Bankructwo Ukrainy jest w pełni możliwe - oceniła agencja Standard & Poor's, obniżając jej wiarygodność kredytową. Zaraz potem Kijów zrezygnował z kolejnej raty pożyczki od Rosji. Amerykański fundusz inwestycyjny Franklin Templeton skupił jedną czwartą ukraińskiego długu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek agencja ratingowa S&P drugi raz w miesiącu obniżyła zdolność spłaty długoterminowych długów zagranicznych przez Ukrainę. W jej skali ocen obniżka z CCC+ do CCC oznacza notę "śmieciową" - to aż o osiem stopni poniżej progu inwestycyjnego. Niższa nota oznaczałaby już bankructwo. Agencja nie wyklucza takiej degradacji, bo spodziewa się pogorszenia perspektyw Ukrainy. Analitycy w swoim raporcie wprost twierdzą, że "bankructwo jest w pełni możliwe".

Rząd Ukrainy ocenia, że w tym roku potrzebuje 7,9 mld dol. na spłatę zagranicznych długów. Potrzeby te, według szacunków S&P, są blisko dwukrotnie wyższe, bo Kijów musi też spłacić zobowiązania państwowego koncernu gazowego Naftohaz - łącznie potrzebuje więc w tym roku 13 mld dol.

Do tej pory ratował się przyznanym cztery lata temu przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy kredytem stabilizacyjnym w wysokości 15 mld dol. Fundusz oferował przedłużenie tego kredytu, ale w zamian domagał się reform, przede wszystkim ograniczenia świadczeń socjalnych i dopłat do cen gazu dla ludności. Ale rząd Ukrainy nie chciał wprowadzać takich reform przed planowanymi w 2015 r. wyborami prezydenckimi. Dlatego Kijów po ratunek zwrócił się do Moskwy.

Kiedy w listopadzie zeszłego roku prezydent Janukowycz nagle zrezygnował z podpisania umowy o stowarzyszeniu z Unią Europejską, prezydent Rosji Władimir Putin obiecał 15 mld dol. pożyczki, nie żądając w zamian żadnych reform. Rząd Ukrainy dostał na razie z tej kwoty tylko 3 mld dol., sprzedając Rosji obligacje na irlandzkiej giełdzie.

Kolejną partię obligacji za 2 mld dol. Ukraina chciała sprzedać pod koniec stycznia, ale po dymisji prorosyjskiego rządu Ukrainy Mykoły Azarowa Moskwa wstrzymała wypłatę. W poniedziałek minister finansów Rosji Anton Siłuanow zapowiedział, że kupi obligacje do końca tego tygodnia. Następnego dnia zaczęły się jednak krwawe zamieszki w Kijowie i rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow odmówił podania jakiegokolwiek terminu tej transakcji. - W sytuacji kiedy ekstremiści robią to, co się dzieje na Ukrainie, priorytetem jest uregulowanie tej sytuacji - stwierdził.

Jeszcze w środę wieczorem władze w Moskwie i Kijowie zapewniały, że Ukraina dostanie w piątek 2 mld dol. rosyjskiej pożyczki. Ale w piątek rano giełda w Dublinie ogłosiła, że Kijów zrezygnował z emisji obligacji.

Analitycy S&P napisali w swoim raporcie: "Naszym zdaniem oczekiwane wsparcie finansowe Rosji staje się coraz bardziej niepewne i będzie zależeć od rezultatów rozwoju sytuacji politycznej na Ukrainie, która się pogarsza". Z możliwością bankructwa Ukrainy liczą się też według agencji Bloomberg analitycy banku Société Générale.

Rosnące ryzyko zaczyna przyciągać spekulantów. Od sierpnia amerykański fundusz inwestycyjny Franklin Templeton skupił ukraińskie obligacje o wartości 6,4 mld dol., jedną czwartą całości tego długu. W ten sposób fundusz został największym wierzycielem Ukrainy. Dziennik "Financial Times" wskazał, że Franklin Templeton stać na takie ryzyko, bo zarządza na całym świecie aktywami o wartości 879 mld dol., więc ewentualne bankructwo Ukrainy nie będzie dla niego ciosem. Przy tym Mark Mobius, zarządzający działalnością funduszu na wschodzących rynkach, twierdzi, że sytuacja ekonomiczna Kijowa jest korzystna. - Mają Europejczyków, którzy chcą im pomóc, i Rosjan, którzy też chcą pomóc - powiedział Mobius agencji Reuters.

Podobnie obstawia fundusz Greylock Capital, który przez ostatni tydzień podwoił swój portfel ukraińskich obligacji. "Mocno stanieją, jeśli dojdzie do prawdziwej katastrofy. Ale z drugiej strony, jeśli nie dojedzie do wojny domowej, to jest mało prawdopodobne, by doszło do bankructwa Ukrainy" - stwierdził szef tego funduszu Hans Humes.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem