Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Standardem jest, że przedsiębiorcy udzielają swoim kontrahentom kredytu kupieckiego, czyli dają im czas na opłacanie faktur za wykonaną usługę lub dostarczony towar. Może to być 30, 60, a w niektórych branżach 90 i więcej dni. W zdrowych relacjach biznesowych faktoring jest lekarstwem na to, by firma, która udziela kredytu kupieckiego, nie straciła płynności finansowej.

Załóżmy, że przedsiębiorca daje kontrahentowi 30 dni na zapłatę. Jeśli skorzysta z faktoringu, pieniądze –– potrącone o opłaty i zaliczkę – dostanie od razu. A gdy zbliży się termin płatności, kontrahent zwróci pieniądze firmie faktoringowej. Wszyscy są zadowoleni. Dostawca towarów lub usług – bo ma pieniądze od ręki. Kontrahent – bo ma czas na opłacenie faktury. Faktor (firma oferująca usługę faktoringu) – bo zarobi.

 Faktoring od spraw beznadziejnych

Ale faktoring może się przydać również w sytuacjach beznadziejnych, kiedy pojawia się ryzyko, że kontrahent nie zamierza zapłacić albo potrzebuje więcej czasu na zebranie pieniędzy. W jaki sposób?

 Faktoring oferowany jest w kilku wariantach. Tzw. niepełny lub z regresem polega na tym, że w sytuacji braku płatności od kontrahenta, faktor zwróci się o zwrot pieniędzy do swojego klienta.

W droższym faktoringu pełnym (bez regresu) to faktor bierze na siebie pełne ryzyko niewypłacalności kontrahenta. Firma powinna skorzystać z tego wariantu, jeśli zależy jej na kontrakcie, ale ma obawy o wiarygodność płatniczą swojego partnera.

 Może być też tak: firma jest przekonana, że jej kontrahent opłaci fakturę, ale potrzebuje na to więcej czasu. I tu swego rodzaju kołem ratunkowym może być faktoring, ale tylko do pewnego stopnia.

– Dość często do zgłaszają się do nas przedsiębiorcy z naręczem przeterminowanych faktur i wnioskiem o ich sfinansowanie. Niestety, o ile istnieje uzasadniona obawa, że klient nie zapłaci w ogóle, taka sprawa może zostać przekazana już tylko firmie windykacyjnej – mówi Michał Pawlik, prezes SMEO, firmy specjalizującej się w tzw. mikrofaktoringu.

 Finansowanie faktury po terminie płatności

Jeśli spojrzymy na oferty faktorów, usługa wydaje się być dość elastyczna. Ale jeden parametr jest wspólny – faktoringiem można finansować tylko nieprzeterminowane należności. Np. w SMEO fakturę można zgłosić do finansowania, jeśli do terminu płatności zostało co najmniej 5 dni. Gotówka zostanie wypłacona na konto przedsiębiorcy od razu, a ten będzie mógł spokojnie czekać aż zapłaci mu jego klient. Jak długo? SMEO finansuje faktury maksymalnie 90 dni.

Załóżmy, że firma wystawiła fakturę, której płatność przypada 30 listopada. Mając podejrzenia, że kontrahent nie zwróci pieniędzy w tym terminie, co najmniej pięć dni przed terminem możemy przekazać fakturę do faktoringu. Kasa popłynie do firmy od razu, a kontrahent będzie miał jeszcze prawie trzy miesiące spokoju. Choć trzeba liczyć się z tym, że finansowanie faktur po terminie płatności jest droższe. To nie jest standardowa procedura i jej wdrożenie może wymagać dodatkowej zgody faktora.

 – Faktury nie musimy zgłaszać do finansowania od razu po jej wystawieniu, a np. kilka dni przed upływem terminu wymagalności na dokumencie. Gotówkę uzyskamy od razu i będziemy mogli bez poczucia presji finansowej czekać na spłatę zobowiązań przez kontrahenta, nawet jeśli ten zacznie się nieco spóźniać – tłumaczy Michał Pawlik.

Opóźnione płatności to norma 

Bo choć tzw. zatory płatnicze są w Polsce plagą, to prędzej czy później większość firm reguluje swoje należności. Z badania przeprowadzonego przez SMEO i Erif BIG wynika, że tylko 17 proc. właścicieli małych firm otrzymuje wszystkie płatności na czas.

Skąd biorą się opóźnienia? Co czwarty mikroprzedsiębiorca twierdzi, że niepłacący kontrahent sam ma problem z płynnością finansową, czyli jemu też nie płacą w terminie. Prawie tyle samo ankietowanych uważa, że jest to celowy zabieg i kredytowanie się kosztem dostawcy.

Co piąty badany wskazuje, że faktury nie są opłacane na czas z powodu procedur wewnętrznych, a 18 proc. przyznaje, że taka jest specyfika i kultura branży – po prostu wszyscy tak robią.

 – Większość kontrahentów w końcu jednak zapłaci. Przedsiębiorcy wolą raczej utrzymać dobrą relację z takim klientem i przygotować się na element nieprzewidywalnego niż uruchamiać od razu procedurę windykacyjną – przekonuje Michał Pawlik.

 W faktoringu zwykle zaszyty jest element tzw. miękkiej windykacji. Aplikacje faktoringowe pozwalają śledzić, kiedy upływają terminy płatności dla poszczególnych faktur, z jakimi kwotami zalegają klienci oraz umożliwiają wysyłanie kontrahentom przypomnień w formie SMS-a lub maila z linkiem do zapłaty.

Kiedy faktoring, kiedy windykacja?

 – Taką miękką windykację czy raczej zarządzanie wierzytelnościami wygodniej prowadzić z wykorzystaniem gotowych szablonów i alertów. Wielu właścicieli małych firm podkreśla, że bezpośrednie upominanie się o płatności było dla nich krępujące. Z poziomu platformy faktoringowej przychodzi im to łatwiej i wygląda bardziej neutralnie – dodaje prezes SMEO.

 Przedsiębiorca ma do dyspozycji inne narzędzia dyscyplinujące dłużników. Może np. postraszyć kontrahenta wpisem do bazy biura informacji gospodarczej. Obecnie można wpisać dłużnika po 30 dniach od upływu terminu płatności (wcześniej było to 60 dni). Wpis w takiej bazie to sygnał dla innych potencjalnych kontrahentów, że z tą firmą lepiej nie układać się biznesowo.

 Dopiero gdy miękka windykacja nie pomoże, a możliwości, jakie daje faktoring, się wyczerpią, należy uruchomić twardą windykację, czyli zgłosić się do firmy wyspecjalizowanej w odzyskiwaniu długów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.