawód ten ma tzw. "krótką przydatność", z powodów zdrowotnych (wzrok, sprawność manualna, kręgosłup) muszą stosunkowo wcześnie ograniczać lub kończyć działalność zawodową. Inaczej niż w wielu innych specjalnościach lekarskich gdzie, z za biurka można spokojnie prowadzić leczenie w wieku 60, 65, 70 czy nawet więcej lat...
Co za idiotyczne argumenty.
Jeszcze dopisz, że studia dla nauczycieli są bezpłatne.
A no dlatego płatnik finansuje, że ktoś musi w tym kraju leczyć zęby. A to, że fundusz nie refunduje w pełni leczenia, to nie wina dentysty. To patologia systemu.
Dlatego, że sfinansował też Twoją zawodówkę.
Bo tak ustalił wałęsa z mazowieckim, że macie mieć próchno w gębie… i balcerowiczowy turbokapitalizm na resorach bez zabezpieczeń socjalnych, zapierda…ć za morawiecką michę ryżu na tuskośmieciówce i kłaniać się w pas gwałcicielami dzieci z sekty pedofilskiej z watykanu.
1. Większość pracuje we współdzielonych gabinetach, więc koszty też się dzielą. Epatowanie kosztem wyposażenia jest trochę żałosne.
2. Kwoty podajesz tak, jakby czytający byli naiwnymi dziećmi nie mającymi pojęcia, jak działają ubezpieczenia. No i co z tego, że każdy płacący składki wynosi do systemu 84 zł rocznie? Liczy się to, ilu z tej grupy skorzysta z usługi. Jeśli co 10, masz już 840 zł na wizytę. A założę się, że korzysta znacznie mniej.
A na budowniczego statków płacisz składkę okrętową?
Finansuje komuś studia medyczne i jeszcze płaci wysoką składkę zdrowotną, z której finalnie mało co korzysta.
Korzysta mnóstwo. Spróbuj zapisać się do stomatologa 'na NFZ'. Jest to możliwe, ale kolejki są ogromne.
Koszty wyposażenia to nie 'epatowanie', tylko element rachunku ekonomicznego. W jednym gabinecie, na jednym fotelu i przy jednym lekarzu nie da się równocześnie obsługiwać kilku pacjentów. Współdzielenie gabinetu oznacza głównie lepsze wykorzystanie godzin pracy lokalu, a nie magiczne zniknięcie kosztów.
Co ciekawe, stomatologia prywatna jest jednym z tych obszarów, gdzie rynek działa stosunkowo dobrze — jest konkurencja, pacjent ma wybór, a ceny są w dużej mierze wynikiem realnych kosztów. Gdyby marże i zarobki lekarzy-dentystów były tak absurdalne jak wynagrodzenia części lekarzy w publicznej ochronie zdrowia, jak czasem sugerują komentarze, rynek już dawno by to skorygował. Nikt z takiego gabinetu by nie korzystał.
Z każdej działalności, etatu płacisz składkę zdrowotną.
Osobiście place dwa razy.
I płace TRZECI raz - bo jestem zmuszona iść prywatnie, na NFZ nie ma terminów czy danych zabiegów.
A lekarze w tym czasie, dymają każdego płatnika w tym kraju. Raz - wyciągając milionowe pensje, dwa nie płacąc prawdziwych składek zdrowotnych do systemu.
Mam nadzieję że dzisiejsze oburzenie społeczeństwa przerodzi się w coś dobrego. I uporzadkuje tą patologię.
Chyba „leczenie”?
Oczywiście tak, chodzi o "leczenie".
podatek place, i na innych też podatek
A to byla taka zasada?
Jakos - studiowawszy w PRLu - sobie nie przypominam...
No przecież odpracowują. Za 4 tysiące dziennie…
W latach 80 jeszcze było coś takiego w przyzakładowych szkołach zawodowych. Dwa lata trzeba było odpracować
1/3 studiuje odpłatnie, jak rozumiem oni mogą żądać rynkowych stawek?
Za zdanie matury na 2x60% obowiązkowo 1000 zl/h
Była.
W okresie PRL (szczególnie w latach 1950., a w mniejszym i bardziej wybiórczym zakresie w kolejnych dekadach) istniał prawny obowiązek przepracowania określonego czasu po ukończeniu studiów, znany jako nakaz pracy.
Jak działał nakaz pracy: Absolwent bez względu na własne plany otrzymywał z ministerstwa administracyjny nakaz pracy i musiał podjąć zatrudnienie w wyznaczonym przez państwo zakładzie.
Zazwyczaj obowiązek ten wynosił od 2 do 3 lat. W tym okresie pracownik nie mógł samodzielnie zrezygnować z pracy ani zmienić pracodawcy.
W późniejszym okresie PRL stosowano go wybiórczo – najdłużej i najostrzej rygor ten dotyczył kierunków kluczowych dla państwa, takich jak medycyna, wyższe szkolnictwo techniczne i wybrane specjalizacje uniwersyteckie.
Były nakazy pracy, Po studiach musiałeś iść gdzie ci kazali i odpracować, nie pamiętam ile. Może jesteś za młody, aby to pamiętać
Powinno to dotyczyć nie tylko medyków, ale wszystkich. Może choć częściowo rozwiązałby się problem braku nauczycieli.
Tak, w PRL absolwentów wyższych uczelni co do zasady obowiązywał nakaz pracy (oficjalnie nazywany skierowaniem do pracy), który wymagał przepracowania wskazanego przez państwo okresu – najczęściej przez 3 lata.Jak działał nakaz pracyPrzydział z uczelni: Na uniwersytetach i akademiach działał specjalny pełnomocnik ds. zatrudnienia, który dysponował listą wakatów przesłaną przez ministerstwa.Wskazanie miejsca: Absolwent otrzymywał skierowanie do konkretnego zakładu pracy (często w innym mieście, z dala od domu), a w czasie trwania nakazu nie mógł samodzielnie zmienić pracy.Kary za uchylanie się: Osoba, która odmówiła podjęcia wskazanej pracy i nie przepracowała wymaganego czasu, musiała zwrócić państwu koszty studiów, które były bardzo wysokie.Wyjątki i zmiany w czasieZ ogólnego obowiązku nakazu pracy dla większości zawodów cywilnych zrezygnowano w latach 60. XX wieku.Utrzymał się on jednak znacznie dłużej (w różnych formach do lat 80.) dla wybranych kierunków i specjalności kluczowych dla gospodarki uspołecznionej oraz w służbie zdrowia (lekarze) i oświacie (nauczyciele).Ponadto każdy student w PRL musiał odbyć tzw. Studenckie Praktyki Robotnicze (SPR), które były wpisane w tok studiów, ale miały charakter krótkoterminowy, a nie wieloletniego przymusu zatrudnienia.Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, mogę Ci wyjaśnić:Jakie kierunki studiów były najdłużej objęte ścisłym nakazem pracy?Jakie były sposoby na uniknięcie takiego przydziału?Daj znać, co dokładnie Cię interesuje!Punkty za pochodzenie, czyli dyskryminacja na uczelniach PRL10 sie 2023 — Za zgodą Ministra Oświaty, do 1947 r. o przyjęcie na studia bez egzaminów mogli się ubiegać zasłużeni w walce żołnierze „ludowego” Wojska Polskiego i członkowie...plus.dziennikpolski24.plStudencie, tak wygląda indeks! Ślubowanie na PRL, filozofia ...3 gru 2020 — Na koniec studiów absolwent w PRL musiał je odpracować - „miesięczną praktyką robotniczą” - co również dokumentował indeks. Studenckie ...Dziennik Łódzki7 marca 1950 roku Sejm Ustawodawczy przyjął ustawę wprowadzającą nakaz ...7 marca 1950 roku Sejm Ustawodawczy przyjął ustawę wprowadzającą nakaz pracy. Ustawa wprowadzała obowiązek pracy, centralne kierowanie zatrudnieniem, zmuszała r...Instytut Pamięci NarodowejNakaz pracy? Tak było 69 lat temu - PulsHR.pl10 mar 2019 — Pracownikom zakładów doręczano wydany przez właściwego ministra nakaz pracy. Obowiązywał od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Przez okres działania tego dokume...PulsHRO nakazach pracy - Grobla21 - Merski.info9 maj 2025 — W jaki sposób funkcjonowały nakazy pracy? Jak sama nazwa tej instytucji wskazuje, państwo miało prawo wskazać absolwentowi konkretne miejsce zatrudnienia przez ...merski.infoObowiazek pracy w PRL - jak to bylo?Either email addresses are anonymous for this group or you need the view member email addresses permission to view the original message. to. Jarl wrote: > Jak k...Google GroupsNakaz pracy – Wikipedia, wolna encyklopedia... w zawodach cywilnych wynikający z powyższej ustawy zniesiono w latach 60. XX w. (oprócz służby zdrowia, gdzie obowiązywał nadal). Celem nakazów pracy wśród ...Wikipedia
Zgadzam się pod warunkiem ze zasada ta obejmie absolwentów wszystkich wyższych studiów.
To było 70 lat temu
Trybunał Konstytucyjny jeszcze w latach 90-tych orzekł, że takie rozwiązanie jest niekonstytucyjne.
biorąc pod uwagę koszty studiów medycznych dla studentów z zagranicy to obrotny lekarz odpracuje to w 2 lata, do tego i tak jako rezydent zdecydowanie oddaje do systemu
spłaci te 2 lata i co dalej? Ty nie masz argumentów a on resztę życia zarabia. Bez sensu.
Była. Wujkowie mojej koleżanki z akademika skończyli lekarski, wyjechali do Stanów, tam nostryfikowali dyplomy i pracowali. Chcieli legalnie przylatywać do Polski do rodziny. Musieli zwrócić pełny koszt studiów lekarskich. Kwoty nie pamiętam, dla mnie były to niebotyczne pieniądze, dla nich pewnie niezbyt duże. Rok 1979.
No dobrze, ale co z moją kuzynką i jej mężem? Skończyli darmową informatykę w Polsce, mieszkają w Polsce, ale pracują dla wielkiej amerykańskiej formy za ogromne pieniądze, podatki optymalizują. Czy nie powinni przez 3 lata po studiach pracować zatem jako informatycy w Urzędzie Gminy w Polsce B za najniższą krajową, żeby odpracować to co w nich włożyliśmy? Przecież przynoszą dochód tym ohydnym Amerykanom i to od zakończenia studiów. W dobie globalizacji i pracy zdalnej miejsce zamieszkania nie ma naprawdę znaczenia.
Było tak za Stalina i jeszcze za Gomulko. To byl tzw.najaz pracy. Jeszcze moi rodzice tak zaczynali
Problem braku nauczycieli mogłoby rozwiązać wprowadzenie godziwego wynagrodzenia.
240 za godzinę i już:)
Serio,przy zarobkach,które znowu oscylują w okolicach płacy minimalnej tylko niewolnictwo może rozwiązać problem braku pracowników.
Większość absoltow wyższych studiów opracowuje swoj dług wobec społeczeństwa w ciągu ok.pieciu lat,niekórzy wczesniej.
Oczywiście możemy zupełnie zrezygnować z finansowania studiów artycznych,na kij komu kultura,co nie?
Tyle, że koszty studiów informatycznych są niewspółmiernie niższe do kosztów studiów medycznych.
Boś pan młody . A ja pamiętam , że były .Nie pamiętam jedynie ile lat to trwało . Pomysł wydaje się dobry i powinien być chyba teraz wprowadzony . Nie pamięta jaki kraj ale chyba ma pożyczki na studia , które potem trzeba zwrócić.
To już wina, niestety znowu, naszych polityków, że nie stworzyli prawidłowego systemu opodatkowania korporacji oraz bałaganu podatkowego. Są różne formy opodatkowania osób fizycznych. Powinien być jeden dla wszystkich!!!
Przecież odbywa się sąd społeczny nie nad nimi , informatyk to nie jest zawód społecznie potrzebny . Zastanawiamy się jedynie jak ukrócić hucpę lekarzy .
Pozwolę sobie nie wierzyć. Tu też sprytniejsi , czy mówiąc "po kapitalistycznemu" bardziej przedsiębiorczy tłuką kasę na różnych kursach przygotowawczych czy korepetycjach.
ty możesz nie chorować na złość
I bardzo dobrze! Było, znaczy
Nauczycielka chemii mojego dziecka już bierze 200 zł za godzinę za korepetycje także ten tego
Ale niech to dotyczy wszystkich studiów, nie tylko medycznych
Nie wszyscy po studiach są tak chętnie witani za granicą jak medycy.
Twoja odpowiedź pewnie jest ciekawa i poprawna ale tego nie da się czytać!
Ale nawet wtedy,nie jedząc i nie śpiąc,nie zarabiają tyle,co lekarz na 72 godzinnym dyżurze w ciągu jednej doby
Pewnie zna Twoje możliwości płatnicze,doktorze. PS Doktor to człowiek z doktoratem,ale niech juz będzie..
Jeśli brał stypendium naukowe to musiał je odpracować u sponsora!
Ty mi będziesz mówić o etyce? Won
Lekarz?
Sądząc po kulturze wypowiedzi, to chyba tak.
Tak, będzie musiał.
"Pięć posadek, a z każdej po parę tysięcy."
To niby dużo? Z perspektywy nauczyciela tak, ale z pewnością nie z perspektywy statystycznego lekarza.
Biorąc pod uwagę to, że w przypadku kierownictwa szpitali nie udało się jeszcze w Polsce wypracować zasad utrudniających zatrudnianie ludzi wedle ich przychylności wobec aktualnie rządzącego środowiska politycznego, to wydawałby się dobry krok.
Jednak ciężko oczekiwać od władzy, że sama pozbędzie się tego mechanizmu.